Ok. godz. 9.00 rano wychodzę z domu — internet jeszcze działa. Jednak gdy tylko wchodzę do metra, strony przestają się ładować, podobnie jak serwisy Jandeksa znajdujące się na tzw. białych listach. Po ok. 20 min, kiedy wychodzę z metra w centrum miasta, nie ma już mobilnego internetu.

Puste ulice, szare niebo. 9 maja wielu wyjeżdża z miasta, ale tym razem Moskwa jest jeszcze bardziej opustoszała niż w poprzednich latach. Zbliżając się do Twerskiej, zaczyna się czuć „święto” — przy budynku ministerstwa spraw wewnętrznych stoją funkcjonariusze służb, furgonetki policyjne i autobusy z żołnierzami Gwardii Narodowej. Jednak na samej Twerskiej, częściowo zamkniętej wzdłuż bulwarów, jest stosunkowo niewielu mundurowych. Najwyraźniej po to, by nie straszyć tych, którzy mimo wszystko zdecydowali się przyjechać do centrum miasta. Na wysepkach wzdłuż drogi zaczynają gromadzić się ludzie. Próbuję dowiedzieć się, na co wszyscy czekają.

— Sami nie wiemy. Tak samo jak wy, przyszliśmy, stanęliśmy razem z innymi i czekamy — może coś się wydarzy — mówi jedna z osób.

Zakładam, że stąd będzie można zobaczyć powietrzną część parady. Moi rozmówcy wzruszają ramionami. Mniej więcej tak samo przebiega jeszcze kilka rozmów.

Chwieje się lekko i wygląda, jakby sam do końca nie rozumiał, na co czeka i po co tu przyszedł. Mężczyzna nie jest pijany, wygląda raczej na wstrząśniętego. Ma kilka medali, groźne naszywki z czaszkami, literami Z i V — symbolami inwazji na Ukrainę.

Po naszywkach domyślam się, że służył w kompanii medycznej. Na jednej z nich było napisane: „Hipokrates??? Nieee, nie słyszałem”.

Po chwili wychodzi na ulicę i sam zaczyna podawać rękę tym, którzy stoją w strefie dla pieszych. Potem zaczyna przytulać dzieci i w milczeniu proponuje zrobienie sobie z nim zdjęcia. Dzieci nie opierają się, rodzice je zachęcają, mężczyzna w mundurze się uśmiecha. Ale czuje się, że wszystkim jest z tego powodu niezręcznie.

Symboliczna niepewność

Przechodzień próbuje dowiedzieć się od policjantów, dlaczego ludzie stoją. Policjant odpowiada: „Odruchowo, jeden stanął, inni też stanęli”.

Podchodzę i ponownie pytam o paradę samolotów.

— Widzieliście niebo, co to za parada?

— Przecież obiecali…

— No to zadzwoń do Władimira Władimirowicza, zapytaj.

— Nie mam z nim kontaktu.

— No cóż, my też nie!

Aluzja była jasna: w tym kraju tylko Putin wie, co będzie dalej.

Po kilku minutach samoloty jednak się pojawiają: dwie grupy, a te, które lecą jako ostatnie, pozostawiają na szarym moskiewskim niebie biało-niebiesko-czerwony ślad. 10 s uroczystości dobiega końca, ludzie zaczynają się rozchodzić. Najbardziej wytrwali nadal czekają na coś niejasnego.

Sceny niewiele przypominają to, co działo się na Placu Czerwonym. Kilkaset metrów od Kremla nie było nawet cienia uroczystej atmosfery. Nie ma w tym nic dziwnego: my nie mamy z nimi, z Kremlem, żadnych powiązań. A oni — z nami.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Paraliż w Moskwie

Puste, szerokie moskiewskie ulice z czerwonymi flagami przypominają albo zdjęcie z Pjongjangu, stolicy Korei Północnej, albo obrazy utopijnego miasta Kapitol z „Igrzysk śmierci”. Te dwa obrazy są ze sobą powiązane: Kapitol bez internetu zamienia się w coś na kształt Pjongjangu.

Widoczny dobrobyt Kapitolu rzeczywiście na kilka godzin się pogarsza. Wszystko to — szybkie dostawy, platformy handlowe, wygodne usługi — albo nie działa, albo działa z ograniczeniami. Kiedyś na tej liście „dumy moskiewskiego konsumenta” znajdował się również szybki internet.

