Przed rokiem WKS zajął 17. miejsce w tabeli Ekstraklasy, a to oznaczało spadek razem ze Stalą Mielec i Puszczą Niepołomice. Wydawało się, że powrót do elity może być niezwykle trudny. W tym sezonie Śląsk pokazał jednak, że zasługuje na szybką rehabilitację.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Już w pierwszej części maja pojawiła się szansa na wywalczenie bezpośredniego awansu. Ten można było sobie zapewnić zwycięstwem z ŁKS-em. Furtka otworzyła się przez niespodziewaną porażkę Wieczystej Kraków z Miedzią Legnica.
ŁKS prowadził już 2:0! Zwrot we Wrocławiu
Za posmakowaniem Ekstraklasy tęskni także ŁKS, który ma szansę na grę w barażach. W poniedziałkowym spotkaniu chciał nie tylko zepsuć święto we Wrocławiu, ale także poprawić swoją pozycję. Przed meczem zespół Grzegorza Szoka był szósty.
Zaczęło się lepiej dla gospodarzy, którzy głównie utrzymywali się przy piłce. Do tego Piotr Samiec-Talar uderzył bezpośrednio z rzutu wolnego, ale na posterunku był Łukasz Bomba. Z każdą minutą WKS prezentował się jednak coraz gorzej.
W 10. minucie Mateusz Wysokiński trafił w słupek po tym, jak huknął z dystansu. Po chwili Fabian Piasecki uderzał celnie, ale Michał Szromnik interweniował bez zarzutu. Piłkę z siatki wyjmował za to w 42. minucie.
Błąd Jehora Macenki okazał się katastrofalny w skutkach. Zawodnik stracił piłkę, a Andreu Arasa doskonale wypatrzył Fabiana Piaseckiego. Bramkostrzelny napastnik wiedział co robić i pewnie uderzył obok golkipera, wyprowadzając ŁKS na prowadzenie.
Po przerwie działo się po obu stronach. Najpierw zaatakował Śląsk. Samiec Talar doskonale odnalazł Macenkę, a ten uderzył wprost w bramkarza. 2:0 powinno być po błyskawicznej akcji ŁKS, ale Michał Szromnik świetnie obronił strzał Jaspera Loffelsenda.
Stadion ponownie ucichł w 61. minucie. Po mocnym dośrodkowaniu Andreu Arasy piłkę do swojej bramki skierował Jehor Macenko i było już 2:0 dla Łodzian. Przez krótką chwilę wydawało się, że gospodarze tego wieczoru już się nie podniosą.
A jednak, kilkadziesiąt sekund później było już 1:2. Krzysztof Kurowski dobił piłkę do siatki po interwencji Bomby. Śląsk był na fali i zdołał doprowadzić do remisu. W 68. minucie Macenko zrehabilitował się w fantastyczny sposób i po wrzutce ze skrzydła główkował w kierunku bramki. Rywale wybili piłkę przy linii bramkowej, a po chwili Przemysław Banaszak umieścił ją w siatce. Po chwili okazało się, że to Ukrainiec jest autorem bardzo ważnego trafienia.
Ten sam zawodnik nie wykorzystał w końcówce doskonałej okazji i główkował tuż obok słupka. A to oznaczało, że ŁKS wywozi z Wrocławia punkt i przekłada fetę z okazji awansu. Na zapewnienie sobie drugiej pozycji zespół Ante Simundzy musi poczekać co najmniej tydzień.
W 33. kolejce Betclic 1. Ligi zagra z Polonią w Bytomie, a sezon zakończy u siebie meczem z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. ŁKS awansował na piąte miejsce i ma siedem „oczek” mniej od WKS-u. W teorii zespół z Wrocławia wyprzedzić może już tylko Wieczysta (53 pkt), która o dwa „oczka” wyprzedza Chrobrego Głogów.