Praca zdalna, zapamiętana z czasów pandemii, znów przytrafia się całym biurom. I to z powodu, o którym raczej nie opowiada się na korporacyjnych imprezach. Pluskwy wychodzą z domów Polaków — także tych z klasy średniej — i wędrują z nimi do pracy.

Pluskwy z domów czy z delegacji?

— Tym razem zaczęły namnażać się na piętrze, na którym znajduje się jedzenie, w tym kantyna, gdzie można kupić kanapki — zaalarmował Onet na początku trwającej wiosny pracownik łódzkiego biura Nordea Bank. Polski oddział tej firmy, podporządkowany centrali w Helsinkach, liczy około pięciu tysięcy zatrudnionych, z czego ponad połowa zarabia na życie właśnie w biurze łódzkim.

Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Łodzi (PSS-E, czyli sanepid) już w lipcu 2025 r. przyznała Onetowi, że Nordea wysłała wtedy łódzką załogę na miesiąc pracy zdalnej, której przyczyną były trudności „dotyczące pojawienia się pluskiew”. Korporacja wykorzystała ten czas na zalecone zabiegi dezynsekcyjne. A po nich — według sanepidu — pułapki feromonowe nie wykazały obecności insektów.

Ale na początku minionej jesieni Onet znów otrzymał relacje o insektach z łódzkiego biura. I to mimo działań zapobiegawczych, np. finansowania przez firmę odpluskwiania domu pracownika, który czuje się zagrożony. Jednak szeregowi pracownicy wciąż debatują między sobą, gdzie kryje się wina — czy w ich domach czy pośród menadżerów przywożących pluskwy z delegacji?

Łódzka siedziba firmy Nordea BankMaciej Kałach / Onet

Łódzka siedziba firmy Nordea Bank

Co z sygnałem z trwającej wiosny?

— W marcu 2026 r. do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Łodzi wpłynęła informacja bezpośrednio od przedstawiciela firmy Nordea Bank dotycząca kolejnych zgłoszeń od pracowników w sprawie występowania pluskiew — odpowiada Onetowi Eliza Działak-Rył, kierownik z łódzkiej PSS-E. Z tej informacji wynika, że Nordea wezwała do biura specjalistyczną pomoc, która podjęła „czynności lustracyjne” i nie wykryła owadów. A kolejna kontrola wejdzie do biura w końcu maja.

Nordea komentuje sprawę oszczędnie. W lipcu 2025 r. firma zwracała Onetowi uwagę, że praca zdalna to środek, „który ma na celu zapobieżenie potencjalnym dalszym problemom z insektami”. Obecnie nasza redakcja czeka na odniesienie się do sygnałów z minionej jesieni i trwającej wiosny.

Pluskwy idą z Polakami do pracy. „Podobnie jak choroby”

Sytuacja z Łodzi to tylko jeden z przykładów. W 2024 r. pluskwy zaatakowały Urząd Dzielnicy Praga Południe w Warszawie (urzędnikom zaproponowano pracę zdalną), zaś światowy rozgłos zyskała ubiegłoroczna inwazja tych owadów na biuro firmy Google w Nowym Jorku. Jak informował amerykański portal „Wired”, pluskwy traktowały jako „bazę” do ataków maskotki — pluszaki o rozmiarach dużych zwierząt — które zatrudnieni w Google mieli w zwyczaju przynosić do pracy.

— Pluskwy są owadami społecznymi — komentuje Jarosław Ryms, znany jako „Pogromca szkodników” (prowadzi kanały o tej nazwie w mediach społecznościowych), który od 17 lat zajmuje się m.in. profesjonalnym odpluskwianiem. — To znaczy, że pojawiają się one tam, gdzie mieszkamy, ale z domów roznosimy je podobnie jak choroby: także do miejsc pracy.

Ekspert o pluskwach w biurze: widziałem je w mankietach

Ryms opowiada Onetowi o dwóch przypadkach firm, w których interweniował — ze skrajnie różnymi reakcjami zatrudnionych.

