Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz…

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz…

Zaloguj się, aby zapisać na później

13 maja 2026

Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu

„Putin musi przyznać, że pierwotne cele wojny w Ukrainie są nie do osiągnięcia. Tylko jeśli zda sobie z tego sprawę, będzie negocjował na poważnie” – uważa szef MSZ Radosław Sikorski. „Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Ten rok może być kluczowy dla osiągnięcia pokoju” – mówi Andrij Sybiha, szef MSZ Ukrainy.

Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu

Stabilizacja frontu przez Ukrainę, spowolnienie tempa poboru żołnierzy i trudności gospodarcze Rosji, przegrana bitwa o dominację na Morzu Czarnym, wysoka skuteczność ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną, spadek poparcia dla wojny oraz przełamanie politycznego paraliżu w Europie w związku ze zwycięstwem sił demokratycznych na Węgrzech – to zdaniem szefów MSZ Polski i Ukrainy główne przyczyny słabnącej pozycji Rosji w wojnie z Ukrainą.

– Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Ten rok może okazać się kluczowy dla osiągnięcia pokoju. Po raz pierwszy od czterech lat czas wydaje się działać na naszą korzyść – mówił szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha we wtorek 12 maja w rozmowie z Radosławem Sikorskim podczas konferencji „Strategic Ark” Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Według Sybihy Rosja nadal nie znajduje się w stanie krytycznym, ale presja zaczyna działać. – Coś dzieje się w Rosji, więc jest to moment, żeby zwiększyć presję – powiedział szef MSZ Ukrainy, nawiązując do dalszego ograniczania dostępu do internetu w Rosji. W kwietniu Ministerstwo Rozwoju Cyfryzacji Rosji nakazało blokowanie internetu dla urządzeń z VPN. Ma to zapobiegać omijaniu przez rosyjskich użytkowników kremlowskiej cenzury, nałożonej na niemal wszystkie popularne komunikatory.

– Poparcie dla Putina maleje – mówił Sybiha.

– Putin musi zastanowić się, czy jest w stanie ciągnąć tę wojnę przez następne dwa lata, bo taki jest w tej chwili horyzont czasowy w związku z odblokowaniem unijnej pomocy dla Ukrainy – dodawał Sikorski.

O tym, że Rosja utknęła na froncie wojny w Ukrainie i w przeciwieństwie do lat 2024 i 2025 tegoroczna ofensywa letnia nie postępuje, w ostatnich dniach na łamach OKO.press pisał pułkownik Piotr Lewandowski.

„Rosjanie powinni byli zacząć ofensywę w połowie kwietnia, ale w połowie maja w dalszym ciągu stoją w miejscu. W porównaniu z latami 2024 i 2025, kiedy częstotliwość ataków agresora wzrastała od połowy kwietnia, aby osiągnąć największą intensywność na przełomie maja i czerwca, obecne działania Rosjan nadal nie mają charakteru przełamującego. Nawet na głównych kierunkach działań w centralnym Donbasie” – czytamy w analizie Lewandowskiego.

Szef ukraińskiej dyplomacji argumentował, że szala wojny przechyla się na korzyść Ukrainy przede wszystkim dzięki odblokowaniu europejskiego wsparcia oraz przewadze technologicznej ukraińskiej armii w dziedzinie systemów bezzałogowych.

– Udało nam się niemal całkowicie zamknąć ukraińskie niebo przed Rosją. Ukraińska armia jest dziś w stanie zestrzeliwać nawet 90 proc. rosyjskich dronów, co sprawiło, że przewaga Rosji w liczbie żołnierzy przestała być rozstrzygająca. Drony są totalnym game changerem – mówił Sybiha.

Podkreślał również skuteczność ukraińskich działań asymetrycznych, w tym precyzyjnych ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną.

