Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Wyjazdowe wygrane w Mielcu (3:2) i Łęcznej (4:0) to chyba najlepszy napęd dla Śląska przed końcówką sezonu.
Michał Mokrzycki (Pomocnik Śląska Wrocław): Spodziewaliśmy się trudnych meczów i takie one dla nas były. Zakładaliśmy to już przed wyjściem na boisko i to się potwierdziło, widzieliśmy, jak przebiegało spotkanie w Mielcu, ale w Łęcznej, pomimo wysokiego wyniku, też nie było łatwo. Umieliśmy sobie jednak z tym poradzić, dzięki czemu wywieźliśmy dwa zwycięstwa z dwóch trudnych terenów. To nas napędza, motywuje do dalszej pracy i tego, żeby podtrzymać naszą serię. Powoli dążymy do zrealizowania naszego celu, jakim jest awans do PKO BP Ekstraklasy.
Śląsk kolekcjonuje zwycięstwa na finiszu I ligi
Można powiedzieć, że w ostatnich meczach w decydującym momencie jakość po prostu wzięła górę nad cechami wolicjonalnymi niżej notowanych przeciwników?
W pewnym stopniu na pewno, ale to zaangażowanie i determinacja też u nas są na wysokim poziomie. Przed meczem bardzo zwracamy sobie uwagę, że trzeba mocno pracować w defensywie, a jakość w ofensywie zrobi swoje. Uważam, że te dwa ostatnie mecze były dla nas testem – czy dźwigniemy to, że awans jest coraz bliżej. W Mielcu przegrywaliśmy, ale wspólnymi siłami osiągnęliśmy cel. W Łęcznej na początku mogliśmy przegrywać, a ostatecznie odnieśliśmy wysokie zwycięstwo. Widać w nas wiarę w to, że jeden zawodnik jest pewny drugiego.
Pół-żartem, pół-serio, na ile pan żałuje, że nie zapisano panu gola w Łęcznej, tylko samobója bramkarzowi Łukaszowi Budziłkowi?
Szkoda, ale no cóż, ja w swojej tabelce zapiszę takie pół gola i to też będzie fajne wspomnienie z tego meczu po sezonie (śmiech).
W analizach, dlaczego runda wiosenna jest w wykonaniu Śląska zdecydowanie lepsza od jesiennej, często przewija się wniosek, że pan był tym brakującym ogniwem. Jak pan podchodzi do takich opinii?
Złożyło się na to wiele różnych, mniejszych czynników, które sprawiają, że wiosną jesteśmy jedną z najlepiej punktujących drużyn w I lidze. Bardzo się cieszę, że w tym uczestniczę i odgrywam istotną rolę, bo bardzo mi na tym zależało i czułem, że będzie dobrze. Chciałem udowodnić sobie, że stać mnie na to, żeby po przyjściu do Wrocławia stać się ważnym elementem zespołu. Wiem też, że gdybyśmy rozczarowywali, mój transfer byłby mocno kwestionowany…
KRYSTYNA PACZKOWSKA/NEWSPIX.PL / Newspix.pl / newspix.pl
Michał Mokrzycki szybko znalazł wspólny język z Piotrem Samcem-Talarem w Śląsku
Mokrzycki szybko został liderem Śląska
Podczas treningów trener Ante Šimundža zachęca pana do brania większej odpowiedzialności na swoje barki? Ma pan refleksję, że te oczekiwania są nie tylko na papierze, ale i pod względem kolejnych boiskowych zadań?
Powiem szczerze, że nigdy nie odczuwałem czegoś takiego. Sam mam takie wymagania wobec siebie, by być kimś ważnym i brać odpowiedzialność za wynik, więc to jest we mnie od dłuższego czasu. Nie potrzebuję, by trener czy sztab nakładali mi jakąś dodatkową presję, bo sam wobec siebie mam duże oczekiwania.
W poprzednich latach pracował pan głównie z polskimi trenerami, niekoniecznie też z tak dużym doświadczeniem, jak Šimundža. Jakie różnice identyfikuje pan po kilku miesiącach w Śląsku?
Przede wszystkim zarządzanie zespołem jest bardzo istotnym aspektem, który można pochwalić u trenera naszego zespołu. Ante Šimundža potrafi utrzymać zespół w ryzach, żeby nie zachłysnął się kolejnymi zwycięstwami. Trener wymaga od nas więcej z każdym kolejnym zwycięstwem, by grać jeszcze lepiej i wygrywać dalej. To doświadczenie, które trener ma z poprzednich klubów, sukcesów w innych krajach czy rywalizacji na arenie międzynarodowej, robi ogromną różnicę.
Śląsk w poniedziałek może zapewnić sobie powrót do PKO BP Ekstraklasy już po roku nieobecności, co w ostatnich latach udawało się bardzo nielicznym. Pan doświadczył w ŁKS, jak trudny bywa pierwszy sezon po spadku. Dlaczego we Wrocławiu jest teraz inaczej?
