Prokuratura w Ostrowi Mazowieckiej postawiła zarzuty trzem osobom w związku ze śmiercią 37-letniego mieszkańca Łomży. Mężczyzna zmarł z wychłodzenia po tym, jak w styczniową, mroźną noc został pozostawiony bez kurtki i telefonu przy trasie S61. Jego ciało odnaleziono po tygodniu w rowie przy tej drodze.
Śmierć z wychłodzenia przy trasie S61 – prokuratura stawia zarzuty (Zdjęcie ilustracyjne)
/Shutterstock
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, Elżbieta Edyta Łukasiewicz, zarzuty usłyszało dwóch mężczyzn i kobieta, którzy podróżowali z Michałem P. feralnej nocy. Odpowiedzą za narażenie go na niebezpieczeństwo utraty życia, nieudzielenie pomocy oraz nieumyślne spowodowanie śmierci. Grozi im do 5 lat więzienia.
Cała trójka nie przyznała się do winy. Kobieta i jeden z mężczyzn złożyli wyjaśnienia, ostatni z podejrzanych odmówił składania zeznań.
Według ustaleń śledczych Michał P. wracał samochodem z Warszawy do Łomży w towarzystwie znajomych. W pewnym momencie pojazd zatrzymał się na pasie awaryjnym drogi S61. 37-latek wysiadł z auta, nie zabierając kurtki ani telefonu. Towarzysze podróży nie podjęli próby jego odnalezienia, nie powiadomili też policji ani rodziny o zaginięciu. Zaginięcie mężczyzny zgłosili bliscy, gdy ten nie wrócił do domu.
Ciało znaleziono po tygodniu w głębokim rowie przy trasie S61 w rejonie miejscowości Sulęcin Włościański.
Przeprowadzona przez lekarza patomorfologa sekcja zwłok nie wykazała, by zmarły miał na ciele obrażenia ciała zadane przez inne osoby.
Biegły wstępnie wskazał, iż przyczyną zgonu było wychłodzenie.