Zawodnikom grożono dyskwalifikacjami, kluby nie musiały ich zwalniać, a selekcjoner Dražan Jerković miał do dyspozycji zaledwie 14 piłkarzy. To spotkanie było czymś więcej niż meczem. Stało się symbolicznym początkiem chorwackiej piłkarskiej niezależności, o czym napisał Jakub Kubielas w książce „Ogniste serca. Opowieść o chorwackim futbolu”.
Fragment
Na mundialu we Włoszech Jugosławia odpadła w ćwierćfinale, mimo że chorwacki bramkarz Tomislav Ivković obronił rzut karny Diego Maradony w meczu z Argentyną. Zespół nie awansował do strefy medalowej, choć dysponował składem tak silnym, że — zdaniem wielu ekspertów — był zdolny sięgnąć nawet po mistrzostwo świata. Następnie Plavi przystąpili do eliminacji do Euro 1992, jednak w tym samym czasie Chorwaci zaczęli realizować własny, trzymany w ścisłej tajemnicy plan.
Podjęto działania zmierzające do powołania pierwszej reprezentacji Chorwacji, choć kraj nie był jeszcze niepodległy, a chorwacki związek nie należał ani do FIFA, ani do UEFA. Formalnie taka drużyna nie miała więc prawa istnieć. Po II wojnie światowej Chorwacja rozegrała tylko jeden mecz pod własnym szyldem: w 1956 r. Vatreni zmierzyli się na Maksimirze z Indonezją i wygrali 5:2. Komunistyczne władze Jugosławii wyraziły na to spotkanie zgodę. Odegrano nawet oba hymny, jugosłowiański i chorwacki, czyli pieśń „Lijepa naša domovino”, a zespół wystąpił pod chorwacką flagą. Najlepszych chorwackich piłkarzy jednak zabrakło, ponieważ kilka dni wcześniej grali przeciwko Indonezji w barwach reprezentacji Jugosławii.
Jesienią 1990 r. również nie wszyscy najlepsi Chorwaci zagrali przeciwko Amerykanom. A to dlatego, że tym razem jugosłowiańskie władze piłkarskie były całkowicie przeciwne rozegraniu meczu Chorwacja — USA. Mało tego, gdy Amerykanie — mający tydzień wcześniej zaplanowane spotkanie z Polską w Warszawie, wygrane zresztą 3:2 — zaczęli szukać kolejnego rywala, Jugosławia zgłosiła gotowość rozegrania meczu w Belgradzie. Chorwaci jednak uprzedzili ten ruch. Darko Tironi, redaktor naczelny „Sportskich Novosti”, jako pierwszy wyszedł z pomysłem sprowadzenia reprezentacji Stanów Zjednoczonych do Zagrzebia. Inicjatywę podchwycili prezes i wiceprezes chorwackiego związku, Mladen Vedriś i Rudolf Sabljak, a nieocenione wsparcie zapewniła chorwacka diaspora w USA: Vinko Hotko, Ivan Opacko i — przede wszystkim — Jure Klarić. Ten ostatni wyłożył z własnej kieszeni 90 tysięcy dolarów na pokrycie kosztów organizacji spotkania, przylotu Amerykanów i ich honorarium.
Wszystko odbywało się w wielkiej tajemnicy, choć Jugosłowianie przeczuwali, co się święci. Niepoślednią rolę w całej historii odegrał również Ante Pavlović. Za młodu ten pochodzący z Dalmacji student próbował swoich sił nawet w Dinamie Zagrzeb, ale poważna kontuzja pokrzyżowała jego piłkarskie plany. Z powodzeniem jednak rozwijał karierę działacza, aż w 1987 roku został sekretarzem generalnym jugosłowiańskiej federacji — jako pierwszy i jedyny Chorwat w historii. To on w imieniu FSJ podpisał zgodę na rozegranie meczu Chorwacji z USA, nie informując o tym nikogo w Belgradzie. Gdy reszta działaczy jugosłowiańskich połapała się, w czym rzecz, było po herbacie. Pavlović zdążył bowiem zgłosić sprawę do FIFA, która nie miała nic przeciwko.
Oczywiście jugosłowiańscy działacze — w większości Serbowie — nie zamierzali odpuścić. Wszystkim piłkarzom, którzy wezmą udział w spotkaniu, zagrozili dyskwalifikacjami w rozgrywkach krajowych, więc pojawił się ogromny problem. Mianowany selekcjonerem reprezentacji Chorwacji legendarny Dražan Jerković stanął przed niemal niemożliwym zadaniem. Nie dość, że jugosłowiańskie władze groziły zawodnikom zawieszeniem, to mecz z USA odbywał się poza terminem FIFA, a kluby nie miały obowiązku zwalniać zawodników. W dodatku tego samego dnia, 17 października 1990 roku, reprezentacja Jugosławii U-21, o której sile stanowili tacy gracze, jak Robert Jarni, Robert Prosinečki, Alen Bokšić i Zvonimir Boban, rozgrywała w Symferopolu rewanż finału młodzieżowych mistrzostw Europy ze Związkiem Radzieckim. W tej sytuacji Draža zdecydował się powołać zawodników grających głównie za granicą oraz takich, których ewentualne sankcje nie przerażały. Zebrał zaledwie 14 piłkarzy, w tym dwóch bramkarzy, obu z klubów chorwackich.
Partner Wydawnictwo SQN
[REKLAMA] Okładka książki „Ogniste serca. Opowieść o chorwackim futbolu”.