Po zaledwie pięciu minutach meczu Francisco Roig podniósł ręce nad głowę i oklaskiwał Igę Świątek. Nowy trener Polki tak docenił jej postawę w defensywie w już przegranej zdawałoby się wymianie. I już zdawałoby się przegranym gemie. Dwie minuty później tego serwisowego gema Naomi Osaki Świątek wygrała. I po przełamaniu rywalki pewnie poszła po wygraną w tym szlagierowym meczu 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Choć Japonka wcale nie ułatwiała jej zadania.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”

Niecałe dwa lata temu Świątek była o włos od sensacyjnego odpadnięcia z Roland Garros już w drugiej rundzie. Broniąca tytułu mistrzyni miała ogromne kłopoty w walce z Osaką. Japonka miała nawet meczbol, ale Polka zdołała odwrócić tamtą trzysetową batalię. Wówczas, pod wodzą Tomasza Wiktorowskiego, Świątek poszła po piąty w karierze tytuł wielkoszlemowy. Dziś były trener Igi prowadzi Osakę. I właśnie teraz po raz pierwszy w życiu wystąpił przeciw Świątek. A ona – przeciw niemu.

Świątek i Roig robią postępy. Momentami Iga znów grała jak Nadal

Świątek to była numer jeden światowego rankingu i Osaka to również była liderka listy WTA. Świątek w swojej karierze wygrała sześć turniejów wielkoszlemowych, a Osaka cztery. W poniedziałkowy wieczór w Rzymie zobaczyliśmy mecz, który ciekawie zapowiadał się dla fanów tenisa z całego świata. A co dopiero dla nas, Polaków, cieszących się dodatkowymi smaczkami tego starcia.

Wiktorowski prowadził Świątek przez ponad dwa i pół roku. Pod jego wodzą Iga wygrała m.in. trzy edycje Roland Garros i jedno US Open. Z nim w swoim boksie doszła na szczyt rankingu. Byłemu trenerowi Igi i byłemu trenerowi Agnieszki Radwańskiej trudno nie życzyć dobrze w jego kolejnych pracach. Ale tu i teraz polscy kibice w znakomitej większości życzyli wygranej Świątek, a nie Wiktorowskiemu.

Mecz Igi z Osaką miał być testem – postępów robionych przez Polkę pod wodzą pracującego z nią od dopiero kilku tygodni Francisco Roiga. W Stuttgarcie i Madrycie Polka pod wodzą nowego trenera wygrała i przegrała po jednym meczu. Teraz, w Rzymie, w ostatnim turnieju przed Roland Garros, już przyszły trzy zwycięstwa. Ale chodzi o więcej. O dużo więcej. Patrząc na Świątek, chcemy zobaczyć powracającą pewność w jej grze. Chcemy powrotu przeszłości. Najlepiej tej, gdy z Wiktorowskim potrafiła wygrać nawet 37 meczów i aż sześć turniejów z rzędu.

Ale to są na razie tylko marzenia. A rzeczywistość jest taka, że na wagę złota jest każdy kolejny wygrany przez Świątek mecz. A zwłaszcza z tak wymagającą rywalką, jak 16. dziś w światowym rankingu Osaka.

Trzecia obecnie na liście WTA Świątek zaczęła ten mecz świetnie. Po przełamaniu Osaki błyskawicznie dołożyła gem na 2:0, przy swoim serwisie. Po chwili miała nawet piłkę na 3:0, mogła prowadzić z podwójnym przełamaniem. Podobało nam się, że Polka gra bardzo mądrze z linii końcowej. Że nie rezygnuje z dojścia do piłki, nawet gdy wydaje się, że odegranie już nic nie da, bo przewaga sytuacyjna rywalki jest zbyt duża. Świątek grała dobrze, a Osaka popełniała błędy.

Ale w porę je ograniczyła. Po 25 minutach gry odrobiła straty – zanotowała przełamanie powrotne na 2:2.

Wtedy zobaczyliśmy kapitalną reakcję Polki. Gema serwisowego Osaki wygrała do 15, a szczególnie cieszyły jej dobre akcje forhendowe. To topspinowe uderzenie od zawsze było cenną bronią Igi, zwłaszcza na kortach ziemnych. To za sprawą tego uderzenia Świątek bywała porównywana do Rafaela Nadala. Byłoby świetnie, gdyby Roig, który przez 18 lat pracował w sztabie Rafy, przywrócił Idze pewność w forhendzie.

Świątek nie dała się złamać. Jej były trener tylko patrzył

Tuż po tym, jak Świątek przełamała Osakę na 3:2, realizator transmisji pokazał nam twarz Wiktorowskiego. Trener wyglądał, jakby czekał na zrealizowanie przez swoją zawodniczkę omówionej taktyki. Ale im dłużej trwał ten mecz, tym mniej widać było słabych stron u Świątek.

