Zanim w późny piątkowy wieczór piłkarze Wisły zdążyli nacieszyć się z sukcesu, tańcząc w rytm głośnych przebojów wraz z 33 tys. kibiców na Synerise Arenie, spiker ogłosił, że ruszyła sprzedaż karnetów na mecze w Ekstraklasie. I dodał, że na półkach w klubowym sklepie przy ulicy Reymonta, który w nocy z piątku na sobotę wciąż był otwarty, czekały na fanów pachnące nowością koszulki z nadrukiem „Jest pięknie” oraz „Awans 2026”. Zawodnicy paradowali w nich już chwilę po tym, jak wybrzmiał ostatni gwizdek w zwycięskim spotkaniu z Chrobrym Głogów.

Zgodnie z ustaleniami poczynionymi z działem bezpieczeństwa klubu, kibice karnie wytrwali na trybunach, nie wbiegając na boisko, natomiast do zawodników dołączyły ich rodziny. Niezmiernie zaskoczył najlepszy strzelec drużyny Angel Rodado, który nie dość, że po raz pierwszy od operacji lewego barku paradował bez temblaka, to jeszcze bez żadnych obaw wziął na ręce swojego synka Jasia. Najwyraźniej rehabilitacja przebiega nadzwyczaj sprawnie i jest szansa, że przygotowania do swojego pierwszego sezonu w Ekstraklasie Hiszpan rozpocznie co najwyżej z niewielkim opóźnieniem.

W gronie osób szalejących ze szczęścia na murawie był także Jarosław Królewski. W czasie, gdy piłkarze pobiegli spod trybun prosto do pawilonu medialnego, by w trakcie konferencji prasowej wykonać przed dziennikarzami wraz z trenerem Mariuszem Jopem dziki taniec radości, prezes Wisły dzielił się z nami pierwszymi wrażeniami po awansie.

— Jestem wzruszony. Tyle razy trzeba było wstawać po przegranych barażach i mieć siłę, żeby zmotywować siebie, sponsorów i całą drużynę… Cieszę się z tego, w jakim miejscu się teraz znaleźliśmy. Staliśmy się silniejszym zespołem, zarówno w klubowych gabinetach, jak i na boisku. Ja sam również jestem silniejszy — powiedział.

Do szatni z gratulacjami pospieszył z loży inny ze współwłaścicieli klubu, Jakub Błaszczykowski, po drodze gorąco witając się z uradowaną dyrektor zarządzającą Wisły Florentyną Kulig. Przechodząc obok nas, były kapitan Białej Gwiazdy rzucił przyjacielsko do Królewskiego: — Jarek, przestań już nawijać makaron na uszy!

Nam także zależało, by usłyszeć od prezesa beniaminka Ekstraklasy konkrety, dlatego dociekaliśmy, jaka przyszłość czeka klub w najbliższym czasie. Kilka godzin wcześniej Królewski przyznał w programie Kanału Sportowego transmitowanego ze stadionu przy Reymonta, że „Wojciech Kwiecień jest najbliżej Wisły Kraków w całej historii myślenia o Wiśle”. Zapytaliśmy więc właściciela Białej Gwiazdy, czy objęcie akcji przez sponsora Wieczystej jest przesądzone.

— Powiedziałem, że nigdy tak blisko porozumienia nie byliśmy, bo nigdy wcześniej nie było szczególnych rozmów w tej sprawie. Po sezonie usiądziemy i będziemy rozmawiać z potencjalnymi inwestorami. I tyle. Na dziś nie ma żadnego „usystematyzowania”, jak ewentualne zmiany w Wiśle będą wyglądać — studził emocje skąpany w szampanie Królewski, po raz kolejny dając do zrozumienia, że finalnie to od niego zależy, czy Kwiecień, który pali się, by po latach oczekiwań wkroczyć do ukochanego klubu, zrealizuje swoje wielkie marzenie.

