Rzadko udziela wywiadów, ale dla redakcji Radia Wrocław zrobił wyjątek. Z Szymonem Marciniakiem rozmawiamy przy okazji rozpoczynających się w czerwcu Mistrzostw Świata w Ameryce Północnej, które będą jego trzecim mundialem. Robertowi Skrzyńskiemu opowiedział o swoich doświadczeniach w sędziowaniu najważniejszych meczów światowej piłki i o trudnej walce o powrót do zdrowia przed wielkim piłkarskim świętem.

Robert Skrzyński: Nie miałem nigdy okazji rozmawiać z człowiekiem, który wyjeżdża na trzeci mundial w roli sędziego piłkarskiego, a taką osobą jest Szymon Marciniak. Jakie to jest uczucie? Spotkaliśmy się w Rosji, potem sędziowałeś finał w Katarze. Taki trzeci mundial, niektórzy mówią wieńczący karierę. Czym jest dla ciebie?

Szymon Marciniak: Każdy mundial był rzeczywiście inny. Ten pierwszy, byłem też najmłodszy, najmniej doświadczony, też emocjonalnie, co na pewno nie pomagało młodemu, bardzo ambitnemu sędziemu. Znamy się wiele lat, wiesz, że czasami ta obsesja na punkcie doskonałości, mimo takiej wiedzy, że sędzia nigdy nie będzie doskonały, zawsze się zdarzają jakieś pomyłki, jakieś błędy, może niedociągnięcia. Pierwsze mistrzostwa były, mimo że jechałem z takimi oczekiwaniami, po prostu lekcją, żeby zobaczyć jak wyglądają mistrzostwa, jak wygląda atmosfera. Nawet pamiętam naszą fajną rozmowę z Pierluigim Colliną po mistrzostwach, kiedy widział, że nie jestem zadowolony, mówił: Simon, co ty myślałeś, że przyjechałeś jako młody chłopak na pierwsze mistrzostwa i co, i ja dam ci ćwierćfinał albo półfinał. Przyjechałeś się pouczyć, zobaczyć, jak wygląda atmosfera, jak wyglądają mistrzostwa, jak to jest zupełnie inna impreza. I miał rację, to była fajna lekcja. No potem Katar, no to cóż mogę dodać.

Perfekcja.

Impreza życia, impreza marzeń, coś niesamowitego, coś co udało się udowodnić wszystkim, że niemożliwe nie istnieje. Tak naprawdę zwykły chłopak z Płocka, który miał nierealne marzenia, po prostu je spełnił ciężką pracą, doświadczeniami, gdzieś tam po drodze też. Pamiętam jak dwa lata wcześniej były Mistrzostwa Europy i tak byłem strasznie obrażony na wszystkich, na siebie, na świat, na Boga, że złapałem tę tachykardię po covidzie, że nie pojechałem na Euro, było to dla mnie coś niemożliwego. W najlepszym momencie, tak myślałem wtedy, swojej kariery, dlatego, że i fizycznie, i mentalnie, i doświadczenie powodowało, że wiedziałem, że coś dużego się stanie. Zdawałem sobie sprawę, że to będą ostatnie mistrzostwa dla Björna Kuipersa, więc finał był już na papierze przygotowany dla niego, ale wiedziałem, że gdzieś tam pewnie ćwiercfinały, półfinały to jak najbardziej wszystko realne. Może mecz otwarcia i tak dalej. To są takie myśli w głowie sędziego, który już jest doświadczony, ma już gdzieś tam swoją markę i nagle życie ci coś zabiera i tak nie mogłem się pogodzić z tym Euro. Dlatego to jest też takie troszkę przesłanie i message dla tych, którym czasami coś nie wychodzi. Dla tych, którzy mają może jakieś kontuzje, może jakieś dramaty. Czasami życie ma dla nas taką lekcję.

Tak mnie kiedyś naszła autorefleksja, że coś mi zabrało w 2021 po to, żeby w 2022 dać mi coś wspaniałego. Coś, czego żaden sędzia nie może powiedzieć, że jest coś większego jak finał Mistrzostw Świata. Do wszystkich tych, którym czasami się nie udaje: Nie przejmujcie się, głowa do góry. Zawsze po deszczu wychodzi słońce, zawsze po czymś gorszym, po gorszej chwili może być tylko lepiej. No i teraz kolejne mistrzostwa, które ciężko mi określić, bo one tak rodzą się w bólach. Od grudnia, 4 grudnia po operacji, cały czas ta rehabilitacja, mało sędziowałem też oczywiście. To była moja decyzja, żeby nie ryzykować za bardzo, ale już te ostatnie mecze gdzieś tam 1/8, 1/4, 1/2, na każde mecze już byłem wyznaczony Ligi Mistrzów, ale gdzieś tam cały czas był jakiś problem.

