Czy Berlin i północno-wschodnie Niemcy nadal będą miały wystarczające dostawy nafty lotniczej, oleju napędowego i benzyny po tym, jak Rosja wstrzymała tranzyt ropy do rafinerii PCK? Podczas wizyty w kluczowej dla regionu rafinerii w Schwedt nad Odrą federalna minister gospodarki Katherina Reiche (CDU) starała się w poniedziałek tonować obawy i przekonywać o stabilności sytuacji.
Jak oświadczyła w obecności premiera Brandenburgii Dietmara Woidkego (SPD), Niemcy prowadzą „naprawdę dobre rozmowy z Polską” i jest „wdzięczna za tę europejską solidarność”.
Słowa te miały najwyraźniej poprawić atmosferę w Warszawie. Dotychczas bowiem nie udało się znaleźć rozwiązania z sąsiednim krajem, które zabezpieczyłoby trudną sytuację zaopatrzeniową rafinerii poprzez dodatkowe dostawy ropy z portu w Gdańsku. O tym, że rozmowy są intensywne, świadczy także fakt, że negocjacje trwały przez cały miniony weekend.
O co chodzi? 1 maja Rosja zamknęła rurociąg „Przyjaźń”, którym dotychczas transportowano do Schwedt ropę z Kazachstanu. Obecnie do zaopatrywania zakładu pozostaje jedynie niewielki rurociąg prowadzący do niemieckiego portu Rostock nad Bałtykiem. Jego przepustowość jest jednak niemal całkowicie wykorzystana, dlatego konieczne jest znalezienie nowych dróg dostaw — chyba że rurociąg zostanie rozbudowany.
Zastępcze ilości ropy mogłyby być dostarczane przez port naftowy w Gdańsku i polski rurociąg Pomorski. Jednak Polska nie zamierza prowadzić interesów z Rosją, a niemiecka rafineria w 54 proc. należy do rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft. Operator rurociągu Pern oświadczył niedawno agencji Reuters, że oferta transportu ropy obowiązuje wyłącznie dla nierosyjskich udziałowców PCK.
Rząd federalny wprawdzie objął udziały „Rosneft Deutschland” zarządem powierniczym, ale najwyraźniej nie jest to dla Warszawy i Pern wystarczające.
Według informacji WELT i „Politico” (również należącego do Axel Springer) niemiecki rząd analizuje obecnie także inne rozwiązanie, które miałoby złagodzić polskie obawy poprzez swego rodzaju „przeksięgowanie”. Mniejszościowy udziałowiec PCK, Shell (37,5 proc.), miałby zamawiać w Gdańsku ropę nie tylko na własny udział, lecz także dodatkowe ilości. Partnerem biznesowym Warszawy byłby wtedy zachodni koncern energetyczny.
Polska musiałaby przymknąć oko na fakt, że część ropy zakupionej przez Shell byłaby ostatecznie przerabiana przez moce produkcyjne należące do rosyjskiego Rosnieftu. W umowie konsorcjalnej pomiędzy wszystkimi udziałowcami rafinerii istnieje już zapis umożliwiający wykorzystanie wolnych mocy produkcyjnych jednego z partnerów przez innego, jeśli ten pierwszy nie jest w stanie ich wykorzystać. Federalne Ministerstwo Gospodarki nie chciało jednak potwierdzić ani zaprzeczyć opcji z Shellem i odesłało pytania do udziałowców.
Czytaj też: Warszawa stała się kluczowym miejscem na chipowej mapie świata
Berlin nie chce wywłaszczyć Rosjan
Nie wiadomo jednak, czy dojdzie do realizacji tego awaryjnego rozwiązania. Już samo to, czy Shell zgodzi się uczestniczyć w takim mechanizmie, pozostaje niejasne. Koncern nie komentuje sprawy. Nie wiadomo też, czy Polska przymknie na to oko. W Warszawie obawiają się również publicznej krytyki, jeśli okaże się, że choć na kontrakcie widnieje nazwa Shell, to faktycznie ropa trafia do Rosnieftu.
Być może jednak pojawia się światełko w tunelu. Polski operator rurociągów Pern poinformował na pytanie dziennikarzy, że nie miałby problemu z umową przesyłową dla Shell. Jeśli Pern wypowiada się za wiedzą polskiego rządu, mogłoby to być oznaką nadziei dla niemieckiej rafinerii.
„Obecnie analizowane są różne scenariusze zwiększenia dostaw ropy przez Gdańsk do PCK” — poinformowała polska spółka. „Najszybszą opcją byłoby wykorzystanie istniejących kontraktów i uzgodnionych warunków transportu, które umożliwiają dostawy do rafinerii PCK”. Taka opcja — jak zaznacza Pern — „mogłaby zostać wdrożona niemal z dnia na dzień”. Przez „istniejące kontrakty” Pern rozumie właśnie umowy z Shellem.
Pern zarządza rurociągiem pomorskim między portem w Gdańsku a polskim odcinkiem „Przyjaźni” prowadzącym do Niemiec. Już na początku 2023 r. Pern pomógł Niemcom, gdy Berlin zrezygnował z odbioru rosyjskiej ropy przesyłanej rurociągiem „Przyjaźń”. Wówczas Pern umożliwił dodatkowe dostawy ropy transportowanej tankowcami do Gdańska.
