– Firma została wezwana do powrotu i do realizacji inwestycji, do której się zobowiązała. Chcielibyśmy, żeby wywiązała się ze swoich obowiązków. Liczymy, że nie będziemy musieli od nowa rozpoczynać procedury przetargowej, bo do takiej Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie zmuszona w przypadku braku reakcji na wezwanie – powiedział we wtorek minister infrastruktury Dariusz Klimczak.
Nadzieje szefa resortu wydają się jednak płonne. Wykonawca twierdzi, że odstąpił od kontraktu z przyczyn leżących po stronie GDDKiA i nie zamierza zmieniać tej decyzji, jak poinformował we wtorek rzecznik prasowy Mostostalu Warszawa Paweł Kwiecień.
Brak snu działa jak alkohol. Ekspert ostrzega
Wśród powodów firma wymienia m.in. nieprzewidziane warunki gruntowe oraz konieczność przeprojektowania obiektów inżynieryjnych po decyzji Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (RDOŚ). Według Mostostalu skutkowało to wydłużeniem obiektów o ponad 700 m, a koszt dodatkowych prac miał wynieść ok. 550 mln zł.
Dodajmy, że umowę zawarto w listopadzie 2022 r. GDDKiA ogłosiła przetarg na inwestycję w formule „projektuj i buduj”. Mostostal wygrał z ofertą opiewającą na ok. 1,06 mld zł brutto.
Szef resortu infrastruktury zaznaczył, że jeśli Mostostal Warszawa nie wznowi prac, jeszcze w 2026 r. GDDKiA ogłosi nowe postępowanie.
– Nowego wykonawcę będziemy chcieli znaleźć niezwłocznie, bo tu już nie ma czasu do stracenia. Pieniądze są zabezpieczone i trzeba będzie jak najszybciej wybrać nowego wykonawcę. Mam jednak nadzieję, że zostanie ten dotychczasowy – powiedział Klimczak.
Minister zaznaczył jednocześnie, że opóźnienia na tym fragmencie drogi ekspresowej S19 są już nieuniknione. Pierwotnie zakończenie inwestycji planowano na początek czerwca 2026 r., ale obecny postęp prac to ok. 5 proc.
W dniu, w którym Mostostal ogłosił odstąpienie od umowy, rzeczniczka rzeszowskiego oddziału GDDKiA Joanna Rarus wskazywała, że postawa wykonawcy może mieć znaczenie dla ewentualnej przyszłej współpracy z dyrekcją. Minister, pytany o tę wypowiedź, ocenił, że podobne decyzje przekładają się na wiarygodność spółki w kolejnych postępowaniach.
– Każda firma budowlana dba o to, żeby miała jak najlepszą reputację. Zresztą dotyczy to obu stron kontraktu, to jest nasz wspólny interes. Wykonawcy wiedzą, jakie konsekwencje łączą się w przypadku zejścia z placu budowy albo wyrzucenia ich z niego – dodał minister.