Jeszcze we wtorek sejmowa komisja sprawiedliwości ma uzgodnić propozycję nowego składu Krajowej Rady Sądownictwa. A głosowanie Sejmu w tej sprawie ma się odbyć na tym posiedzeniu.
Kadencja dotychczasowego składu KRS właśnie minęła i Sejm zgodnie z ustawą musi wybrać nowy skład. Ustawę przyjął jeszcze w 2017 r. PiS i jej głównym założeniem było to, że sędziowski skład KRS wskazywał Sejm, a nie – jak poprzednio – sami sędziowie. To stało się punktem wyjścia do zarzutów o łamanie konstytucji i upolitycznienie składu, co potem było podstawą do orzeczeń sądów europejskich i SN. A to z kolei posłużyło jako argument do kwestionowania sędziów wskazanych w kolejnych dwóch kadencjach przez KRS.
Sceny w Sejmie. Tak Czarzasty mówił do Kowalskiego
Koalicja próbowała zmienić mechanizm wyborów sędziowskich członków KRS i uchwaliła ustawę, ale w lutym zawetował ją prezydent. Wówczas zapadła decyzja o realizacji planu B, czyli wskazaniu składu KRS na mocy ustawy uchwalonej przez PiS.
Plan B w działaniu
Koalicja traktuje ten scenariusz jako ostateczność, ale musi go realizować, gdyż inaczej nie byłoby komu wskazywać kandydatów do nominacji sędziowskich, co jest jednym z głównych zadań Rady. Ustawa o KRS zakłada, że każdy z sejmowych klubów ma prawo wskazać od jednego do dziewięciu kandydatów spośród sędziów. Następnie Sejm ma wybrać 15-osobowy skład – tak, by znalazł się w nim przynajmniej jeden z sędziów wskazanych przez każdy z klubów parlamentarnych.
B. zastępca Ziobry odpowie? Jest ruch śledczych
W zeszłym tygodniu kluby wysłały do marszałka Sejmu swoje kandydatury – jest ich siedemnaście. Piętnaście kandydatur to sędziowie, którzy otrzymali najwięcej głosów w prawyborach sędziowskich zorganizowanych w kwietniu. W praktyce cała piętnastka to lista wskazana przez dwa stowarzyszenia sędziowskie: Iustitię i Themis. Z kolei wskazany przez Konfederację sędzia Łukasz Zawadzki był 37. na 60 sędziów i dostał 66 głosów. A Łukasz Piebiak zajął 48. miejsce z 39 głosami ze środowiska.
Zwłaszcza ta ostatnia kandydatura budzi kontrowersje wśród partii koalicyjnych. Sędzia Piebiak był wiceministrem sprawiedliwości w pierwszej kadencji PiS. Był jednym z największych orędowników zmian wprowadzanych wówczas w wymiarze sprawiedliwości. Stracił funkcję po tym, jak okazało się, że brał udział w akcji mającej na celu kompromitowanie sędziów sprzeciwiających się zmianom w wymiarze sprawiedliwości, czyli w tzw. aferze hejterskiej
Ruch PiS i Konfederacji
Zarówno PiS, jak i Konfederacja zdecydowały się rekomendować tylko po jednym kandydacie, żeby koalicja w przypadku ich kandydatów nie miała żadnego pola wyboru. Zgodnie z ustawą bowiem każdy klub musi mieć w Sejmie przynajmniej jednego przedstawiciela. Jeśli jednak kandydatów jest więcej, ostateczny głos należy do sejmowej większości – to ona zdecyduje, kto z danej listy wejdzie do składu.
– Zgłosiliśmy jednego kandydata, żeby nie dawać możliwości jego odrzucenia. On nie budzi wątpliwości, podziela wartości konserwatywne – mówi Krzysztof Bosak, jeden z liderów Konfederacji.
Łukasz Zawadzki, zgłoszony przez Konfederację, to sędzia Sądu Okręgowego w Opolu, członek Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski i rzecznik Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sędziowie RP.
Identyczną strategię przyjął PiS. – Gdybyśmy dali więcej kandydatów, koalicja mogłaby sobie robić z tego spektakl. Ograniczyliśmy te możliwości, żeby nie mogła licytować, kto jest lepszy, kto gorszy. Bo wtedy bylibyśmy rozgrywani przez koalicję – mówi poseł PiS Marcin Warchoł.
Bohater „afery hejterskiej” wraca do pracy. Łukasz Piebiak znów będzie orzekał
A jednocześnie poseł PiS broni kandydatury Łukasza Piebiaka.
– Jest przede wszystkim sędzią z wieloletnim doświadczeniem. Zna funkcjonowanie KRS-u jako były wiceminister sprawiedliwości. Wcześniej jako wiceprezes Iustitii. Obecnie jest sędzią, żadne zarzuty nie zostały tutaj przedstawione. Żadne wyroki nie zapadły. To wszystko to były różnego rodzaju spekulacje, dywagacje i pomówienia – odnosi się do krytyki kandydatury ze strony koalicji.
PiS nie ukrywa, że chce przez Piebiaka kontrolować to, co się w KRS dzieje. – To osoba, która się nie podda i zna różnego rodzaju mechanizmy, którymi oni się posługują. To są mechanizmy prawne, ale i mechanizmy polityczne – mówi o koalicji i jej potencjalnych wskazaniach Warchoł.
Koalicja realizuje ustawę
Kluby koalicyjne, choć niechętnie – zwłaszcza wobec Łukasza Piebiaka – nie mają wyjścia i muszą zaakceptować te kandydatury, jeśli nie chcą wejść w konfrontacyjny scenariusz z Pałacem Prezydenckim.