W Liverpoolu nawet Paweł Raczkowski musiał Cię zastąpić.

Tak, godnie. Paweł fajnie się zaprezentował, jest to świetny sędzia wiadomo i czasami to też chodzi o to, żeby dostać szansę. Paweł dostał ją, wykorzystał, także myślę, że to jest jak w zespole, jeden łapie kontuzję, a drugi wchodzi, dostaje szansę i ją wykorzystuje. Troszkę może za wcześnie wróciłem, paradoksalnie dla tych, którzy nie wiedzą, nie chodziło o nogę, po prostu taki pech. Tak się naskładało, ja już byłem w takich mocnych treningach, które pod kątem mistrzostw zacząłem trenować. No i spięło mi strasznie plecy w odcinku lędźwiowym, rzeczywiście dwie godziny przed meczem nie mogłem się ruszyć. Coś niesamowitego, pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, ale to było takie ostrzeżenie od organizmu, być może za wcześnie, być może jeszcze trzeba poczekać, więc czekaliśmy aż do teraz. Z jednej strony jadę jako taki sędzia spełniony, bardzo spełniony, trudno nie być spełnionym sędziując finał Ligi Mistrzów, finał Mistrzostw Świata, finał klubowych Mistrzostw Świata. Byłbym naprawdę nieuczciwy i samolubny, jeżeli prosiłbym o coś więcej, bo tak naprawdę dostałem tak dużo od życia, że nie mam prawa prosić o więcej. Więc jadę troszeczkę bez takich oczekiwań, że będę się bił o finał, bo wiem, że to jest jakby niemożliwe. 

Z drugiej strony jestem teraz strasznie głodny sędziowania. Te pół roku dla sędziego co sezon miałem po sześćdziesiąt, sześćdziesiąt parę meczów: mecze playoffowe, ćwierćfinały, półfinały, rok w rok i byłem do tego przyzwyczajony i teraz niestety zdrowie troszeczkę wzięło górę. Chłodna głowa, na pewno jadę dużo bardziej wypoczęty, jak wszyscy moi inni koledzy, no bo jednak sędziowali cały czas. Bardzo doświadczony sędzia, który może jechać na każde zawody, więc jestem myślę, że wygodnym żołnierzem dla Colliny i Massimo Bussachi, którzy mogą mnie wyznaczyć na każde zawody, niczym nie ryzykując tak naprawdę, bo wiadomo, że nie mogę dostać drugiego finału.

Znając też mnie i moje ambitne podejście, ale też pewnie troszkę wykorzystując ten kredyt zaufania, który mam od piłkarzy, trenerów, ale także kibiców wielu kadr narodowych czy klubowych, to pewnie te mecze czasami mi się łatwiej prowadzi, bo to zaufanie od piłkarzy jest ogromne, więc nie nastawiam się na nic. Jadę cieszyć się każdym meczem, bo po tak długiej przerwie, po tej rehabilitacji, gdzie już troszeczkę zacząłem być niecierpliwy i troszeczkę zacząłem się obawiać, to jadę cieszyć się tym mundialem. Oczywiście, troszkę zepsuło to, że nie będziemy mogli jeździć, kibicować naszej reprezentacji. Po pierwsze jestem kibicem, patriotą i fajnie było, że na każdym turnieju od Euro 2016, Francja, Mistrzostwa Świata Rosja, potem znowu Katar, zawsze byłem ja i była reprezentacja, więc pomiędzy naszymi meczami jeździliśmy z moim zespołem na trybuny, obgryzaliśmy paznokcie i kibicowaliśmy naszym chłopakom. Teraz zostaliśmy sami, także wiem to, bo rozmawiałem z trenerem Urbanem, że teraz kadrowicze i trenerzy będą kibicować nam. Mam nadzieję, że przyniesiemy naprawdę takie pozytywne myśli. Ludzie będą dumni z tego, co zaprezentujemy na boisku i mam taką nadzieję, że zostaniemy tak długo jak się da.