Frederico Duarte, jeden z bohaterów ostatniego meczu Wisły Kraków z Chrobrym. Już w specjalnej koszulce z nadrukiem "Jest pięknie"ZUZA TWARDOSZ / 400mm.pl/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Frederico Duarte, jeden z bohaterów ostatniego meczu Wisły Kraków z Chrobrym. Już w specjalnej koszulce z nadrukiem „Jest pięknie”

Celem Wisły Kraków jest środek tabeli Ekstraklasy

W grze o udziały w Wiśle jest także jeden z funduszy zagranicznych, ale murowanym faworytem pozostaje Kwiecień, który zadeklarował wyłożenie 15 mln zł. Te pieniądze w całości mają pójść na utrzymanie drużyny w pierwszym sezonie w Ekstraklasie. Oznaczałoby to podwojenie wydatków na zespół, które w prognozie licencyjnej były ustalone na poziomie 1,6 mln zł miesięcznie, a budżet całego klubu podskoczył by z 55 do 70 mln.

Dzięki dodatkowym wpływom Krakowianie mogliby solidnie wzmocnić kadrę, która w opinii ekspertów w obecnym zestawieniu miałaby problemy z utrzymaniem się w elicie.

— Chcielibyśmy być pełnoprawnym członkiem Ekstraklasy, czyli grać nie o utrzymanie, lecz starać się na początek o pozycję w środku tabeli. Chcemy się po prostu zadomowić w Ekstraklasie. Z tego względu musimy zrobić kilka bardzo mocnych transferów. Będziemy dobrze do tego przygotowani. Prowadzimy już nawet rozmowy z nowymi zawodnikami. Jeśli chodzi o liczbę transferów, to być może będzie ich sześć, być może trochę więcej. Zależy nam bardziej na jakości niż na liczbie — przekonuje Jarosław Królewski.

Czy wśród nowych postaci będą gracze Wieczystej?

— Nic o tym na razie nie wiem. Nie było takiej analizy. Nie sądzę, że są na naszym radarze — odpowiada wymijająco prezes Wisły.

Do drużyny chciałby dołączyć najlepiej wynagradzany przy Chałupnika Mikkel Maigaard, lecz Królewski jasno zaznaczył, że Duńczyk musiałby się zgodzić na spore obniżenie zarobków, bo nie zamierza dopuścić do tworzenia kominów płacowych. O krok od zatrudnienia w Wiśle jest natomiast wiceprezes Wieczystej Sławomir Peszko, ale na razie nie ustalono, jaką miałby pełnić funkcję i komu w strukturze klubu podlegać, bo dyrektorem sportowym pozostanie Vullnet Basha.

Kacper Duda: przeszły mnie ciarki

Ci, którzy wywalczyli awans, nie zamierzają łatwo oddawać pola nowym kandydatom do gry.

— Czy potrzebujemy transferów? To już pytanie do pionu sportowego. Ja nie jestem osobą, która powinna się na ten temat wypowiadać — mówi Maciej Kuziemka. Jego kontrakt obowiązuje tylko do 30 czerwca 2027 r. Biorąc pod uwagę wiek i potencjał zawodnika, najwyższa pora, by go przedłużyć. — Gram na warunkach, jakie są zawarte w obecnej umowie i na razie to wszystko, co mogę powiedzieć — stwierdził zapytany przez „PS” o negocjacje w sprawie nowego kontraktu.

Wartość 20-latka już wkrótce zweryfikują występy w gronie rywali o znacznie wyższych umiejętnościach, niż ci, z którymi miał do czynienia na boiskach I ligi. On sam na temat czekającego go wyzwania wypowiada się bez kompleksów.

— Czuję się gotowy na Ekstraklasę. Oczywiście znam swoje deficyty, ale wiem też, że stać mnie na to, by się pokazywać w Ekstraklasie z dobrej strony — zapewnia Kuziemka. — Pierwsza runda minionego sezonu zarówno w moim wykonaniu, jak i całej drużyny była świetna. Bardzo dobrze się czułem, dawałem liczby. Wiosną trochę tego zabrakło. Moja pozycja w niektórych meczach była słabsza, ale taka jest piłka. Nie mam sobie nic do zarzucenia pod względem włożonej pracy i tego, jak się przykładałem na treningach. Jestem zadowolony z siebie, bo ostatnie mecze, które rozegrałem, znowu były na lepszym poziomie — wygrywałem pojedynki, robiłem różnicę na boisku. Cieszę się, że praca zaowocowała wzrostem formy. To był mój pierwszy pełny sezon seniorski, dlatego cieszę się niesamowicie, że mogłem dołożyć cegiełkę do awansu. To świetne uczucie i będę wspominał te wydarzenia przez długie lata — dodał zawodnik, który w meczu z Chrobrym był o włos od powiększenia dorobku, na który składa się 6 goli i 7 asyst.