ŁKS po spadku nie miał na tyle jakości, by walczyć o szybki powrót. Mieliśmy trzon zespołu, ale po czasie wychodziły jednak braki w jakości, której nie brakuje teraz w Śląsku. Został zatrzymany lider tego zespołu, czyli Piotr Samiec-Talar, który pokazuje w tym sezonie jak ważnym jest zawodnikiem. Można sobie przypomnieć, jak robił wicemistrzostwo Polski i już w tamtej drużynie był kluczowym zawodnikiem. Mamy doświadczonych piłkarzy, którzy grali wiele lat na poziomie PKO BP Ekstraklasy i to w bardzo dobrych klubach. W momentach kryzysowych postawiono na kontynuację pracy trenera, a ja w tym pierwszym sezonie po spadku z ŁKS miałem trzech różnych szkoleniowców.
PAWEL PIOTROWSKI/400mm.pl / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Michał Mokrzycki jeszcze w rundzie jesiennej obecnego sezonu był kapitanem ŁKS
Mokrzycki nie zagra przeciwko ŁKS
Pan w poniedziałkowym meczu przeciwko Łodzianom nie zagra z powodu zapisów w umowie transferowej, ale z pewnością mógł służyć w tym tygodniu jako bank informacji dla sztabu Śląska.
Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że bardzo wiele zawdzięczam ŁKS-owi. Poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, oddanych kibiców i to trzeba podkreślić, że zawsze będę patrzył w ich stronę z dużym sentymentem. W jakimś stopniu ten mecz na pewno będzie wyjątkowy, mimo, że raczej nie będzie dane mi w nim zagrać. Nie mogę się doczekać całej otoczki, będzie okazja się spotkać ze starymi znajomymi i zamienić kilka zdań, bo ten mój transfer dział się bardzo szybko. Dostałem na niego zgodę praktycznie z godziny na godzinę w trakcie zimowego zgrupowania.
Można powiedzieć, że to była spontaniczna decyzja, czy dojrzewała w panu od dłuższego czasu?
Spontaniczna raczej nie była, po prostu nie dogadaliśmy się z ŁKS i chodziło tutaj o coś innego niż finanse. Żałuję przede wszystkim, że nie zdążyłem się pożegnać z chłopakami, bo bardzo ich lubię, to jest super grupa i cieszy to, jakie wyniki teraz osiągają. Bardzo im kibicuję, ale w poniedziałek oczywiście będzie inaczej.
RADOSLAW JOZWIAK / CYFRASPORT / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Michał Mokrzycki jako kapitan ŁKS w meczu rundy jesiennej przeciwko Śląskowi (2:1)
Pytam, na ile była to przemyślana decyzja, bo dołączał pan do Śląska w momencie największych zimowych zawirowań organizacyjno-finansowych. Drużyna nie wyjechała na zgrupowanie przed rundą wiosenną, miała serię bez zwycięstwa w lidze, a w tabeli plasowała się poza strefą barażową.
Czułem, że klub bardzo we mnie wierzy i widziałem zaangażowanie ze strony osób odpowiedzialnych za klub z Wrocławia. Dyrektor sportowy Rafał Grodzicki był bardzo konkretny. Powiedział, że na pewno podpiszemy kontrakt obowiązujący od lata, ale zrobi wszystko, co będzie mógł, by wyciągnąć mnie już w styczniu. Wiem, że się temu mocno poświęcił i dopiął swego. Teraz mogę powiedzieć, że dobrze mi ten transfer zrobił, bo dostałem nowy bodziec do rozwoju. Wyszło mi to na plus i wierzę, że uda mi się ze Śląskiem awansować do PKO BP Ekstraklasy.
Chyba nie pomylę się mówiąc, że w najwyższej klasie rozgrywkowej pan ciągle ma coś do udowodnienia. Często słychać, że umiejętnościami przerasta pan I ligę, ale w PKO BP Ekstraklasie zagrał na razie tylko jeden pełny sezon i to ten, który zakończył się spadkiem z ŁKS.
Zdecydowanie. Czuję, że stać mnie, by rywalizować na dobrym poziomie w PKO BP Ekstraklasie. Ten jeden sezon w ŁKS pozostawił we mnie poczucie ogromnego niedosytu. Bardzo na to liczę, że od przyszłego sezonu będzie mi dane udowodnić samemu sobie na co mnie stać, już na boiskach elity.
Na ile w szatni Śląska przewija się temat Wieczystej Kraków, która teoretycznie pozostała waszym najpoważniejszym rywalem do miejsca oznaczającego bezpośredni awans, ale jej przyszłość stoi pod wielkim znakiem zapytania?
Ta sprawa faktycznie się u nas przewija, ale jest to temat, jak każdy inny w szatni, kiedy coś się dzieje w polskiej piłce. Nie jest tak, że nadmiernie spoglądamy w stronę Wieczystej i uważnie oglądamy każdy jej mecz, bo sprawy są w naszych rękach i wszystko możemy rozstrzygnąć sami. Wiemy, jak wygląda tabela, ale liczy się każdy kolejny mecz.