Za zrobienie tego zdjęcia policja chciała ukarać pana Filipa mandatem

Pieszy zgłosił jadący pod prąd samochód. Teraz ma kłopoty (materiał z czerwca 2025 r.)

Źródło: TVN24Stołeczna policja przegrała w sądzie z panem Filipem. Funkcjonariusze wnioskowali o ukaranie go za używanie telefonu na przejściu na pieszych. Mężczyzna dokumentował kierowców łamiących przepisy, a swoje zdjęcia przesłał na policyjną skrzynkę „Stop Agresji Drogowej”.

– Samochody były dosłownie wszędzie: na trawnikach, na chodnikach, przy samych przejściach. Kierowcy wjeżdżali na chodniki i przejeżdżali przez pasy, a policja nie reagowała – tak pan Filip relacjonował w rozmowie z TVN24 wydarzenia z 27 kwietnia ubiegłego roku w okolicy błoń Stadionu Narodowego. Tego wieczoru na stadionie odbywał się koncert „Tysiąclecie Korony Polskiej”. Wydarzenie przyciągnęło mnóstwo osób.

Podczas powrotu z koncertu uwagę pana Filipa przykuł komunikacyjny chaos, a najbardziej bulwersująca okazała się sytuacja z okolic ulicy Zamoyskiego. W jednej z bocznych uliczek grupa kierowców poruszała się pod prąd. Nasz rozmówca zaczął robić im zdjęcia. Najpierw szedł chodnikiem, później wszedł na przejście dla pieszych. Zdjęcia wysłał na policyjną skrzynkę „Stop Agresji Drogowej”.

Za zrobienie tego zdjęcia policja chciała ukarać pana Filipa mandatem

Za zrobienie tego zdjęcia policja chciała ukarać pana Filipa mandatem

Źródło: archiwum prywatne

Po jakimś czasie mężczyzna otrzymał wezwanie na przesłuchanie. Policja obwiniła go o wykroczenie, uznając, że przechodził on przez przejście dla pieszych, korzystając z telefonu komórkowego „w sposób, który ograniczał mu możliwość obserwacji sytuacji na przejściu dla pieszych oraz jezdni”. Policjantka chciała ukarać go mandatem w wysokości 300 złotych. Pan Filip nie przyjął kary, sprawa trafiła do sądu.

Sąd zdecydował

W wyroku nakazowym – czyli wydanym bez przeprowadzenia rozprawy – sąd stwierdził, że mężczyzna jest winny i ukarał go grzywną w wysokości 150 złotych. Pan Filip odwołał się od tego werdyktu, więc sprawa ruszyła od początku, w normalnym trybie.

24 kwietnia przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie zapadł wyrok uniewinniający. Jest nieprawomocny.

– Wciąż mam poczucie, że ta sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu – więc mogę się jedynie domyślać ile takich bezsensownych spraw trafia na wokandę i dlaczego mamy przeciążone sądownictwo. Od początku mówiłem jedno: tak, zrobiłem zdjęcie telefonem, ale nie korzystałem z niego w sposób, który ograniczał mi obserwację drogi – skomentował pan Filip w rozmowie z tvn24.pl.

Spytaliśmy policję, czy zamierza odwołać się od wyroku sądu. Aspirant Natalia de Laurans, rzeczniczka Komisariatu Policji Metra Warszawskiego (do zdarzenia doszło w okolicy stacji Stadion Narodowy), poinformowała w odpowiedzi na pytanie tvn24.pl, że „jak dotąd do jednostki nie wpłynęło postanowienie sądu w przedmiotowej sprawie”, dlatego nie jest w stanie odnieść się do tej kwestii.

Policjantka: pieszy był nieostrożny, zdjęcie miało dobrą jakość

Wcześniej asp. de Laurans wyjaśniała w odpowiedzi na nasze pytania, że „referent sprawy, ujawniając popełnione przez zgłaszającego wykroczenie, działał zgodnie z obowiązkiem” określonym w wytycznych komendanta głównego policji. W dokumencie tym czytamy, że policjant, który ujawni wykroczenie lub uzyska wiadomość o jego popełnieniu, jest zobowiązany m.in. do „zebrania danych niezbędnych do sporządzenia wniosku o ukaranie”. Dodała, że kierowca, którego dotyczyło zgłoszenie pana Filipa, został ukarany grzywną.

W aktach sprawy dotyczącej rzekomego wykroczenia znajduje się notatka policjantki, która kierowała do sądu wniosek o ukaranie pana Filipa. W dokumencie czytamy, że „wykonując zdjęcie w trakcie przechodzenia przez przejście dla pieszych musiał skupić uwagę na ekranie telefonu komórkowego”. Według funkcjonariuszki, „świadczy o tym fakt, że zdjęcie jest dobrej jakości, wyostrzone i nierozmazane”.

„Na uwagę zasługuje fakt, iż była to już pora wieczorowa, było ciemno, więc jest to dodatkowy czynnik, którym naraził się na niebezpieczeństwo gdyż warunki i jego działanie ograniczało mu możliwość obserwacji sytuacji na przejściu na pieszych i jezdni. W każdej chwili z drogi głównej mógł zacząć skręcać autobus, który jest pojazdem dużych rozmiarów” – argumentowała policjantka.

Sąd nie podzielił stanowiska policji.

– Moim zdaniem policja próbowała przede wszystkim obronić własną tezę. Zgłosiłem kierowcę jadącego pod prąd, a potem z materiału, który sam im przekazałem, zrobiono sprawę przeciwko mnie. Trudno nie mieć poczucia absurdu. Zamiast skupić się na realnym zagrożeniu, czyli samochodach jadących pod prąd w rejonie dużej imprezy, uznano, że problemem jest pieszy, który to udokumentował – podkreślił pan Filip w rozmowie z tvn24.pl.

Mężczyzna ocenił, że jego zdaniem tym postępowaniem policja dała „bardzo zły sygnał społeczny”. – Następnym razem ktoś może pomyśleć: „po co mam zgłaszać, jeszcze sam będę miał problemy” (…). Niestety hasło, które zaczęło królować w internecie w czasach covidowych, wciąż ma się bardzo dobrze. Słabi wobec silnych, silni wobec słabych – skomentował nasz rozmówca.

Nie pierwszy taki przypadek

W przeszłości zdarzały się już podobne spory na linii zgłaszający-policja. Na przykład w 2023 roku w Poznaniu sąd nie dopatrzył się winy mężczyzny, który będąc na pasach nagrywał samochód. Kierowca nie ustąpił mu pierwszeństwa. Nagranie trafiło na policję, jednak obwinionym został pieszy, a nie kierujący samochodem – właśnie dlatego, że korzystał z telefonu na „zebrze”.

Pieszy uznał wówczas że funkcjonariusze chcieli w ten sposób zniechęcić go do składania zawiadomień o wykroczeniach kierowców – dlatego, że nie po raz pierwszy wysyłał nagranie na policję.

W tej sprawie w październiku 2023 roku Sąd Rejonowy Poznań-Grunwald i Jeżyce w Poznaniu orzekł, że pieszy nie złamał prawa. Jak informował portal brd24.pl, sąd wskazał na różnicę między zakazem korzystania z telefonu przez kierowców i przez pieszych. Sąd podkreślił w uzasadnieniu swojej decyzji, że przepisy nie zabraniają „w sposób bezwzględny korzystania z telefonu (…) podczas wchodzenia lub przechodzenia przez przejście dla pieszych, ale tylko takiego korzystania z tych urządzeń, które nie prowadzi do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji na jezdni czy przejściu dla pieszych”.