Wiktorowski na pewno wiedział, co powinna robić Osaka, żeby przejąć kontrolę. Ale Świątek na to nie pozwalała. Przyjemnie było patrzeć, jak po utracie podania w gemie na 2:2 Iga… odskoczyła na 5:2. Te trzy kolejne gemy wygrała do 15, mimo że w dwóch z nich serwowała Osaka. A gdy Japonka postawiła się z całych sił, kiedy Polka serwowała na dokończenie seta, ale i tak Iga przy własny podaniu skończyła pierwszy set. Po grze na przewagi.

W pierwszej partii, wygranej 6:2, Świątek trafiła 69 proc. pierwszych serwisów, a Osaka – 59 proc. Iga miała osiem uderzeń kończących, przy 12 niewymuszonych błędach, a Naomi – siedem winnerów i aż 20 własnych pomyłek. Generalnie nawet jeśli statystyki były trochę zbyt surowe (zdaje się, że liczący błędy po kilka wymuszonych zaliczyli paniom jako niewymuszone), potwierdzały, że może nie oglądaliśmy genialnego meczu, za to na pewno spotkanie toczone pod dyktando faworytki.

Świątek dobrze wyważyła proporcje gry agresywnej, takiej, która pozwoliła jej dominować, z ryzykiem. Ono nie było nadmierne.

Świątek zdała test. A teraz czeka ją jeszcze trudniejsze zadanie

– Rewelacja! Ale to jest dobre! Iga włączyła tryb niebezpieczny dla wszystkich rywalek na świecie – zachwycał się Dawid Celt po forhendzie Igi na 40:30 w pierwszym gemie drugiego seta. Kapitan reprezentacji Polski komentował mecz w stacji Canal+ Sport z Żelisławem Żyżyńskim. I po chwili komplementował swoją podopieczną z kadry jeszcze bardziej. Działo się to po kolejnym forhendzie, którym Polka zmusiła Osakę do błędu. I od razu na początku drugiej partii ją przełamała.

Niewiele brakowało, a kolejne przełamanie Świątek dorzuciłaby na 6:2, 3:0. Osaka ostatecznie wyszarpała gem na – patrząc z jej perspektywy – 2:6, 1:2. Ale potrafiła zatrzymać naszą tenisistkę tylko na chwilę.

– No mistrzostwo świata. Wszystko się zgadza. Jest odpowiednia kontrola i jakość, jest wszystko na najwyższym, światowym poziomie. Rewelacja – znów zachwycał się Celt, gdy Świątek do zera wygrała gem na 6:2, 3:1, kończąc go forhendem po przekątnej. Z charakterystycznym dla Polki „lassem”, wykonanym rakietą nad własną głową.

W tamtym momencie Żyżyński dorzucił, że to był już ósmy winner Igi w drugim secie. Przy pięciu niewymuszonych błędach. A po chwili komentator mówił, że w głowie Osaki musi się pojawiać pytanie: „Co ja więcej mogę zrobić?”. Osaka faktycznie walczyła z całych sił, ale mecz błyskawicznie jej uciekał. Przy swoim serwisie przegrywała 2:6, 1:3 i 0:40. I musiała bronić aż trzech breakpointów. Przegrała tego gema do 15. A przy stanie 6:2, 4:1 Świątek miała już taką przewagę, że trener Roig z radości aż poklepywał po plecach siedzącego tuż przed nim Macieja Ryszczuka.

Hiszpański szkoleniowiec Polki wyglądał na pewnego zwycięstwa. I – co równie ważne – na bardzo zadowolonego ze stylu, w jakim Świątek szła po tę wygraną.

W nagrodę za pokonanie groźnej Osaki, Igę Świątek czeka teraz ćwierćfinał z Jessiką Pegulą. Amerykanka jest piąta w światowym rankingu. To tenisistka bardzo inteligentna, wiele razy pokazywała już, że jest dla Igi niewygodną rywalką. Bilans ich starć jest korzystny dla Polki – 6:5 – ale dwa ostatnie mecze wygrała Pegula. Oba bez straty seta. Ciekawe, czy pokazująca dobrą formę Świątek zdoła odwrócić ten trend. Przypomnijmy: Rzym to ostatnia stacja przed Paryżem. Iga wygrała tamtejszy turniej już trzy razy. Naturalne jest, że i tym razem końcowe zwycięstwo zaczyna się jawić jako realny cel. Choć trzeba pamiętać, że Świątek rozgrywa bardzo trudny sezon, że z powodu rozczarowujących wyników niedawno zmieniała trenera i że jeszcze na pewno nie jest najlepszą wersją samej siebie.