
Oszust „pracuje” na dworcach w Trójmieście, a jego sposób działania jest prosty: prosi o drobną „pożyczkę” na bilet, bo akurat ma problem z wypłatą pieniędzy. Przedstawia emocjonalną historię, a na cel bierze z reguły bardzo młode lub starsze osoby. Potem kontakt się urywa. Pojedyncze straty poszkodowanych to kwoty rzędu 100-200 zł, dlatego wiele osób nie zgłasza sprawy na policję. Ofiarą naciągacza niedawno padł 16-latek z Sopotu. W tym przypadku jednak sprawa trafiła na biurka kryminalnych. Ci – jak dowiadujemy się nieoficjalnie – depczą oszustowi po piętach.
Jak działa „dworcowy naciągacz”? Czytelniczka opisuje
tak, sporo straciłe(a)m
14%
tak, ale szkody nie były duże
37%
W sprawie skontaktowała się z Trojmiasto.pl matka poszkodowanego 16-latka. Jak relacjonuje czytelniczka Trojmiasto.pl, jej syn czekał na dworcu w Sopocie na pociąg do Warszawy.
– Zaczepił go mężczyzna w wieku, według jego relacji, 30-40 lat. Był dobrze ubrany i bardzo miły. W wiarygodny sposób przekonał go, że nie działa mu Revolut i nie może wypłacić pieniędzy na bilet. Oddziaływał na emocje młodego chłopaka, mówiąc, że jego dziewczyna będzie wściekła. Niedoświadczony dzieciak uwierzył też, że mając zdjęcie dokumentów faceta i jego numer telefonu oraz przyrzeczenie zwrotu BLIK-iem, na pewno ten zwrot otrzyma – opowiada pani Marta.
Nastolatek poszedł z mężczyzną do bankomatu w hali dworca i wypłacił 150 zł, które przekazał – jak się później okazało – oszustowi.
– Tam się rozstali. Syn widział mężczyznę jeszcze na dworcu, ale potem wsiadł do pociągu. Następnego dnia, oczekując zwrotu, próbował skontaktować się z mężczyzną. Nie dostał BLIK-a, a telefon [oszusta – red.] nie odpowiadał. Wówczas zgłosił mi sytuację. Próbowałam dzwonić, jednak telefon jest wyłączony, a w mediach społecznościowych jest sporo osób o tym imieniu i nazwisku, jednak w żadnej z nich syn nie rozpoznał oszusta – relacjonuje nasza czytelniczka.
Dane osoby, która wzięła od nastolatka pieniądze, pojawiły się za to w grupach… poszkodowanych osób. Jak się okazuje, osoba posługująca się danymi, na które „pożyczkę” udzielił nastolatek, grasuje od dłuższego czasu na trójmiejskich dworcach.
– Facet od lat naciąga ludzi i ich oszukuje, ale na małe kwoty i teoretycznie dają sami, udzielają pożyczki, a on po prostu nie oddaje. Ostatecznie kwota jest tak mała, że nikt nie bawi się w powództwo cywilne z szacunku do własnego czasu – zauważa kobieta.
Inne przypadki oszustw na te same dane
Tak historię z naciągaczem opisują inni internauci:
Kryminalni z Sopotu szukają oszusta
Jak się okazuje, tym razem sprawą zajmują się sopoccy kryminalni.
– Przyjęliśmy zawiadomienie dotyczące sytuacji, która miała miejsce na terenie dworca kolejowego w Sopocie, gdzie pokrzywdzony utracił środki pieniężne, przekazując je innej osobie. Obecnie trwają czynności zmierzające do potwierdzenia jej tożsamości i wyjaśnienia wszystkich okoliczności zdarzenia. Jeśli okaże się, że sprawca rzeczywiście działał w sposób niezgodny z prawem, poniesie konsekwencje swojego zachowania – mówi mł. asp. Radosław Jaśkiewicz z Komendy Miejskiej Policji w Sopocie.
Z nieoficjalnych ustaleń Trojmiasto.pl wynika, że śledczy dobrze znają podobny sposób działania oszustów, a namierzanie takich osób jest „kwestią czasu”. Wszystko wskazuje na to, że będzie tak i w tej sprawie.
Policja: zgłaszajcie „małe sprawy”, łatwiej o wyciągnięcie konsekwencji
Kryminalni zachęcają też do zgłaszania na policję każdego podobnego przypadku – nawet jeżeli chodzi o relatywnie niewielkie kwoty pieniędzy.
– Zdarza się, że ktoś poszkodowany, np. na 100 czy 200 zł, kiedy usłyszy, że musi poświęcić chwilę i złożyć zawiadomienie oraz podpisać protokół, macha na to ręką. A kiedy zbierze się kilka takich spraw dotyczących jednego oszusta, grożą mu dużo poważniejsze konsekwencje – podsumowują mundurowi.