– To naprawdę działa, widzimy to na własne oczy. Mamy dobrą passę. Musimy więc utrzymać presję, zapewnić zaangażowanie Stanów Zjednoczonych i podnieść cenę, jaką Rosja płaci za agresję. Putin musi przyznać, że nigdy nie osiągnie swoich celów na Ukrainie – mówił Sybiha, odnosząc się także do słów Putina o możliwym rychłym zakończeniu wojny, wypowiedzianych podczas parady z okazji zakończenia II wojny światowej 9 maja.

Sikorski zwracał uwagę, jak bardzo zmieniła się pozycja Ukrainy względem Rosji od początku pełnoskalowej wojny.

– Czy pięć lat temu ktoś wyobrażał sobie, że Putin, żeby spokojnie przeprowadzić paradę 9 maja, będzie potrzebował zgody Ukrainy? – pytał Sikorski, nawiązując do informacji, że Rosja zwróciła się do Stanów Zjednoczonych z prośbą o zagwarantowanie przez stronę ukraińską wstrzymania nalotów dronowych na Moskwę w dzień parady.

Sybiha dodawał, że jeszcze kilka lat temu część państw naciskała na kapitulację Kijowa.

Obaj ministrowie podkreślali jednak, że wojna na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny surowców energetycznych częściowo poprawiają sytuację Rosji. Wzrost cen następuje jednak w momencie, gdy rosyjski wzrost gospodarczy praktycznie ustał, a sankcje zaczęły być wyraźnie odczuwalne.

– Wzrost cen energii stanowi potencjalną korzyść dla Putina. Mówię „potencjalną”, ponieważ ceny są wprawdzie wysokie, ale trzeba jeszcze dostarczyć produkty na rynek. A w tym zakresie Putin ma trudności – mówił Sikorski.

Dodawał również, że konflikt na Bliskim Wschodzie odciąga uwagę Stanów Zjednoczonych od Ukrainy i wpływa na amerykańskie zapasy amunicji.

Jednym z głównych tematów dyskusji było ryzyko dalszej eskalacji wojny przez Rosję. Premier Donald Tusk mówił w niedawnym wywiadzie dla „Financial Times”, że Rosja może chcieć zaatakować któreś z państw NATO nawet w ciągu kilku następnych miesięcy. Zdaniem Sikorskiego Moskwa nie ma zasobów militarnych na taką eskalację, choć nie oznacza to, że Putin nie zdecyduje się na działania prowokacyjne.

– Putin, gdyby mógł eskalować, eskalowałby. Ale traci więcej żołnierzy, niż jest w stanie rekrutować. Przegrał bitwę o Morze Czarne. Rosyjskie lotnictwo nie kontroluje ukraińskiego nieba, a gospodarka zaczyna odczuwać skutki wojny – wyliczał Sikorski.

Szef MSZ ostrzegał jednocześnie, że słabnąca pozycja Rosji może czynić Putina bardziej niebezpiecznym.

– Wydaje się, że Putin jest coraz bardziej zdesperowany. Może więc zdecydować się na jakąś prowokację, która w jego przekonaniu mogłaby doprowadzić do załamania solidarności Zachodu – mówił.

Sikorski podkreślał też, że elity Kremla błędnie interpretują mechanizmy działania demokracji.

– Ponieważ czasem jesteśmy podzieleni, trudno nam się zgrać, toczymy ożywione debaty, oni myślą, że wystarczy jeden impuls, by nasza jedność się rozpadła. A tymczasem poziom wsparcia dla Ukrainy ze strony Europy i Stanów Zjednoczonych jest dziś znacznie większy, niż wielu się spodziewało – mówił.

Odrzucał również argument, że Zachód powinien ograniczać pomoc wojskową dla Ukrainy ze strachu przed reakcją Kremla.

– Mam nadzieję, że nie wracamy do tej absurdalnej dyskusji z początku wojny: „jeśli damy Ukrainie czołgi, Putin eskaluje”, „jeśli damy samoloty, Putin eskaluje”. Czy naprawdę wierzymy, że jest coś, czego Putin nie zrobiłby, żeby wygrać? – pytał Sikorski.