Nawet jeśli oznacza to zmianę stanowiska Polski, nadal nie wiadomo, czy Shell byłby gotów księgować dodatkowe dostawy ropy z Gdańska na własny rachunek. W praktyce rafineryjnej każdy udziałowiec kupuje bowiem ropę wyłącznie na swój udział. Rosneft Deutschland musiałby więc prawdopodobnie otrzymać rekompensatę za wykorzystanie swoich instalacji do przerobu ropy należącej do Shell. Pieniądze te nie trafiłyby jednak do Moskwy, lecz zostałyby zdeponowane na rachunku powierniczym prowadzonym przez Federalną Agencję Sieci.
Rosneft Deutschland nie odpowiedział na pytania WELT i „Politico”. Można jednak przypuszczać, że rozwiązanie to spotka się z oporem firmy, ponieważ oznaczałoby utratę części przychodów. Również rosyjska spółka matka Rosnieft mogłaby odrzucić taki wariant. Niedawno państwowy koncern złożył pozew przeciwko nowemu zarządowi powierniczemu swoich niemieckich spółek zależnych. Oddanie części mocy produkcyjnych mogłoby dostarczyć kolejnych argumentów przeciwko niemieckim działaniom.
Rosja ma nie mieć wpływu także w przyszłości
Równolegle do rozwiązania z Shellem rząd federalny stara się przekonać Polskę, że Rosja wprawdzie formalnie pozostaje właścicielem 54 proc. rafinerii w Schwedt, ale faktycznie nie ma już wpływu na jej funkcjonowanie. W tym celu Federalne Ministerstwo Gospodarki oparło ostatnio zarząd powierniczy nad Rosneft Deutschland na nowych podstawach prawnych: zamiast ustawy o bezpieczeństwie energetycznym obowiązują teraz przepisy prawa handlu zagranicznego. Zdaniem niemieckiego rządu oznacza to, że Rosja nie będzie mogła ani prawnie, ani operacyjnie wpływać na rafinerię także w średnim i długim terminie.
Rządy Wielkiej Brytanii i USA uznały już tę konstrukcję prawną i wyłączyły PCK spod zachodnich sankcji. Katherina Reiche oceniła to jako „dobry sygnał, że nowa sytuacja prawna znajduje międzynarodowe uznanie”.
Polska jednak nadal nie akceptuje tego rozwiązania. Jeśli także plan z Shellem się nie powiedzie, minister gospodarki pozostanie już tylko wywłaszczenie Rosneft Deutschland. Przed tym krokiem — który mógłby wywołać ostrą reakcję Rosji — minister dotąd się wzbrania. — Przymusowa nacjonalizacja nie wchodzi w grę — powiedziała w Schwedt.
Zachodnie sankcje wobec rosyjskiego importu energii już wielokrotnie zagrażały działalności rafinerii. Obserwatorzy sytuacji uważają więc, że wywłaszczenie Rosnieftu rozwiązałoby wiele problemów. Na przykład dla ekologicznej transformacji w kierunku neutralności klimatycznej może nie znaleźć się wystarczająco wielu prywatnych inwestorów, dopóki rafineria formalnie pozostaje większościowo rosyjska. Dlaczego politycy nie korzystają z możliwości wywłaszczenia, pozostaje więc niejasne.
Najwyraźniej Federalne Ministerstwo Gospodarki zakłada, że będzie mogło jeszcze przez dłuższy czas prowadzić rafinerię w ramach nowo uregulowanego zarządu powierniczego. W poniedziałek minister Reiche wręczyła decyzję o dofinansowaniu w wysokości 350 mln euro firmom Enertrag i Zaffra, które od 2030 r. chcą produkować tu syntetyczne, przyjazne klimatowi paliwo lotnicze na bazie wodoru. Inwestycja ta świadczy o długoterminowych perspektywach rafinerii — powiedział w Schwedt szef PCK Ralf Schairer.
Schairer jest przekonany, że już wkrótce uda się uzyskać dodatkowe ilości ropy z Polski. — Jeśli gdzieś są wolne moce portowe, magazynowe i przesyłowe, ropa zawsze znajdzie drogę na rynek — powiedział. — To moje doświadczenie z 30 lat pracy w branży paliwowej — dodał.
Rafineria PCK przetwarza rocznie ok. 11,5 mln ton ropy naftowej. Zakład odpowiada za około 10 proc. całkowitych mocy rafineryjnych Niemiec. W Berlinie dziewięć na dziesięć samochodów jeździ na paliwie ze Schwedt. Produkowane jest tu także około 360 tys. ton paliwa lotniczego rocznie — czyli około jedna dziesiąta niemieckiej produkcji.
Dla funkcjonowania rafinerii dostawy rurociągowe są absolutnie niezbędne. Dzienne zapotrzebowanie zakładu przy pełnym obciążeniu wynosi 32 tys. ton ropy. Aby dostarczyć taką ilość cysternami kolejowymi Deutsche Bahn, każdego dnia trzeba byłoby rozładowywać 23 pociągi po 24 wagony każdy — czyli łącznie 552 cysterny dziennie. Jest to logistycznie niemożliwe.