Lech Poznań musi postawić ostatni krok. Najwyższy czas zdjąć klątwę w Radomiu - Zdjęcie główne

Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Lech w najbliższy weekend może odczarować stadion w Radomiu.

Kłopoty Lecha Poznań z grą w Radomiu. To jak kamień w bucie

Radomiak Radom po ostatnim remisie z Cracovią (0:0) zapewnił sobie utrzymanie w Ekstraklasie. Dla „Zielonych” sezon w zasadzie dobiegł końca, bo choć na dwie kolejki przed zamknięciem rozgrywek mają szansę powalczyć o europejskie puchary, to w rzeczywistości ten scenariusz im nie grozi – nie otrzymali licencji na występy w Europie. Mogą zatem myśleć już o przygotowaniach do kolejnej kampanii w elicie, a będzie to ich szósty sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej z rzędu.

Od pięciu lat są zmorą Lecha Poznań, który przy Bułgarskiej zazwyczaj nie miał problemów z ich pokonaniem (jesienią rozbił Radomiaka prowadzonego przez Goncalo Feio 4:1), ale na wyjazdach nie potrafi się przełamać. Bilans spotkań w Radomiu to trzy remisy i jedna porażka – jednocześnie jedyne zwycięstwo Radomiaka nad Lechem w historii.

Koszmar ostatnich minut

Ostatnie dwa mecze rozegrane na stadionie przy Struga 63 miały dla Lecha absolutnie niewygodny przebieg i zarazem powtarzalny schemat. W sezonie 2023/24 Kolejorz był bliski zabrania kompletu punktów z Radomia i wygrania w regulaminowym czasie po raz pierwszy od 2005 roku, gdy oba zespoły spotkały się w Pucharze Polski.

Utrudnieniem zmagań była czerwona kartka dla Jespera Kalstroma w 64. minucie. Lech prowadził wtedy 2:0, dlatego miał jeszcze pewien margines błędu. Na dziesięć minut przed końcem kontaktowego gola zdobył Dawid Abramowicz, a gdy Lech po chwili odpowiedział kolejnym trafieniem, ten nie został uznany przez VAR. W doliczonym czasie gry euforię wśród kibiców Radomiaka wywołał Leonardo Rocha. Na tablicy wyników 2:2.

Przenosimy się o sezon bliżej, a zatem mistrzowska kampania Lecha Poznań. Mecz na ścieżce prowadzącej do tytułu, końcówka kwietnia. Doskonała pierwsza połowa pod względem skuteczności, bo Poznaniacy oddali dwa celne strzały na bramkę i oba wpadły do siatki obok Macieja Kikolskiego. To było udane 45 minut dla Filipa Jagiełły, który najpierw asystował przy golu Mikaela Ishaka, a potem sam wpisał się na listę strzelców.

W drugiej połowie obyło się bez czerwonej kartki, ale to co się wydarzyło, okazało się wręcz nieprawdopodobne. W 79. minucie (identycznie jak sezon wcześniej) Radomiak zdobył bramkę kontaktową. Następnie gol dla Lecha na 3:1, który został… odwołany przez VAR. Na koniec trafienie w doliczonym czasie gry, które odebrało Kolejorzowi komplet punktów.

Pora przełamać złą passę

Sobotnie spotkanie w Radomiu będzie miało dodatkowe znaczenie, bo poza odczarowaniem tego stadionu, istnieje ogromna szansa, by świętować w tym miejscu obronę mistrzowskiego tytułu. Wystarczy wygrać i nawet jeśli najnowsza historia nie jest udana, to wydaje się, że Lech znajduje się obecnie w najlepszej sytuacji, by tego dokonać.

Kolejorz do Radomia wybierze się osłabiony, bo zagra bez Antonio Milicia, Roberta Gumnego, czy Alego Gholizadeha. Ale rywale też mają swoje problemy – kontuzja Rafała Wolskiego, zawieszenie za czerwoną kartkę Abdoula Tapsoby. Podopieczni Bruno Baltazara już nic nie muszą. Mogą jedynie namieszać, mając w dwóch ostatnich kolejkach Lecha Poznań oraz Górnika Zabrze, ale prawdopodobieństwo wygranej po stronie Kolejorza wciąż jest bardzo wysokie.

Oby tylko Lech nie postawił na minimalizm. W środowy wieczór zostaną rozegrane dwa zaległe mecze 31. kolejki Ekstraklasy. Jeśli Arka Gdynia pokona Górnika Zabrze, a Raków Częstochowa podzieli się punktami z Jagiellonią Białystok – niebiesko-białym do wzniesienia trofeum potrzebny będzie wyłącznie remis. Na koniec w przypadku zdobycia mistrzostwa nie ma to znaczenia, ale na pewno lepiej byłoby przypieczętować sukces zwycięstwem.

Jakub Kowalski

Od dziecka zakochany w wielu dyscyplinach sportu. Najlepiej odnajduje się na piłkarskim boisku i przed tarczą do darta. Zimą z zapartym tchem śledzi poczynania skoczków narciarskich. Z portalem „Sportowy Poznań” związany od początku 2026 roku. W przeszłości publikował na łamach Wirtualnej Polski oraz „Głosu Wielkopolskiego”.