Kurier Jandeksa siedzi na przystanku i wpatruje się w jeden punkt. Pytam, czy są zamówienia. Jakby na wpół we śnie odpowiada, że po odłączeniu internetu zamówienia nie przychodzą, aplikacja nie działa. Nie wiedział, że tak będzie i że będzie musiał siedzieć bez pracy przez kilka godzin.

Kurier X5 Group również mówi, że w jego firmie nie działa przyjmowanie zamówień. Odpowiada równie bez entuzjazmu. Za to kurier Samokata z entuzjazmem podkreśla, że u nich wszystko działa, i potwierdza, że w Jandeksie — nie. Nie zdążę zapytać, czy łączy się z jakimś Wi-Fi. Kurier na rowerze elektrycznym odjeżdża, by dostarczyć zamówienie.

W większości kawiarni i lokali fast food w pobliżu Twerskiej zablokowano nawet Wi-Fi. Słyszę o tym w kilku miejscach. W związku z tym nie można również zapłacić za pomocą kodu QR. Jednak płatność kartą działa wszędzie.

Władimir Putin podczas parady wojskowej, Moskwa, 9 maja 2026 r.

Władimir Putin podczas parady wojskowej, Moskwa, 9 maja 2026 r.ALEXANDER KAZAKOV / AFP

Im bardziej oddalam się od Placu Czerwonego, tym częściej trafiam na lokale, w których mimo wszystko można było połączyć się z Wi-Fi.

„W kraju jest do bani”

W jednym z punktów odbioru zamówień Wildberries, do którego wchodzę, Wi-Fi również nie działa. W innych takich problemów nie ma i, jak mówią mi pracownicy, zamówienia są wydawane.

W miejscach, gdzie internet działa stabilnie, ludzie są wyraźnie bardziej ożywieni. Na moje pytanie, czy Wi-Fi działa, pracownicy z dumą odpowiadają: „Na razie działa!”. Nie próbuję łączyć się z miejskim Wi-Fi, ale na przystankach komunikacji miejskiej, które wyświetlają rozkład jazdy, ciągle miga napis „łączenie…”.

Chociaż funkcjonalność sektora usług pogorszyła się, wydaje się, że mieszkańców Moskwy, a przynajmniej tych, którzy 9 maja wyszli na miasto, już to zbytnio nie oburza — po blokadach w marcu ludzie wiedzieli już, czego się spodziewać. Tym bardziej że trzeba było wytrzymać zaledwie kilka godzin. Zresztą wielu zdaje sobie sprawę, że trzeba będzie cierpieć jeszcze długo — nie tylko przez blokady.

5 maja, w dniu, w którym władze testowały blokady, usłyszałem w jednej z kawiarni rozmowę dwóch pracownic. Mówiły o ograniczeniach w internecie, nasilających się atakach dronów, ofiarach wśród ludności cywilnej w Czeboksarach. Jedna z kobiet z westchnieniem zadała pytanie, które ostatnio niepokoi wielu Rosjan. — Kiedy to wszystko się skończy? — powiedziała.

Mobilny internet pojawia się u mnie ok. godz. 12.00. Wszystkie strony i aplikacje, z wyjątkiem zablokowanych, są dostępne. VPN również działa stabilnie.

Po przywróceniu połączenia internetowego mieszkańcy również jakby do siebie dochodzą. Gdy tylko odkrywam, że internet znów działa, obok mnie przechodzi para, która dyskutuje o sytuacji w kraju. Mężczyzna przedstawia swoją teorię.

Dzień Zwycięstwa w Moskwie, 9 maja 2026 r.

Dzień Zwycięstwa w Moskwie, 9 maja 2026 r.Pavel Bednyakov / AFP

— Wszyscy widzą, że w kraju jest do bani. Zarówno [premier Michaił] Miszustin, jak i [minister finansów Anton] Siluanow. Łącznie z głównym — Lordem Voldemortem [mężczyzna mówi tu o Putinie].

— Jeśli wszyscy to widzą, dlaczego nic się nie zmienia?

— System działa z bezwładności…

Para wchodzi do restauracji i nie słyszę dalszej części rozmowy.