Maciej Kuziemka: tworzymy świetną grupę

Dziś łatwo mówić o tym, jak wiślacy gładko przeszli przez rozgrywki, ale Kacper Duda, inny z wychowanków Akademii Wisły, przypomina, że po trzech sezonach w I lidze i przegranym przed rokiem półfinale baraży z Miedzią Legnica, w klubie panowała niepewność.

— Latem drużyna była w przebudowie i gdy przystępowaliśmy do pierwszej kolejki, kadra nie była w pełni skompletowana. Wynik 4:0 w meczu pierwszej kolejki ze Stalą w Mielcu dodał nam otuchy. Zostaliśmy liderem, a później przyszła seria zwycięstw, która ustawiła nas na czele tabeli. W drugiej rundzie wyglądało to trochę inaczej. Wprawdzie na boisku nie przegrywaliśmy, ale za to było dużo remisów, przez co wrażenia były gorsze — wspomina Duda.

— Nie było tak dobrze, jak sobie wyobrażaliśmy, bo jesienią postawiliśmy poprzeczkę zarówno sobie, jak i innym drużynom bardzo wysoko. Nie zawsze cały sezon da się rozegrać idealnie, czasem pojawiają się trudniejsze momenty — dodaje Kuziemka.

— Najważniejsze, że teraz znów prezentujemy się lepiej i zwyciężamy. Podczas ostatniego meczu kibice stworzyli niesamowitą atmosferę, ale przecież tak jest na naszym stadionie już od dłuższego czasu. Z tego, co się orientuję, średnia frekwencja wynosi 27 tysięcy widzów, a dziś był komplet. Po strzeleniu Chrobremu drugiego gola był taki wybuch emocji, że po plecach przeszły ciarki — uśmiecha się Duda.

Choć 22-latek najlepsze młodzieńcze lata spędził w I lidze, zdołał się na tyle rozwinąć, by zdobyć zaufanie selekcjonera reprezentacji Polski do lat 21. W ślad za nim do kadry Jerzego Brzęczka przebił się Kuziemka, który też znakomicie wykorzystuje swój czas po przeprowadzce do Wisły — najpierw w zespole Centralnej Ligi Juniorów U-19, następnie w drużynie rezerw, a w końcu na zapleczu Ekstraklasy.

— Nie jestem w stanie powiedzieć, czego nam brakowało, by awansować w poprzednich latach, bo dołączyłem do drużyny dopiero przed rokiem, ale mogę powiedzieć, skąd się wziął sukces w tym sezonie. Uważam, że tworzymy świetną grupę ludzi i mam na myśli wszystkich, nie tylko piłkarzy. Atmosfera jest znakomita, dobrze się dogadujemy i uzupełniamy. To było naszym dużym atutem i przekładało się na wyniki — wyjaśnia Kuziemka.

Wisła Kraków pasuje do Ekstraklasy

Warto zauważyć, że choć Krakowianie przez cztery lata grali w I lidze, to jednak w tym czasie nie stracili kontaktu z wielkim futbolem. W drodze po Puchar Polski w sezonie 2023/24 eliminowali zespoły z Ekstraklasy, a później dzielnie radzili sobie w kwalifikacjach Ligi Europy i Ligi Konferencji, zdobywając kilka punktów do rankingu klubowego UEFA.

— Gramy techniczny futbol, dlatego sądzę, że jesteśmy drużyną, która bardziej pasuje do Ekstraklasy, niż do I ligi. Interesują nas wyższe cele, niż tylko walka o utrzymanie. Sam jestem ciekaw, co przyniesie przyszłość. Na pewno czeka nas ciężki okres przygotowawczy. Na razie cieszymy się chwilą i myślimy o zwycięstwach w dwóch ostatnich meczach tego sezonu. One też są ważne, bo chcemy wywalczyć pierwsze miejsce — mówi Duda.

