Okazało się, że częściowy bojkot wtorkowego posiedzenia Prezydium Zarządu PKOl-u był jedynie ciszą przed burzą. Opozycja nie zamierza czekać i tuż po zakończeniu spotkania zadała zdecydowany cios.
Do prezesów polskich związków sportowych trafił wniosek o zwołanie Walnego Zgromadzenia Polskiego Komitetu Olimpijskiego w celu odwołanie Radosława Piesiewicza. To pierwszy taki dokument, od kiedy w 2023 roku działacz został powołany na to stanowisko.
Choć pod wnioskiem na razie nikt się nie podpisał, to wiadomo, że w gronie inicjatorów są wiceprezesi PKOl, czyli Adam Korol, Adam Konopka i Marian Kmita. Taki sposób działania od początku był jednak konsultowany z przedstawicielami wielu związków sportowych.
ZOBACZ WIDEO: Tomasiak szczery do bólu. „Premii nawet nie przeliczyłem dokładnie”
Jest pewne, że już za chwilę dojdzie do próby sił, bo pomysłodawcy projektu chcą, by pod dokumentem podpisali się wszyscy działacze, którzy popierają takie rozwiązanie. Po raz pierwszy od dawna dojdzie więc do sytuacji, w której każdy z działaczy i przedstawicieli związków sportowych będzie musiał jasno opowiedzieć się po stronie konfliktu.
Głosowanie za 10 dni
Do tej pory opozycjoniści wobec Piesiewicza szczycili się obecnością przedstawicieli 52 związków sportowych na spotkaniu z ministrem sportu Jakubem Rutnickim i odezwą do Piesiewicza o natychmiastową dymisję. Teraz chodzi o coś znacznie poważniejszego niż tylko dokument, który nie ma żadnej wartości prawnej i pod którym nie widnieją żadne podpisy.
We wniosku czytamy: „Działając na podstawie artykułu 32 punkt 2 statutu PKOl, jako uprawnieni reprezentujący co najmniej 2/3 ogólnej liczby członków PKOl wnosimy o zwołanie przez Zarząd PKOl Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia PKOl, z następującym porządkiem obrad:
1. Otwarcie obrad i wybór przewodniczącego
2. Podjęcie uchwały w przedmiocie odwołania członka zarządu sprawującego funkcję prezesa zarządu PKOl
3. Zamknięcie obrad”
Do głosowania nad tym wnioskiem ma dojść już za 10 dni podczas Zarządu PKOl-u, który zaplanowany jest w Warszawie na 22 maja. Do przegłosowania wniosku potrzebna jest większość 2/3 głosujących.
Presję na Piesiewiczu i wpływ na działaczy, którzy do tej pory nie mieli jasno sprecyzowanego stanowiska, ma wywrzeć fakt, że – zgodnie z zamysłem inicjatorów – pod wnioskiem mają się znaleźć podpisy działaczy reprezentujących na Walnym większość 2/3 głosujących, czyli taką, która pozwala na odwołanie prezesa Piesiewicza.
Tak wygląda wniosek, który otrzymają przedstawiciele wszystkich związków sportowych w Polsce
Takie postawienie sprawy to niespodzianka, bo do tej pory opozycja w PKOl unikała otwartych konfrontacji. We wtorek na Prezydium Zarządu PKOl nie zjawiła się połowa członków tego gremium, a część, jak choćby Kmita, czy Leszek Blanik mówili wprost o co chodzi.
”Nie zamierzam uwiarygadniać tego gremium”
– Skoro podczas spotkania z ministrem sportu Jakubem Rutnickim podpisałem się pod apelem o dymisję, to nie ma sensu, bym pojawiał się na Prezydium Zarządu PKOl-u. Podtrzymuję swoją deklarację i nie zamierzam uwiarygadniać tego gremium swoją obecnością – wyjaśnił swoją nieobecność mistrz olimpijski i prezes Polskiego Związku Gimnastycznego, Leszek Blanik.
Problemem opozycji może być jednak fakt, że z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że Piesiewicz wciąż może liczyć na poparcie nawet 28 z 60 członków zarządu PKOl. Aby zablokować wszelkie próby odwołania, wystarczy mu 21 głosów. Skoro jednak wniosek o odwołanie w końcu się pojawił, to oznacza, że opozycja po raz pierwszy uwierzyła, że takie działanie ma sens i może zakończyć się ich sukcesem.
Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty