Przypomnijmy, że Patryk Budniak zaliczył koszmarnie wyglądający wypadek po tym, jak sczepił się motocyklem z Leonem Szlegielem. Junior Ultrapur Omega Gniezno przeleciał przez bandę, uderzył w barierki na trybunach, a następnie spadł na ziemię.
Po tym wydarzeniu mecz przerwano, a jego wyniki zaliczono. Obrażenia Budniaka były na tyle rozległe, że ściągnięto śmigłowiec LPR, który przyleciał z Poznania do Gniezna i zabrał młodego żużlowca do szpitala przy ulicy Szwajcarskiej w stolicy Wielkopolski.
ZOBACZ WIDEO: „Nie chciałem być tak traktowany”. Nagel tłumaczy powody zmiany klubu
Zawodnik jeszcze przed przylotem do szpitala został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Od razu zaczęto diagnozować jego obrażenia. Od początku wiadomo było, że doznał licznych złamań nóg, w tym otwartych oraz stracił dużo krwi. Przeszedł także skomplikowaną operację kręgosłupa, który również uległ złamaniu. Budniak złamał również miednicę.
Jak udało się ustalić naszej redakcji, Patryk Budniak wciąż leży w stanie śpiączki farmakologicznej na OIOM-ie. Jego stan nadal pozostaje ciężki, ale stabilny. – Nasz pacjent dziś ponownie będzie przechodzić badania. Ciągle musimy go diagnozować. Badania diagnostyczne będę się powtarzać, to znaczy przejdzie te same, które wczoraj i bezpośrednio po przyjeździe do szpitala – mówi Zuzanna Pankros, rzecznik poznańskiego szpitala w rozmowie z WP SportoweFakty.
Dlaczego zawodnik przejdzie powtórne badania? – Przy takich wypadkach każda godzina jest ważna i zawsze może wyjść coś nowego w organizmie. Na razie tak się nie stało, ale nasi lekarze dmuchają na zimne. Stąd kilkukrotne sprawdzenie stanu zdrowia pacjenta. Wszyscy jesteśmy dobrej myśli i trzymamy kciuki za jego zdrowie – tłumaczy Zuzanna Pankros.
Środowisko żużlowe błyskawicznie zareagowało na informacje o stanie zdrowia Patryka Budniaka. Uruchomiono zbiórkę na jego rehabilitację. W ciągu niespełna 24 godzin od jej wystartowania zebrano 268 tys. złotych.