Prawie cztery lata pracy Miłoszewskiego w Kingu to najlepszy okres w historii tego klubu. W 2023 roku w Szczecinie świętowali mistrzostwo Polski, rok później prowadzili w finale z Treflem Sopot 3-1, ale przegrali 3-4. W sezonie 2024/25 w drużynie było więcej perturbacji i błędów przy budowie składu, ale też kontuzja kluczowego gracza Andrzeja Mazurczaka. W efekcie chociaż budżet nadal był bardzo wysoki, to do play-off King przebijał przez baraże, a potem odpadł w ćwierćfinale.

I to wcale nie było tak, że szef szczecińskiego klubu Krzysztof Król chciał Miłoszewskiego się pozbyć. Wręcz przeciwnie — planował przedłużenie umowy. Trener miał jednak inny plan i postanowił wrócić do Zielonej Góry, gdzie był wcześniej asystentem. King na początku czerwca rozpoczął poszukiwania jego następcy. Z jednej strony było późno, z drugiej chętnych na pewno nie brakowało. King jest przecież znany jako klub stabilny finansowo, a Król jako hojny właściciel.

Szybko okazało się, że najciemniej pod latarnią — Król zaskoczył i postawił na Majcherka, wieloletniego asystenta, a wcześniej także zawodnika. Nawet najwięksi optymiści nie przypuszczali wtedy, że niespełna rok później „Majer” zostanie przez kolegów po fachu wybrany najlepszym trenerem rundy zasadniczej. Zasłużenie, bo King zajął drugie miejsce, a mecz o pierwsze z Legią w Warszawie przegrał po dogrywce. Szczecinianie pod względem budżetowym i kadrowym na pewno nie wyglądali na początku sezonu na drugą siłę ligi.

King ma wyrównany skład z reprezentantami Polski Przemysławem Żołnierewiczem i Tomaszem Gielo (po 15 latach znowu gra w rodzinnym mieście), czołowym defensorem ligi Anthonym Robertsem czy byłym juniorskim reprezentantem USA Jeremym Roachem, ale na pierwszy plan wybija się duet z Serbii.

Jovan Novak to rozgrywający, wokół którego drużynę w pewnym stopniu zbudował już w poprzednim sezonie Miłoszewski. Wtedy Novak został sprowadzony jako zastępca wspomnianego kontuzjowanego Mazurczaka (odszedł latem ubiegłego roku z Miłoszewskim do Zastalu). Teraz to on był przy budowie składu pierwszą opcją i nadal nią jest, choć w pewnym momencie mogło się wydawać, że może go przyćmić Roach. Mylne wrażenie. Rzucający w przedziwny sposób z jednej nogi Novak zakończył rundę zasadniczą ze średnimi 5.8 punktu i 8.4 asysty. Taka różnica na korzyść podań rzadko obecnie zdarza się wśród rozgrywających.

Gdyby nie Novak, to zapewne nie byłoby tak świetnego sezonu środkowego Nemanji Popovicia. Weteran pomaga młodszemu koledze nie tylko asystami, których było do Popovicia aż 49. — Rozmawiamy bardzo dużo, także poza boiskiem. Bardzo pomógł mi się tutaj zaadaptować. Wytłumaczył wszystko, daje dużo rad każdego dnia. To wielka część zespołu — podkreśla Popović.

24-letni obecnie zawodnik jako nastolatek był w grupach juniorskich Crvenej Zvezdy Belgrad i w reprezentacji Serbii. Uważano go za jednego z najbardziej utalentowanych młodych podkoszowych w ojczyźnie, jeździł na obozy organizowane przez NBA. Blisko wyboru do najlepszej ligi świata nigdy jednak nie był, do pierwszego zespołu Zvezdy też się nie przebił. Niewiele minut dostawał w Medze Belgrad w lidze adriatyckiej i dopiero sezon 2024/25 w lidze serbskiej w KK Vrsac pozwolił mu rozbłysnąć. Stamtąd trafił do Szczecina.

Ciekawe jest to, że Popović w ojczyźnie bardzo długo był znany jako silny skrzydłowy, ale w Kingu to środkowy na pełen etat. Patrząc na charakterystykę jego gry zresztą trudno sobie wyobrazić go na „czwórce”.

— Moim zdaniem nie ma lepszego centra w tej lidze — uważa Majcherek. Sam Popović wzbrania się od odpowiedzi. — Nie chcę sam siebie oceniać. Gram dobrze, ale to dzięki moim kolegom i trenerom, którzy wierzą we mnie. Nie ma znaczenia, czy jestem najlepszy czy nie, jeśli przegraliśmy — mówi zawodnik, który rundę zasadniczą zakończył ze średnimi 14.3 punktu oraz 6.4 zbiórki i został wybrany do najlepszej piątki. A zatem trenerzy innych ekip też w większości uważają go za najlepszego centra.

Teraz jednak nadchodzi czas najważniejszego testu, czyli play-off. King po rundzie zasadniczej jeszcze nie wiedział, na kogo trafi, bo miał zdecydować o tym mecz play-in. Zastal grał w nim na wyjeździe z Anwilem we Włocławku.

Majcherek wzbraniał się od odpowiedzi, gdy został zapytany, czy wolałby zmierzyć się z Miłoszewskim czy tego uniknąć. Twierdził, że nie potraktowałby tego jako ambicjonalny pojedynek. — Pracowaliśmy razem, znamy się bardzo dobrze, lubimy się. To będzie po prostu pojedynek. Jeśli wygrają z Anwilem… — zakończył.

Zastal z Anwilem wygrał w naprawdę świetnym stylu i teraz dojdzie nie do jednego pojedynku z podtekstem, ale nawet dwóch. Miłoszewski i Majcherek pracowali razem, a ten pierwszy może wiedzieć, co czuje teraz ten drugi. Sam jako trener Kinga walczył z człowiekiem, którego był niegdyś asystentem, czyli z Žanem Tabakiem, w tamtym okresie trenerem Trefla Sopot.

Pracowali razem właściwie także Novak i Mazurczak. Ten drugi w okresie leczenia kontuzji i rehabilitacji w poprzednim sezonie pozostawał przy zespole Kinga, wspierał kolegów i podpowiadał. Przesadą byłoby powiedzieć, że podpatrywał Novaka, ale nabyta wtedy przy okazji wiedza na pewno się teraz rozgrywającemu Zastalu przyda.