Polska, Estonia, Litwa, Łotwa i Rumunia wyraziły zainteresowanie przyjęciem większej liczby amerykańskich żołnierzy, zarówno poprzez publiczne oświadczenia, jak i prywatne działania lobbingowe. Inicjatywa pojawiła się po tym, jak Trump ogłosił wycofanie wojsk z Niemiec na początku tego miesiąca w związku z nasilającym się sporem z Berlinem. Konflikt został wywołany komentarzami kanclerza Friedricha Merza o tym, że Teheran „upokorzył” Waszyngton swoimi taktykami negocjacyjnymi w wojnie z Iranem.

— Jestem głęboko przekonany, że silniejsza obecność USA na wschodniej flance jest konieczna… z zadowoleniem przyjęlibyśmy stałą obecność USA na naszym terytorium — powiedział w rozmowie z POLITICO wiceminister obrony Rumunii Sorin Moldovan. — Rumunia konsekwentnie wykazuje swoje zaangażowanie w strategiczne partnerstwo [kraju] ze Stanami Zjednoczonymi i udowodniła, że jest niezawodnym partnerem — dodał.

— Potrzebujemy więcej żołnierzy — powiedział dziennikarzom rumuński minister obrony Radu Miruta podczas wtorkowego posiedzenia Rady do Spraw Zagranicznych z udziałem ministrów obrony.

Nie jest on jedyną osobą, która wystosowała publiczne wezwanie.

W zeszłym tygodniu zarówno prezydent Polski Karol Nawrocki, jak i jego litewski odpowiednik Gitanas Nauseda oświadczyli, że są gotowi przyjąć na swoim terytorium więcej amerykańskich żołnierzy. W poniedziałek podzieliła tę opinię łotewska minister spraw zagranicznych Baiba Braze.

Rzecznik estońskiego ministerstwa obrony powiedział serwisowi POLITICO, że jego kraj „bardzo ceni wkład Stanów Zjednoczonych i popiera zwiększenie amerykańskiej obecności w celu zapewnienia silnego odstraszania i obrony w całym regionie bałtyckim”.

Sojusznicy ze wschodniej flanki, z których wielu graniczy z Rosją, postrzegają Stany Zjednoczone — oraz amerykańskie oddziały na swoim terytorium — jako głównego gwaranta bezpieczeństwa i środek odstraszający wobec rewanżystowskiej Moskwy, tym bardziej od czasu rozpoczęcia przez nią pełnej inwazji na Ukrainę. To jeden z powodów, dla których powstrzymują się oni od krytyki Trumpa i popierają wojnę w Iranie.

Według amerykańskiego urzędnika Pentagon nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, które oddziały w Niemczech zostaną objęte redukcją. Nie jest również jasne, czy zostaną one przeniesione do innego kraju europejskiego, czy też zostaną odesłane do domu.

Jednak kraje NATO położone na granicy z Rosją już skorzystały z tej możliwości, wykorzystując fakt, że pozostają w łaskach Trumpa dzięki wysokim wydatkom na obronę i wsparciu dla amerykańskich działań wojennych — zarówno w publicznych oświadczeniach, jak i poprzez zapewnienie amerykańskim żołnierzom w dużej mierze nieograniczonego dostępu do swoich baz wojskowych. Według oficjalnych danych rządowych w marcu wszystkie pięć krajów gościło niewielką liczbę amerykańskich żołnierzy.

Publiczne apele przywódców uzupełniają zakulisowe działania. Według wysokiego rangą dyplomaty sojuszu co najmniej jedna delegacja z kraju sojuszniczego zwróciła się do ambasadora USA przy NATO Matthew Whitakera, aby przedstawić swoją sprawę bezpośrednio. Powiedział, że istnieje „okno możliwości”.

Na papierze ta strategia wydaje się działać. Trump w sobotę powiedział dziennikarzom, że „może” przenieść żołnierzy amerykańskich do Polski. „Mam świetne relacje z prezydentem [Nawrockim]”, powiedział, „więc jest to możliwe”.

Jednak na przeszkodzie może stanać rzeczywistość polityczna. Polski premier Donald Tusk, polityczny przeciwnik prezydenta Nawrockiego, ostrzegł w zeszłym tygodniu, że Polska nie powinna „podbierać” żołnierzy sojusznikom. Dodał, że Warszawa wykorzysta „każdą okazję”, by zwiększyć obecność USA na swoim terytorium, ale nie pozwoli, by była wykorzystywana do rozbijania europejskiej jedności. Tusk i Nawrocki są w sporze w kilku kwestiach i często publicznie sprzeciwiają się poglądom politycznym drugiej strony.

Chociaż władze lokalne niemieckich miast, w których stacjonują amerykańscy żołnierze, wolałyby, aby zostali u nich ze względów ekonomicznych, rząd raczej nie sprzeciwi się większej obecności Amerykanów na granicy z Rosją jako środkowi odstraszającemu, jak twierdzi jeden z niemieckich urzędników. Rzecznik niemieckiego ministerstwa obrony odmówił komentarza.

Jednak w praktyce rotacja może być trudna do zrealizowania. Nie wszystkie kraje położone na pierwszej linii frontu są w stanie przyjąć dodatkowe 5000 żołnierzy — mówi Jennifer Kavanagh, dyrektorka ds. analiz wojskowych w think tanku Defense Priorities.

Polska i Rumunia dysponują niezbędnymi rezerwowymi możliwościami, aby przyjąć więcej żołnierzy, po niewielkich modernizacjach infrastruktury, ale „w krajach bałtyckich przestrzeń jest bardziej ograniczona i prawdopodobnie konieczne byłyby dodatkowe prace planistyczne i budowlane” — powiedziała.

Jednak słowa Trumpa nie zostały jeszcze przełożone na działania. — Jak dotąd Amerykanie nie zwrócili się do nas w sprawie żadnych zmian w rozmieszczeniu sił — mówi jeden z wysokich rangą urzędników ds. obrony z kraju położonego na wschodniej flance.

Przeniesienie żołnierzy może również zderzyć się z realiami politycznymi w samym rządzie USA, dodaje Kavanagh, który wielokrotnie naciskał na Europę, aby wzięła na siebie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. — Przenoszenie sił na wschód jest niezgodne z wizją administracji Trumpa… i oczekiwaniem, że Europa przejmie kontrolę nad swoją obroną konwencjonalną — przypomina ekspertka.