Widać, że Królewski zdołał narzucić drużynie swoją narrację, bo on sam w kółko powtarza, że wygranie I ligi traktuje bardzo ambicjonalnie i „spędza mu to sen z powiek”. Z tego względu, czekając na rozstrzygnięcia w spotkaniach z Polonią Warszawa i Pogonią Siedlce, nie rozpoczął rozmów z Mariuszem Jopem na temat przedłużenia wygasającego w czerwcu kontraktu. Pytany o tę kwestię, prezes najpierw mówi o algorytmach, które posłużą do oceny pracy trenera, ale w końcu przyznaje, że obecny sztab jest faworytem do poprowadzenia zespołu w przyszłym sezonie.

Już teraz są podejmowane pierwsze decyzje personalne. Latem odejdzie napastnik Ardit Nikaj, mimo że jest najszybszym graczem w zespole, a w umowie wypożyczenia z albańskiego KF Skënderbeu została zawarta opcja wykupu. W związku z planem pozyskania nowego bramkarza, na ofertę przedłużenia umowy nie ma co liczyć Kamil Broda. Będzie jeszcze o to walczył Anton Cziczkan, bo Jop zapowiedział, że da białoruskiemu golkiperowi szansę w końcówce sezonu.

Największej przebudowie może ulec formacja defensywna, gdyż kończą się kontrakty stoperów Josepha Colleya, Alana Urygi i Wiktora Biedrzyckiego, bocznego obrońcy Bartosza Jarocha oraz pomocników — Marca Carbo i Jamesa Igbekeme.

Spadki i powroty Wisły Kraków

Piłkarze Wisły wracają do Ekstraklasy po czterech latach banicji, najdłuższej w historii klubu. Do tej pory spadali cztery razy, a tylko raz zdołali wrócić już po roku.

Po raz pierwszy smak tej goryczy poznali w 1964 roku i właśnie wtedy ich pobyt na zapleczu elity trwał najkrócej. Krakowianie nie dość, że już rok później wygrali rozgrywki ówczesnej II ligi, to w kolejnym sezonie siłą rozpędu finiszowali tuż za mistrzowskim Górnikiem Zabrze.

Drugi spadek nastąpił w 1985 roku i stanowił dla klubu o wiele większy wstrząs. Wisła miała wówczas kadrę, w której występowało wielu mistrzów Polski sprzed siedmiu lat, w tym medaliści mundialu w Hiszpanii — Andrzej Iwan, Piotr Skrobowski i Jan Jałocha. Z tej trójki po spadku pozostał tylko ten ostatni, ale w kadrze wciąż byli tak uznani zawodnicy, jak Marek Motyka, Leszek Lipka czy Marek Banaszkiewicz.

Przez znaczą część sezonu 1985/86 Wisła była bardzo bliska powrotu do I ligi, ale na finiszu ograła ją Polonia Bytom. W kolejnym sezonie zmieniono regulamin, więc wystarczyło zająć miejsce w pierwszej trójce, by zagrać przynajmniej w barażach. Skończyło się na czwartym miejscu — wówczas najgorszym w historii klubu. Dopiero trzeci sezon, choć rozpoczął się fatalnie, ostatecznie po wygranym barażu z Górnikiem Knurów przyniósł powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Biała Gwiazda spędziła w niej kolejne sześć lat, spadając po raz trzeci w roku 1994. Odmłodzona drużyna w pierwszym sezonie nie podołała zadaniu, a w następnym PZPN nieoczekiwanie przeniósł ją do innej, słabszej grupy II ligi. Biała Gwiazda wykorzystała szansę, awansując w roku 1996, a w kolejnych latach, gdy klub przejął Bogusław Cupiał, rozpoczęła się era jej największych sukcesów. Kres nastąpił 15 maja 2022 roku. Tego dnia Wisła, choć w wyjazdowym meczu z Radomiakiem prowadziła do przerwy 2:0, straciła w drugiej połowie cztery bramki, pieczętując swój czwarty spadek.

Od tamtej pory Krakowianie, walcząc o powrót do Ekstraklasy, dwukrotnie odpadali w półfinałach baraży (w 2023 roku z Puszczą i w 2025 z Miedzią), a raz finiszowali na 10. miejscu (2024). Z tego względu piątek, 8 maja 2026 roku, okazał się dla nich prawdziwym Dniem Zwycięstwa.