Jego zdaniem Rosja słabnie nie z powodu braku politycznej woli, lecz ograniczonych możliwości militarnych i gospodarczych. Wraz z odblokowaniem pomocy dla Ukrainy Putin musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest w stanie prowadzić tę wojnę jeszcze przez kolejne dwa lata.

Ukraiński minister spraw zagranicznych przekonywał z kolei, że doświadczenia ostatnich lat pokazują, iż Rosja wykorzystuje groźby nuklearne głównie jako instrument presji psychologicznej.

– Wszystkie te publiczne groźby dotyczące użycia broni atomowej czy „Oresznika” już przerabialiśmy. Teraz jest czas na zdecydowane działania, które zakończą tę wojnę – mówił.

Zarówno Sikorski, jak i Sybiha podkreślali, wbrew ostatnim doniesieniom medialnym, że sprzedaż sprzętu wojskowego dla Ukrainy przez Stany Zjednoczone za środki Unii Europejskiej w ramach inicjatywy PURL nie ustała.

Już pod koniec kwietnia, a następnie na początku maja, pojawiły się w amerykańskich mediach informacje, że Biały Dom poinformował europejskich sojuszników o możliwych opóźnieniach w dostawach sprzętu wojskowego zarówno dla Europy, jak i Ukrainy. Powodem ma być wojna na Bliskim Wschodzie i związane z nią zapotrzebowanie amerykańskiej armii.

– Na razie do niczego takiego nie doszło. Dostawy broni z USA dla Ukrainy, za które w większości płaci Europa, są nadal realizowane. Wiemy o tym, ponieważ 95 procent tych dostaw trafia na Ukrainę przez Polskę. Także dane satelitarne są dostarczane przez Stany Zjednoczone i odgrywają istotną rolę w przebiegu wojny – mówił Sikorski.

Potwierdził to także Andrij Sybiha. – Nie ma przerw w dostawach broni z USA – powiedział.

Pytany o rolę Stanów Zjednoczonych w procesie pokojowym, Sybiha stwierdził, że bez ich udziału zakończenie wojny będzie niemożliwe.

– Potrzebujemy ich zaangażowania, wpływu i nacisków na Rosję – mówił.

Ukraiński minister wielokrotnie podkreślał, że Ukraina chce pokoju na sprawiedliwych i trwałych zasadach.

– Dla nas zakończenie wojny nie jest sloganem. Jeden dzień wojny kosztuje Ukrainę około 450 milionów dolarów. Płacimy za tę wojnę najwyższą cenę. Atramentem, którym dziś pisana jest historia Europy, jest krew ukraińskich żołnierzy – mówił.

Pytany o warunki przyszłego pokoju Sybiha nie pozostawiał pola do kompromisów w kwestii integralności terytorialnej Ukrainy.

– Ukraina nigdy nie zaakceptuje żadnej formuły pokoju kosztem naszej suwerenności i integralności terytorialnej – podkreślał.

Według niego punktem wyjścia do zakończenia wojny powinno być trwałe zawieszenie broni, które otworzyłoby drogę do szerszych negocjacji pokojowych. Żądania Putina określił jako nierealne.

– Putin nie zmienił swoich żądań. Dziś chce od nas nie tylko wycofania wojsk, ale także rosyjskiej jurysdykcji nad okupowanymi terenami, rosyjskiej waluty, rosyjskiej flagi i rosyjskiego prawa. To jest dla nas nie do zaakceptowania – mówił.

Sikorski oceniał natomiast, że prawdziwe zakończenie wojny będzie możliwe dopiero wtedy, gdy rosyjskie elity pogodzą się z porażką projektu odbudowy imperium.

– Wojna naprawdę skończy się dopiero wtedy, gdy Rosja uzna, że odbudowa imperium jest niemożliwa. Dopiero z postimperialną Rosją będzie można normalizować relacje – mówił.

