Cracovia rozgrywa katastrofalną rundę wiosenną. Na wiosnę zespół z byłej stolicy Polski wygrał tylko dwa mecze. Doszło do tego, że dzisiejsi gospodarze zmienili trenera. Na razie zespół pod wodzą Bartosza Grzelaka rozegrał jeden mecz, który udało się zremisować. Problem w tym, że Cracovia potrzebuje wygranej.
Zobacz wideo Prezes Wieczystej przejmie Wisłę Kraków? Żelazny: Kibice mogą się czuć oszukani
Cracovia zapomniała, jak grać w piłkę. Będzie sensacyjny spadek?
Cracovii w teorii właśnie jedno zwycięstwo wystarczy, żeby być raczej pewną utrzymania. Problem polega jednak na tym, że gospodarze dawno zapomnieli, jak się gra w piłkę. Przebieg dzisiejszego spotkania z Radomiakiem – wciąż marzącym o grze w Europie – też na to wskazywał. Do przerwy to goście byli bardziej aktywnym zespołem, ale nie wynikło z tego nic wielkiego. W pierwszej połowie nie zobaczyliśmy żadnego gola.
Druga połowa zaczęła się zdecydowanie lepiej dla Cracovii. Już na samym początku gospodarze powinni wyjść na prowadzenie, ale Dominik Piła nie dał rady wbić piłki do siatki z odległości jednego metra. Jednak nawet gdyby zdobył bramkę, to gol nie zostałby uznany – przy przyjęciu pomógł sobie ręką.
Mecz się toczył w spokojnym tempie, więc pomocną rękę gospodarzom postanowił podać Abdoul Tapsoba. Piłkarz Radomiaka, który tydzień temu był bohaterem meczu z Lechią – strzelił wtedy hat-tricka – teraz w brutalny sposób faulował Al Ammariego. Szymon Marciniak zawołał do VAR-u Daniela Stefańskiego i po krótkiej analizie decyzja mogła być tylko jedna – czerwona kartka. A to oznaczało, że Cracovia przynajmniej 30 minut zagra w przewadze.
Wielcy optymiści niezaznajomieni z Ekstraklasą spodziewaliby się, że gospodarze rzucą się do ataku, albo przynajmniej sprawią jakieś większe zagrożenie. Tylko że Cracovia jest na wiosnę tak słaba, że gra w przewadze niczego nie zmieniła w jej nudnej i przewidywalnej grze – dopiero w samej końcówce gospodarze stworzyli sobie kilka dobrych sytuacji, ale za każdym razem czegoś brakowało, głównie umiejętności.
Trener gospodarzy próbował wstrząsnąć zespołem i wprowadził nawet Kamila Glika – w tym sezonie obrońca spędził na murawie łącznie 4 minuty. Były reprezentant Polski niemal od razu dostał żółtą kartkę i była to jedyna rzecz, z której dał się zapamiętać.
Mecz skończył się remisem 0:0. Taki wynik sprawia, że pucharowe marzenia Radomiaka prawie na pewno umarły. A Cracovia? Remis jej w zasadzie nic nie daje. Przed zespołem Bartosza Grzelaka dwa kluczowe mecze w walce o utrzymanie – z Motorem Lublin na wyjeździe i u siebie z Koroną Kielce.