Tomasz Listkiewicz, Adam Kubsik, Tomasz Kwiatkowski jako sędzia VAR. Masz wypróbowany skład, wypróbowaną ekipę sędziowską.

Tak, absolutnie. Sprawdzeni w bojach, świetny zespół, świetni koledzy. Dobrze się z nimi czuję, przede wszystkim też dobrze się czuję na boisku, co jest jakby najważniejsze. Doświadczony, nic ich nie zaskoczy. Jedyne co będzie nowego, to rzeczywiście te ciężkie warunki atmosferyczne. Rok temu mieliśmy okazję i przyjemność posędziować w Stanach Zjednoczonych podczas Klubowych Mistrzostw Świata i muszę przyznać, warunki są bardzo ciężkie. Pamiętam, że podczas półfinału Paris Saint-Germain – Real Madryt było 36 stopni i 93 proc. wilgotności. Mówimy naprawdę o ekstremalnych warunkach pogodowych, więc będzie trzeba stawić temu czoła, ale myślę, że właśnie to nasze doświadczenie, też spokój, opanowanie, poprzednie turnieje, ale także też takie spełnienie sędziowskie spowoduje, że będzie spokój, bo nie wszyscy wiedzą, bycie na turnieju jest bardzo trudne. Czasami jest tak, że możesz mieć dwa, dwa i pół tygodnia między meczami. Niektórzy sobie myślą, kurczę, czy ja coś źle zrobiłem, nie mam tak długo meczu, ale tam już szefostwo rozkłada te puzzle, wiedzą, kto na kogo może trafić, więc oszczędzają pewnych sędziów pod konkretne mecze, które mogą się wydarzyć, ale mogą się nie wydarzyć, więc sędzia czeka znowu na kolejne jakieś trudne wyzwanie.

Pamiętam jak młodsi niedoświadczeni sędziowie pytali mnie w Katarze, czy ja coś złego zrobiłem, bo ja już nie sędziowałem drugi tydzień. My mamy tę przewagę, że też długo czekaliśmy, bo tak naprawdę do ostatniej rundy fazy grupowej był ten Francja-Dania i po tym meczu czekaliśmy na trzecią rundę i nie dostaliśmy meczu. Czy coś się wydarzyło, ale mówię nie no spokojnie, teraz tak naprawdę prawdziwy turniej zaczyna się zaraz od tych play-offów 1/16 i tak dalej i potem już poszło, więc myślę, że też ten flow, który mamy w zespole, ta przyjaźń, też żarty wtedy, kiedy potrzeba, ale wtedy, kiedy potrzeba na treningach ciężka praca. Wiemy kiedy, bo są treningi, na których trzeba, koncentracja, praca z piłkarzami, wychodzimy, 12 minut pracy na boisku, oni nam kreują różne sytuacje, żeby nas złapać na jakimś błędzie i my wtedy, to jest nasz czas na mistrzostwach, wiedzą, że wtedy nie ma żartów. Ja to się przemieniam w diabła na tych 12 minutach, ale potem znowu kończymy, mamy dalej trening odnowy i tak dalej, czekanie na meczach, także to jest takie fajne, troszkę podniecające nawet, ta adrenalinka, czekasz, rozpisujesz sobie, który mecz na papierze jest trudny. Mówisz: kurczę, panowie, co uważacie, co dostaniemy, no myślę, że to i to, także to jest też taka fajna zabawa, która też pokazuje, że znamy się już na tej robocie, bo wiemy, co możemy dostać. A po drugie to odliczanie czasu jest niesamowicie, tak jak powiedziałem, przepełnione adrenaliną, niecierpliwością troszeczkę, ale doświadczenie pomaga.

Mało cię ostatnio w mediach. Taka cisza medialna doświadczonego arbitra, spełnionego arbitra, to jest czymś bardzo świadomym przed takim turniejem? Celowo nie udzielasz wywiadów. Przy okazji bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Tak, zdecydowanie. Zresztą wiesz, bo jesteśmy w kontakcie co jakiś czas i też absolutnie szanuję to, że ty Szanowałaś moją decyzję przez długi okres. Jestem dojrzałym mężczyzną, ojcem, mężem, sędzią. Wiem co jest dobre, co służy w danym momencie, a co nie. Wyciągam troszeczkę nauczkę z lekcji, którą dostałem w 2018. To był niesamowity dla mnie rok, sędziowałem fantastyczne mecze, wielkie mecze w Lidze Mistrzów i pamiętam, że tuż przed Mistrzostwami Świata, kiedy byliśmy w Arłamowie, media strasznie mnie podpuszczały, że jak mam tak udany sezon, to pewnie posędziuję jakąś 1/8, może 1/4 finału Mistrzostw Świata.

