Wisła Kraków dzięki wygranej 2:0 z Chrobrym Głogów zapewniła sobie awans do Ekstraklasy. W poniedziałkowy wieczór do Białej Gwiazdy, w elicie mógł dołączyć Śląsk Wrocław. Podopieczni trenera Ante Simundza podejmowali na własnym stadionie ŁKS Łódź. W przypadku wygranej wrocławski zespół byłby pewny awansu. Swoje ambicje mieli jednak również goście, eŁKaeSiacy podobnie jak rywale wciąż mieli szanse na bezpośredni awans. Oto jak przebiegło spotkanie.
Zobacz wideo Legia na dnie. Kosecki nie wytrzymał: Panowie piłkarze, nie przychodźcie do tego klubu
Awans uciekał Śląskowi. ŁKS prowadził do przerwy we Wrocławiu
Od początku spotkania piłkarze musieli sobie radzić z trudnymi warunkami atmosferycznymi. Wrocław walczył z opadami deszczu. Gospodarze kontrolowali grę w pierwszych minutach meczu, ale nie potrafili wykreować groźnej sytuacji, co innego goście. W 10. minucie po potężnym uderzeniu z dystansu w słupek trafił Mateusz Wysokiński. ŁKS chciał wykorzystać dobry moment, już minutę później szczęścia pod bramką Szromnika szukał Fabian Piasecki, ale z jego strzałem większych problemów nie miał Michał Szromnik. W drugim kwadransie na stadionie we Wrocławiu nie oglądaliśmy zbyt wiele jakości, za to „show” postanowili zrobić kibice. Po odpaleniu pirotechniki arbiter przerwał na dwie minuty spotkanie. W 35. minucie piłkarze Śląska liczyli na rzut karny. Krzysztof Fałowski podciął Michała Rosiaka, ale sędzia ostatecznie uznał, że sytuacja nie jest wystarczająca, aby odgwizdać jedenastkę.
W 42. minucie na stadionie we Wrocławiu oglądaliśmy pierwszą bramkę. Trafienie nie ucieszyło lokalnych kibiców, bo na prowadzenie wyszedł ŁKS. Zupełnie pogubił się Jehor Macenko, Ukrainiec stracił piłkę, a podanie Andreu Arasa wykorzystał Fabian Piasecki. Doświadczony napastnik wyprowadził łódzki zespół na prowadzenie. Do przerwy nie oglądaliśmy więcej goli, ŁKS prowadził ze Śląskiem 1:0.
Zobacz też: Dwa gole w doliczonym czasie gry! Kluczowy wynik w walce o baraże do Ekstraklasy
Wielkie emocje w drugiej połowie. Śląsk wciąż czeka na awans do Ekstraklasy
Gospodarze musieli wziąć się do pracy od początku drugiej połowy. Efekty mogły przyjść już w 48. minucie. Samiec-Talar zagrał do Macenki, ale na posterunku był Łukasz Bomba. Na stadionie we Wrocławiu oglądaliśmy prawdziwą wymianę ciosów, dwie minuty później do interwencji był zmuszony Michał Szromnik. Bramkarz Śląska skutecznie zatrzymał Jaspera Loffelsenda. Prawdziwe widowisko zrobiło się w drugim kwadransie, drugiej części gry. W 61. minucie prowadzenie podwyższyli goście. Kapitalnie dośrodkował Andreu Arasa, a do własnej siatki trafił jeden z negatywnych bohaterów tego spotkania Jehor Macenko.
Awans Śląska po 32. kolejce wydawał się mało realny, ale wrocławski zespół nie zamierzał się poddawać. Efekty przyszły już dwie minuty, po bramce ŁKS-u. W 63. minucie kontaktową bramkę zdobył Krzysztof Kurowski, który dobił piłkę po interwencji bramkarza rywali. Gospodarze w kolejnych minutach mocno nacisnęli na ŁKS, co przyniosło efekty w 68. minucie. W końcu pozytywną rolę na boisku odegrał Macenko. Po główce Ukraińca piłkę z linii bramkowej wybił jeden z obrońców łódzkiego zespołu, do piłki dopadł Banaszak, piłka po jego strzale trafiła do siatki, ale gola ostatecznie przyznano Macenko, zweryfikowano, że piłka po jego uderzeniu ostatecznie przekroczyła linię bramkową. W 85. minucie ŁKS na prowadzenie spróbował wyprowadzić Krykun, ale pewnie w bramce zachował się Szromnik. W 88. minucie niezwykłą historię mógł napisać Macenko. Ukrainiec nie wykorzystał szansy na drugiego gola i niecelnie uderzył głową. W doliczonym czasie gry oglądaliśmy prawdziwą wymianę ciosów. W 92. minucie w polu karnym ŁKS-u został zablokowany Llinares. Ostatecznie więcej goli we Wrocławiu nie oglądaliśmy Śląsk Wrocław zremisował z ŁKS-em Łódź 2:2 i wciąż czeka na bezpośredni awans do Ekstraklasy.
Wrocławski zespół i tak jest w doskonałej sytuacji. Nad trzecią Wieczystą ma aż pięć punktów przewagi. ŁKS jest na miejscu barażowym, ale stracił szanse na bezpośrednie wejście do elity.