– Sytuacja związana z redukcją zatrudnienia jest powiązana z obecną sytuacją rynkową oraz zmianami poziomu zamówień na poszczególnych rynkach, na które trafia produkcja realizowana w Polsce. Skala dalszych zmian będzie uzależniona od przyszłej sytuacji gospodarczej i poziomu popytu – mówi WP Finanse Michał Kukuła, przewodniczący Organizacji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” IKEA Industry, IKEA Retail, TJX Textile, Ceva Logistics, Leroy Merlin.
„Będzie jak Hongkong”. Chcą wstrzymania budowy domów
Fabryka w Wielbarku jest jednym z największych tego typu zakładów IKEA w Polsce. Specjalizuje się w produkcji mebli z drewna sosnowego, a rocznie wytwarza nawet milion gotowych produktów. Infrastruktura przedsiębiorstwa obejmuje także fabrykę płyty klejonej, oddział mebli oraz wytwórnię pelletu, co czyni ją kluczowym punktem na mapie przemysłu meblowego w regionie. Pod Szczytnem szwedzki gigant zatrudnia około 1,5 tys. osób.
IKEA Industry w Wielbarku od pewnego czasu notuje spadek liczby zamówień na część produktów. Choć firma próbowała dostosować moce produkcyjne do sytuacji, konieczne są kolejne zmiany. Aby w dłuższej perspektywie utrzymać konkurencyjność i kontrolować koszty, trzeba niestety zmniejszyć liczbę pracowników w tym zakładzie. Zmiany obejmą różne stanowiska, ale ich ostateczna skala zostanie potwierdzona po zakończeniu trwających rozmów — przekazał WP Finanse Oscar Ljunggren z działu relacji z mediami Inter IKEA Group.
Związkowcy obwiniają Trumpa
Jak słyszymy od przedstawicieli Solidarności w zakładzie w Wielbarku, oznaki nadchodzącego kryzysu było widać już zimą.
– Zamówienia poszły w dół jak we wszystkich zakładach zajmujących się meblarstwem. Trzeba było dostosować liczbę pracowników. Nic na razie nie zapowiada poprawy sytuacji. Dlatego przechodzimy na system dwuzmianowy. A żeby był system dwuzmianowy, trzeba było z tymi 200 osobami niestety się rozstać. W dobrych czasach na niektórych działach mieliśmy nawet system czterobrygadowy. Jak tylko prezydent Trump ogłosił cła, to z automatu to odczuliśmy — słyszymy od związkowca.
W fabryce pracują głównie osoby z powiatu szczycieńskiego, okolic Przasnysza i Chorzel. W ocenie jednego z pracowników, warunki zwolnień grupowych nie są złe. Zakład skrócił bowiem okres wypowiedzenia.
Zwalniani pracownicy dostają w takim wypadku odszkodowania, czyli od następnego dnia mogą już do pracy nie przychodzić. Dostają też odprawy kodeksowe. Zakład, w zależności od stażu, „dorzuca” też od jednej do dwóch dodatkowych pensji.
Nie zmienia to faktu, że ponad 200 osób straci główne źródło utrzymania. Według najnowszych danych GUS i Powiatowego Urzędu Pracy w Szczytnie na koniec marca 2026 r. stopa bezrobocia rejestrowanego w powiecie szczycieńskim wyniosła 11,3 proc. To więcej niż średnia dla województwa warmińsko-mazurskiego, która wyniosła 10,0 proc., i niemal dwa razy więcej niż średnia krajowa — 6,1 proc.
IKEA zwalnia w Polsce. W kluczowym zakładzie pracę ma stracić 240 osób
– Nie ma planów wygaszania produkcji, jak jest w innych zakładach. Jakoś musimy to przetrwać. Mamy nadzieję, że może do końca roku coś się poprawi i z powrotem zacznie się rekrutacja, bo taka sytuacja była też trzy lata temu — słyszymy od pracownika.
Szwedzi podkreślają w tym czasie, że wciąż trwają negocjacje w sprawie ostatecznej formy wsparcia.
Rozumiemy, jak trudna jest to sytuacja i jaki ma wpływ na osoby nią dotknięte. Koncentrujemy się na tym, aby być wsparciem dla każdego współpracownika, w tym poprzez pakiety pomocowe oraz pomoc w znalezieniu nowych możliwości zatrudnienia. Dialog ze związkami zawodowymi i właściwymi organami jest w toku – czytamy w odpowiedzi przesłanej przez Inter IKEA Group.
„Dzisiaj cała branża jest w kryzysie”
Jak podaje Radio Olsztyn, Powiatowy Urząd Pracy w Szczytnie podejmuje działania, by wesprzeć zwolnionych pracowników. Na 14 i 21 maja zaplanowano spotkania informacyjne, podczas których zainteresowane osoby będą mogły poznać dostępne oferty zatrudnienia. Do urzędu zgłosili się już przedstawiciele dużej firmy z sąsiedniego powiatu przasnyskiego, zainteresowanej przyjęciem większej liczby pracowników.
Choć jako jedną z głównych przyczyn problemów akurat tego zakładu wskazuje się zawirowania handlowe z USA, branża meblarska boryka się całą listą problemów i ograniczeń.
– Dzisiaj cała branża meblarska jest w kryzysie, a ten kryzys nie sprowadza się tylko i wyłącznie do ceł amerykańskich. Jednym z największych wyzwań dla branży meblarskiej jest słabość sfery popytowej i brak zamówień z rynku. Obecnie wszystkie najważniejsze dla nas rynki są w potężnym kryzysie, mówię tutaj głównie o Europie Zachodnie – mówi WP Finanse Michał Strzelecki, dyrektor operacyjny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Michał Strzelecki zwraca uwagę, że kolejnym problemem branży są rosnące koszty produkcji, w tym ceny surowców i materiałów wykorzystywanych przy wytwarzaniu mebli, a także koszty pracy. Jak podkreśla, wynagrodzenia stanowią dziś już około 40 proc. jednostkowego kosztu produkcji, co bezpośrednio wpływa na konkurencyjność polskich producentów. Dodaje, że nawet jeśli na rynku pojawia się pewne odbicie i rośnie gotowość klientów do zakupów, popyt ten w dużej mierze przejmują tańsze meble z Azji.
Przez branżę przetacza się kolejną fala zwolnień. I jeśli sytuacja się nie poprawi, a na dzisiaj nic nie zapowiada, żeby miała ona ulec jakiejś radykalnej poprawie, to spodziewamy się, że w tym roku kilka tysięcy etatów z branży meblarskiej zniknie. A w ciągu ostatnich trzech lat byliśmy zmuszeni do ograniczenia zatrudnienia na poziomie 30 tys. etatów, więc to są potężne liczby. – podsumowuje.
Michał Krawiel, dziennikarz WP Finanse i money.pl