Hasan Husejnow, doktor nauk filologicznych z Wyższej Szkoły Ekonomicznej, w opinii dla „The Moscow Times” spekuluje na temat tego, gdzie Rosja może „zadać kolejny cios” w Europie. Jego punktem wyjścia jest pytanie o region, którego zaatakowanie miałoby dać Moskwie największy efekt przy możliwie ograniczonym ryzyku.

Wiosną 2015 roku Husejnow opublikował tekst, w którym przewidział inwazję Rosji na Ukrainę. Jak pisze, w swojej analizie opierał się na wieloletniej obserwacji działań antyukraińskiej propagandy, którą prowadził rosyjski reżim. Do inwazji Ukrainy doszło jednak dopiero w 2022 roku. Według niego realizacja tej prognozy przesunęła się o dwa lata z powodu pandemii.

„Próbuję zrozumieć, czy istnieje dziś obszar, którego uderzenie pozwoliłoby Rosji wyrządzić maksymalną szkodę Ukrainie i całej Europie Wschodniej, a równocześnie nie doprowadziłoby do natychmiastowej reakcji militarnej NATO” – pisze Husejnow. Według niego miejscem, które najlepiej spełnia te warunki, jest dzisiaj Naddniestrze – separatystyczny region Mołdawii.

Husejnow, próbując dojść do swoich wniosków, chciał maksymalnie zawęzić pole widzenia, wyobrażając sobie konkretny wariant uderzenia ze strony Rosji. Według niego Rosja musiałaby znaleźć odpowiedni pretekst, prawdopodobnie w formie fałszywej narracji o rzekomej ukraińskiej prowokacji. Dodaje też, że Rosjanie będą chcieli uderzyć tam, gdzie – w ich rozumieniu – istnieje względna lojalność lokalnej ludności wobec Federacji Rosyjskiej.

Z uwagi na przychylny Rosji ruch separatystyczny, Naddniestrze byłoby idealnym celem. Husejnow zastrzega jednak, że istnieją też inne regiony, które Rosja mogłaby uznać za obiecujące cele. Wymienia przy tym: Narwę, północny Kazachstan, korytarz suwalski oraz dawne radzieckie Zakaukazie.