Ja, niestety, jako młody chłopak połknąłem ten haczyk, zacząłem opowiadać głupoty w mediach: tak, tak, jadę po ćwierćfinał, być może nawet coś więcej. Stało się tak, że wróciłem po dwóch meczach z podkulonym ogonem i z taką lekcją troszkę od życia, żeby chodzić po ziemi, a nie bujać w obłokach. I to była dobra lekcja, dobra nauczka. Turniej rządzi się swoimi prawami, on jest tylko raz na 4 lata. Nie ma większej imprezy na świecie jak Mistrzostwa Świata. Wiemy to dobrze, jaką to generuje publiczność, emocje, presję, oczekiwania czasami całych rządów. Wiemy, co potrafili mówić prezydenci, premierzy różnych krajów. Dlatego ta cisza i spokój jest potrzebna. Im ja jestem spokojniejszy i nie opowiadam głupot, tym mój zespół też jest spokojniejszy. I w spokoju możemy się do tych mistrzostw przygotować, jechać tam.

Nawet pamiętam, że rok temu już ja byłem sędzią w pierwszym finale mistrzostw świata, więc sędzią, z którym każdy chciał porozmawiać. A mimo wszystko przed klubowymi mistrzostwami, gdzie były też duże oczekiwania wobec mnie, bardzo FIFA zależało, żeby ten turniej dobrze poszedł. Ja wiedziałem, że skończę gdzieś wysoko, no skończyliśmy w półfinale. To też Pierluigi mnie odłączył, mówi nie, nie, nie będziesz dawał żadnych wywiadów. Do strefy kibica, do strefy mediów idą ci, ci, ci. Simon odpoczywasz, koncentrujesz się i tak dalej. Także ja już jestem bliżej końca swojej kariery. Myślę, że staje się troszeczkę mądrzejszy, bardziej doświadczony, dojrzalszy. Nie zawsze ten wywiad jest sędziemu potrzebny. Można coś palnąć głupiego, troszeczkę nieprzemyślanego, co potem może być wyciągane. Patrz, ja Rosja 2018.

Dlatego teraz, tak jak mówię, częściej, nawet dzisiaj, byłem z dzieciaczkami, dzieciaczki niepełnosprawne, które grały tutaj. Fantastyczna zabawa, daje więcej frajdy. Posędziować tam, gdzie ta piłka jest najczystsza. Nikt nie gra na czas, nikt nie oszukuje, nikt nie kombinuje. Po prostu te dzieciaki grają w piłkę. Jak płaczą ze szczęścia, to dlatego, że naprawdę wygrali. Jak płaczą ze smutku, to dlatego, że byli blisko zwycięstwa. Także wolę się skoncentrować na tym, odliczać dni. Już pomalutku zacząłem się pakować i wiem, co mi jest potrzebne. No bo lada dzień wsiadamy do samolotu i odfruwamy.

No to jak nie może być drugiego finału, bo takie są niepisane, ale jednak z zasady to chyba meczu otwarcia ci życzę i obiecuję, że nasi słuchacze na pewno będą za Ciebie i całą ekipę trzymać kciuki. Bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo. Tak jak powiedziałem, ja nie będę robił sobie jakichś takich oczekiwań ani niepotrzebnej presji. Co dadzą, biorę z otwartymi rękami i będziemy na pewno się bawić, tak jak powiedziałem. Dziękuję, bo to już kibice dzisiaj naprawdę to są setki, czasami tysiące bardzo miłych wiadomości na sociale. Wiem, że trzymają kciuki, wiem, że życzą powodzenia, także trzymajcie się ciepło, tam będzie bardzo gorąco. A ja tak, jak powiedziałem mam nadzieję, że będę mógł sprawić, żebyście byli dumni z naszego polskiego zespołu. Pozdrawiam serdecznie wszystkich i do usłyszenia, do zobaczenia.

Posłuchaj całej rozmowy z Szymonem Marciniakiem: