– Samo ujawnienie afer korupcyjnych nie powinno być argumentem przeciwko dalszemu wspieraniu Ukrainy przez Zachód. Najgorszy byłby brak jakichkolwiek śledztw i cisza wokół takich spraw – komentuje w rozmowie z Wirtualną Polską Nedim Usejnow, ekspert w dziedzinie praw człowieka na Krymie i relacji transatlantyckich z think tanku The German Marshall Fund of the United States.
– To dopiero oznaczałoby, że państwo jest całkowicie nieskuteczne albo podporządkowane politycznym układom. Tymczasem Ukraina pokazuje dziś, że nawet druga osoba w państwie może usłyszeć zarzuty, a polityczne wpływy nie dają już automatycznej ochrony – dodaje ukraiński politolog.
Zawrzało w Sejmie. Czarnek uderzył w SAFE. Tak odpowiedział mu Nitras
Skandal korupcyjny na Ukrainie. Co wiadomo?
Ukrainą wstrząsa fala oburzenia po informacjach ujawnionych w poniedziałek przez Ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) oraz Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAPO) dotyczących śledztwa w sprawie korupcji na szczytach władzy. Instytucje poinformowały o podejrzeniach wobec sześciu kolejnych członków zorganizowanej grupy, wśród których mają znajdować się były wicepremier Ukrainy, a także biznesmen i cztery inne osoby z elit Ukrainy.
Choć w oficjalnym komunikacie SAPO nie padło nazwisko Andrija Jermaka, ukraińskie media otwarcie wskazują właśnie na niego. Jermak do listopada 2025 r. był szefem biura prezydenta. Nazywano go „Zielonym kardynałem”, bo w oliwkowozielonym stroju stał się symbolem nieformalnej, ogromnej władzy sprawowanej zza kulis administracji. Nie tylko kontrolował dostęp do prezydenta, ale też odgrywał kluczową rolę w negocjacjach międzynarodowych, rozmowach pokojowych oraz wymianach jeńców z Rosją. Jesienią 2025 r. po pierwszych przeciekach o aferze podał się do dymisji, deklarując, że jedzie na front.
Jermak, negocjacje i spiski. Tak Zełenski rozpętał kryzys zakończony rewolucją
Śledczy podejrzewają go o udział w procederze legalizowania ponad 460 mln hrywien, czyli około 10 mln dol., pochodzących z nielegalnych operacji finansowych. Według ustaleń NABU i SAPO pieniądze te miały być inwestowane w budowę osiedla rezydencji pod Kijowem, przeznaczonego dla elit politycznych i biznesowych. Szczególne emocje budzi fakt, że inwestycja miała być realizowana w latach 2018-2025, czyli także po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Rosją. Zwykli Ukraińcy walczyli na froncie albo żyli pod rosyjskimi bombardowaniami.
Gniew społeczeństwa: „Niesprawiedliwość, korupcja, szaleństwo”
W mediach społecznościowych i pod publikacjami ukraińskich mediów pojawiła się fala gniewnych komentarzy. „Nie mogę już potępiać osób uchylających się od służby wojskowej, taka niesprawiedliwość i korupcja doprowadzą wszystkich do szaleństwa” – piszą czytelnicy ukraińskich portali. W wielu komentarzach powraca poczucie rosnącego rozdźwięku między wojenną rzeczywistością zwykłych obywateli a stylem życia części elit. „Cały Kijów jest zastawiony luksusowymi jeepami bardziej niż przed wojną, a ludzie toną we krwi. Ludzie coraz częściej nie rozumieją już, o co walczą” – brzmi jeden z popularnych komentarzy.
– Instytucje antykorupcyjne badały tę sprawę od dawna. Wcześniej, kiedy Jermak był jeszcze bardzo silny politycznie i wpływowy, mógł wykorzystywać swoją pozycję do spowalniania śledztwa, neutralizowania niewygodnych osób czy blokowania pewnych działań – komentuje w rozmowie z WP Nedim Usejnow.
Politolog uważa jednak, że śledztwo osiągnęło moment, w którym zgromadzono materiał pozwalający na postawienie zarzutów. I to uważa za ważne. – W demokratycznym państwie niezależne instytucje mają badać sprawy, stawiać zarzuty i prowadzić je do sądu bez względu na nazwiska. Ukraina przez lata miała ogromny problem z korupcją, szczególnie w obszarze nieruchomości i interesów polityczno-biznesowych. Dzisiaj trwa proces budowania systemu, w którym wpływy i koneksje nie gwarantują już bezkarności – podkreśla rozmówca WP.
Afera wokół Zełenskiego. „Przejdzie do historii jako jeden z największych błędów prezydenta”
Co zrobi prezydent Wołodymyr Zełeński?
Prezydent Wołodymyr Zełenski nie odniósł się oficjalnie do zarzutów wobec swojego wieloletniego współpracownika. Zdaniem Usejnowa dla Zełenskiego ewentualna próba politycznej ochrony dawnego współpracownika byłaby dziś ogromnym ryzykiem.
– Jermak może być dla prezydenta bliskim współpracownikiem, czy nawet przyjacielem, ale Zełenski jest dziś przywódcą państwa prowadzącego wojnę obronną i zabiega o wsparcie całego Zachodu. Nie może sobie pozwolić na wrażenie, że chroni kogokolwiek przed odpowiedzialnością. Gdyby wyszło na jaw, że próbuje blokować śledztwo, koszt polityczny byłby dla niego ogromny – komentuje dalej politolog.
Usejnow podkreśla również, że część emocjonalnych komentarzy pojawiających się w sieci może być elementem wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję.
– Ukraina i Rosja prowadzą nie tylko wojnę militarną, ale również bardzo intensywną wojnę informacyjną. Oczywiście społeczne oburzenie jest realne, ale jednocześnie pojawia się wiele prób przedstawiania Ukrainy jako państwa całkowicie przeżartego korupcją i pozbawionego przyszłości – mówi. Jak dodaje, mimo społecznego zmęczenia i frustracji wielu Ukraińców oczekuje dziś właśnie twardych rozliczeń elit.
– Ukraińcy ponoszą gigantyczny ciężar wojny. Ludzie walczą i giną na froncie, dlatego społeczne oczekiwanie wobec państwa jest bardzo proste: jeśli ktoś wykorzystywał władzę do prywatnych interesów, powinien odpowiedzieć niezależnie od stanowiska. Dlatego wielu obywateli odbiera takie śledztwa nie jako kompromitację państwa, ale dowód, że ono zaczyna się oczyszczać – podsumowuje Usejnow.
Wizualizacja osiedla rezydencji dla ukraińskich elit © NABU | materiały prasowe
Według ustaleń śledczych wykorzystano sieć firm wydmuszek, fikcyjnych dokumentów finansowych oraz gotówkowych transakcji, aby do obiegu wprowadzić pieniądze uzyskane z łapówek. Organy ścigania twierdzą, że grupa planowała budowę czterech prywatnych rezydencji o powierzchni około tysiąca metrów kwadratowych każda. Na terenie kompleksu miały znaleźć się wspólna strefa wellness, jacuzzi i basen. Koszt pojedynczej posiadłości szacowano na miliony dolarów. Sąd zezwolił na zajęcie majątku w tym terenu budowy.
Sam Andrij Jermak oświadczył we wtorek, że nie zgadza się z zarzutami. Uważa, że ruch prokuratury był związany z „presją społeczną na organy ścigania”. – W ciągu ostatnich kilku miesięcy opinia publiczna wywierała bezprecedensową presję na organy ścigania, domagając się podjęcia konkretnych decyzji proceduralnych przeciwko mnie – przekazał polityk.