Podkreślał również, że Ukrainy nie można zmusić do kapitulacji, zwłaszcza przy obecnym wsparciu finansowym i politycznym Europy.

Nie wprost odniósł się też do polityki Stanów Zjednoczonych.

– Myślę, że Putin nie jest jedynym światowym przywódcą, który doświadczył tego, że łatwo jest rozpocząć wojnę, ale nie tak łatwo ją zakończyć, bo przeciwnik ma w tej sprawie coś do powiedzenia – mówił.

Jego zdaniem w Waszyngtonie dojrzewa dziś świadomość, że wojny nie da się zakończyć ponad głowami Ukraińców i bez udziału Europy.

Duża część dyskusji dotyczyła zmian w europejskim myśleniu o bezpieczeństwie i obronności. Sikorski przyznał, że nastąpiło odwrócenie paradygmatu – to NATO i europejskie armie uczą się dziś od Ukrainy.

– Jeszcze rok czy dwa lata temu wydawało nam się, że to my szkolimy Ukraińców. Dziś to my musimy uczyć się od nich, bo oni znają nowoczesne oblicze wojny – mówił.

Szef polskiego MSZ wskazywał, że wojna dronów całkowicie zmienia charakter pola walki. Przy obecnych możliwościach rozpoznania praktycznie niemożliwe staje się osiągnięcie taktycznego zaskoczenia, ponieważ obie strony widzą ruchy przeciwnika nawet kilkadziesiąt kilometrów w głąb frontu.

Zdaniem Sikorskiego armie europejskie powinny przede wszystkim uczyć się od Ukrainy dostosowywania środków obrony do środków ataku.

– Bitwy wygrywa się dzięki sztuce operacyjnej, ale wojny wygrywa się dzięki ekonomicznej zdolności do podtrzymywania tych wysiłków. Dlatego zdolność Ukrainy do przeciwstawiania się rosyjskim rakietom i samolotom za pomocą niedrogiej broni ma ogromne znaczenie – mówił.

Sybiha dodawał, że ukraińskie doświadczenia już wpływają na sposób myślenia państw NATO o rozbudowie obronności. Wspominał o szkoleniu zagranicznych armii przez ukraińskich instruktorów i o zainteresowaniu europejskich partnerów wspólną produkcją dronów.

– Ukraina jest gotowa współprodukować drony z państwami UE i pomagać chronić europejską przestrzeń powietrzną dzięki naszym technologiom – deklarował.

Podkreślał również, że Ukraina przestała być wyłącznie odbiorcą wsparcia w dziedzinie bezpieczeństwa, a staje się jego eksporterem.

– Staliśmy się partnerem bezpieczeństwa – mówił.

Jednocześnie obaj ministrowie zaznaczali, że Europa musi zwiększyć własne zdolności produkcyjne. Sikorski mówił o konieczności dalszego podnoszenia wydatków na obronność i rozbudowy przemysłu zbrojeniowego, również we współpracy z amerykańskimi firmami.

– Nie jestem zadowolony z tempa, w jakim wyciągamy wnioski z tej wojny – mówił. Przypominał, że w Bydgoszczy działa centrum JTEC, gdzie ukraińscy oficerowie analizują doświadczenia frontowe wspólnie z NATO.

Zdaniem szefa polskiego MSZ Zachód musi szybciej przekładać doświadczenia Ukrainy na realne decyzje dotyczące produkcji uzbrojenia, reorganizacji armii i rozwoju nowych technologii.

– Między zobaczeniem czegoś na froncie a zamówieniem tego przez rządy, budową fabryk i wyposażeniem armii mija zbyt dużo czasu. Ten proces trzeba skrócić – mówił Sikorski.

Na zdjęciu Paulina PacułaPaulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Copyright © 2016 – 2026. Made with love by OKO.press team. All Rights Reserved.