– Brak realizacji ustawy byłby nieodpowiedzialny, prawo jest tu jasne, musimy wybrać przynajmniej jednego sędziego wskazanego przez każdy klub, więc tu nie ma pola manewru, nawet jeśli PiS wskazał Piebiaka, którego historia, delikatnie mówiąc, jest wątpliwa – mówi Paweł Śliz, szef klubu Polska 2050 i przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, która ma zaproponować Sejmowi listę 15 sędziów do KRS.
W podobny sposób wypowiada się Lewica.
– Poprzemy całą listę, tu nie ma innej możliwości, by nie dać pretekstu prezydentowi do kwestionowania składu KRS jako niezgodnego z ustawą. I tak większość w składzie KRS będą mieli sędziowie mający największe poparcie w środowisku – mówi Anna Maria Żukowska.
Takie same głosy słyszymy z KO, choć tu ostateczna decyzja ma być zatwierdzona na popołudniowym posiedzeniu klubu parlamentarnego.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że PiS brał jeszcze pod uwagę kandydaturę byłej wiceminister sprawiedliwości i obecnej sędzi NSA Anny Dalkowskiej, ale przegrała ona z Piebiakiem. – Pewnie liczyli, że jak wystawią Piebiaka, to my go odrzucimy, ale my nie mamy tu pola manewru – zastanawia się polityk KO.
Co z wyborami do KRS? TK wydał nowe orzeczenie
Politycy koalicji kalkulują, że gdyby koalicja odrzuciła kandydatury sędziów Piebiaka i Zawadzkiego, to Karol Nawrocki mógłby mówić, że skład KRS jest wadliwy i odmawiać wręczania nominacji sędziom rekomendowanym przez KRS. Byłaby to lustrzana sytuacja do niedawnej, w której ministrowie sprawiedliwości – najpierw Adam Bodnar, a potem Waldemar Żurek – unikali rozpisywania konkursów sędziowskich, uzasadniając to wadliwością KRS. Efekt to około tysiąca wakatów na stanowiskach sędziowskich.
Gdyby teraz z kolei to prezydent zaczął masowo odmawiać nominacji, kryzys tylko by się pogłębił. Choć część naszych koalicyjnych rozmówców podkreśla, że Karol Nawrocki może odmawiać nominacji bez względu na status KRS, więc może nie ma sensu brać pod uwagę głosów PiS.
Kto odpadnie
Pójście ścieżką, jaką zapowiadają nasi koalicyjni rozmówcy, oznacza ewentualne napięcia ze środowiskiem sędziowskim Themis i Iustitii. Oba stowarzyszenia skoordynowały wysiłki i w trakcie prawyborów rekomendowały wybór piętnastki sędziów.
Wybór przez Sejm sędziów wskazanych przez Konfederację i PiS oznacza, że z listy rekomendowanej przez stowarzyszenia sędziowskie muszą odpaść dwie osoby. Jak słyszymy, prawdopodobnie padnie na dwie osoby, które w wyniku prawyborów dostały najmniejszą liczbę głosów. Jeśli ten pomysł zostanie zrealizowany, odpadną: sędzia Beata Donhoffner-Grodzicka z Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia oraz sędzia wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie płk Agnieszka Kobylińska-Bortkiewicz.
Może się jednak pojawić dodatkowy kłopot, ponieważ zgodnie z ustawą w składzie KRS powinni być reprezentowani przedstawiciele wszystkich typów sądów, a z sądów wojskowych jest jedynie płk Agnieszka Kobylińska-Bortkiewicz. To oznacza, że zamiast niej do KRS może nie wejść któraś z osób z nieco większym poparciem. To albo Sławomir Cilulko z Sądu Okręgowego w Białymstoku, albo Aleksandra Wrzesińska-Nowacka z NSA.
Ruszyły wybory do KRS. Co zrobi Karol Nawrocki?
Skąd się wziął spór
Spór o Krajową Radę Sądownictwa (KRS) trwa od 2017 r., gdy sejmowa większość Zjednoczonej Prawicy zmieniła ustawę o KRS i przekazała kompetencję wyboru 15 sędziowskich członków Rady z rąk środowiska sędziowskiego Sejmowi. Krytycy reformy argumentowali, że uzależnienie wyboru sędziów od większości parlamentarnej prowadzi do upolitycznienia KRS i ograniczenia niezależności sądów – zastrzeżenia te podzielały potem TSUE, ETPC, Sąd Najwyższy, NSA oraz Komisja Wenecka.
Ukształtowana na podstawie tej ustawy Rada, nazywana także „neo-KRS”, została wykluczona z Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa jako niespełniająca wymogów niezależności sądownictwa. PiS bronił zmian, powołując się na wyroki Trybunału Konstytucyjnego z 2017 i 2019 r., lecz orzeczenia te były z kolei podważane jako podejmowane z udziałem tzw. sędziów dublerów. Wątpliwy status KRS prowadził do podważania z kolei statusu tzw. neosędziów, a to pogłębia chaos w całym wymiarze sprawiedliwości.
Po 2023 r nowa koalicja chciała wprowadzić zmiany i przywrócić wybór sędziowskiej części KRS przez sędziów, ale nie zgodzili się na to ani Andrzej Duda, ani Karol Nawrocki. Spór o KRS pozostaje jednym z głównych punktów konfliktu Polski z instytucjami unijnymi w kontekście kształtu wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim pogłębia chaos w polskim sądownictwie.