Historia tej trylogii była burzliwa. W czerwcu 1959 r. Johansson odebrał Pattersonowi tytuł, nokautując go w trzeciej rundzie. Panowanie Szweda nie trwało jednak długo. Niemal dokładnie rok później Floyd wrócił na szczyt, pokonując go przez nokaut w piątym starciu. Tym samym złamał niepisaną zasadę, że zdetronizowany mistrz wagi ciężkiej nie wraca już na tron.

Trzecia walka miała rozstrzygnąć ostatecznie, który z nich jest lepszy. Szwed jako były mistrz miał automatyczne prawo do rewanżu i z tego prawa skorzystał. Faworytem był jednak Amerykanin. Zakłady stały wyraźnie po jego stronie, mimo tego, że od drugiego pojedynku nie stoczyli żadnej oficjalnej walki.

Floyd PattersonDomena publiczna

Floyd Patterson

Zainteresowanie pojedynkiem było ogromne. Wokół ringu zebrało się prawie 14 tysięcy widzów, a miejsca w pierwszych rzędach kosztowały po 100 dolarów. Na trybunach pojawili się dawni mistrzowie, choćby Joe Louis i Rocky Marciano. Obecni byli także Max Schmeling i Primo Carnera, czyli dwaj inni Europejczycy, którzy wcześniej zasiadali na tronie wszech wag. Trzeci z nich, Ingemar Johansson, stał w ringu i próbował odzyskać tytuł…

Początek walki nie zapowiadał spokojnej obrony pasa. Pretendent ruszył z wielkim impetem i dwukrotnie posłał rywala na deski. Szwed postawił wszystko na szybkie rozstrzygnięcie. Chciał zaskoczyć przeciwnika tak, jak udało mu się to w pierwszym pojedynku. Wiedział, że im dłużej potrwa walka, tym gorzej dla niego.

Amerykanin przetrwał jednak kryzys. Jeszcze w pierwszej rundzie odpowiedział błyskawiczną kontrą i sam posłał Johanssona na deski. Po tej akcji stało się jasne, że walka raczej zakończy się przed czasem. Obaj bokserzy bili mocno, ryzykowali dużo i nie zamierzali czekać na decyzję sędziów.

Decydujący cios

Kolejne rundy przyniosły ostrą wymianę ciosów. Walka pozostawała zacięta, ale Patterson stopniowo przejmował kontrolę. Trafiał częściej i zaczął narzucać swój rytm. Szwed nadal odpowiadał groźnie, ale po pięciu rundach to obrońca tytułu prowadził na punkty. Przewaga nie była wielka.

Rozstrzygnięcie przyszło pod koniec szóstej rundy. Do gongu brakowało tylko 25 sekund, gdy Floyd Patterson uderzył niesamowicie szybkim, prawym sierpem. Włożył w ten cios całą siłę i dynamikę. Trafienie było czyste. Rywal runął na deski.

Szwed próbował się podnieść, ale nie był gotowy do dalszej walki. Gdy sędzia doliczył do dziesięciu, Johansson wciąż klęczał na jednym kolanie. Na dziesięć sekund przed końcem szóstej rundy ogłoszono zwycięstwo urzędującego mistrza, przez nokaut. Decyzja była jednoznaczna, choć część publiczności protestowała i domagała się dalszej walki.

Ten prawy sierp zakończył nie tylko pojedynek, lecz także trzeci rozdział rywalizacji Patterson — Johansson. Po tej walce Johansson nie miał już prawa do automatycznego rewanżu. A Amerykanin czekać na kolejnego pretendenta.

W Miami Beach obronił tytuł w sposób efektowny i bezdyskusyjny. Przetrwał dwa nokdauny, odwrócił przebieg walki i zakończył ją ciosem, który rozwiał wszelkie wątpliwości…