— Pierwsza z tych sytuacji dotyczyła przedstawicielstwa biura podróży, ulokowanego w galerii handlowej. Czyli miejsca, gdzie siedzi sobie kilku pracowników przed komputerami i sprzedają klientom wycieczki — mówi „Pogromca szkodników”. Jak wspomina, problem zgłosiło kierownictwo galerii, natomiast postawa biura była „bardzo defensywna”.

— Biuro nie dopuszczało do siebie faktu, że pluskwy w ich przedstawicielstwie wzięły się z mieszkania pracownika. Szło tam „na noże”, grozili nawet tej galerii wypowiedzeniem umowy o najem — opowiada Ryms, który na skutek sporu przedstawił jego stronom specjalny raport, ze zdjęciami i nagraniami. Udowodnił w nim, że pluskwami zainfekowane zostało krzesło tapicerowane jednego ze sprzedawców wycieczek.

— Pluskwy były również w pomieszczeniu socjalnym przedstawicielstwa, w którym ten sprzedawca trzymał swoje stroje służbowe, sweter i koszule. Widziałem je w mankietach. Dopiero po tym raporcie biuro przyznało „ok, to jest nasz problem” — dodaje.

Jarosław Ryms, znany jako "Pogromca szkodników" — fot. archiwum prywatneMateriały zewnętrzne

Jarosław Ryms, znany jako „Pogromca szkodników” — fot. archiwum prywatne

Drugi z „firmowych” przypadków dotyczył kancelarii prawniczej.

— Na miejscu mecenasi, kilku aplikantów. I znów pluskwy stwierdzone w krześle jednego z nich, czyli jasna wskazówka, że problem ma związek z konkretnym pracownikiem, a nie z klientem. Ale tym razem firma podeszła do sprawy jak do pękniętej rury w biurowej łazience: sytuacja z tych nieprzyjemnych, ale trzeba ją jak najszybciej rozwiązać, wezwać fachowca, no i pracujemy dalej — opowiada „Pogromca szkodników”.

Jak się bronić?

W rozmowie z Onetem Ryms przekonuje, że niechciani goście w siedzibach mniejszych i większych firm wciąż będą się pojawiać. Sprzyja temu biurowy styl życia — długie podróże i dojazdy taksówkami, konferencje i spotkania z kontrahentami — a przede wszystkim przenoszenie pluskiew z prywatnych mieszkań. „Pogromca szkodników” wymienia jednak dwa sposoby z branży hotelowej, które mogą stosować firmy z innych sektorów.

— Zatrudniony w hotelach personel zazwyczaj jest przeszkolony w zakresie wykrywania pluskiew. To pierwsza linia obrony przed ich namnażaniem, która wie, gdzie należy zaglądać podczas sprzątania pomieszczeń i podnosi alarm po znalezieniu odchodów czy wylinek [zewnętrza powłoka ciała, zrzucona wskutek procesu wzrastania] — opowiada Ryms.

Druga ze wskazówek to rozmieszczanie specjalnych detektorów (czyli metoda, której stosowanie deklaruje sanepidowi firma Nordea).

— Z feromonem dającym pluskwom informację „tu jest gniazdo, w którym poczujesz się bezpiecznie”. Jeśli owady występują w danej przestrzeni, z 95-procentowym prawdopodobieństwem wejdą do odpowiednio rozstawionych pułapek tego typu — wylicza Ryms.

— Mamy zatem dwa sposoby zapobiegania przed namnażaniem się problemu: kontrolę wizualną po przeszkoleniu personelu lub pułapki. A zawsze lepiej działać z wyprzedzeniem niż ukrywać coś, co powinniśmy traktować jak chorobę. Przecież jeśli któryś z naszych współpracowników wrócił z delegacji z wirusem albo przyniósł go z domu, nie udajemy w firmie, że nic się nie dzieje.