W środowy wieczór parlamentarzyści PiS spotkają się na wyjazdowym posiedzeniu klubu. Część polityków tej partii twierdzi, że prezes Kaczyński wykorzysta to zebranie, by podsumować dotychczasowy przebieg kampanii Przemysława Czarnka. Minęły już dwa miesiące, odkąd były minister edukacji został namaszczony na kandydata na premiera przyszłego rządu PiS. To odpowiedni moment — słyszymy w PiS — na powiedzenie, co działa, a co nie.

Inni nasi rozmówcy twierdzą, że prezes podczas klubu będzie wzywał do wpłat, tych którzy zalegają z partyjnymi składkami. Wstęp do tego Jarosław Kaczyński zrobił już podczas wtorkowej konferencji prasowej. Przekazał, że w partyjnej kasie brakuje już 46 mln zł i znów apelował do sympatyków o darowizny.

— Na klubie będzie pewnie o tym, że znów strasznie i o wszystko się między sobą żremy. Prezes będzie groził i apelował, ale to nie jest do uratowania — twierdzi kolejny z polityków PiS.

Poza sporami o ucieczkę Zbigniewa Ziobry do USA czy kłótniami o kryptowaluty odbiło się to, co wydarzyło się na ostatnim zebraniu tzw. sztabu Czarnka.

„Zapowiedział, że będzie pisał sanację”

— Łukasz Schreiber zaatakował kampanię Czarnka i zapowiedział, że będzie pisał sanację tego programu — nie kryje rozbawienia jeden z naszych rozmówców znający kulisy sztabu.

Do grupy wspierającej kampanię Czarnka, czy też zespołu doradczego należy już kilkunastu posłów PiS. Wszystko odbywa się za zgodą i z błogosławieństwem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Czarnka wspierają przede wszystkim pozostali maślarze: Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki oraz Jacek Sasin. W sztabie jest też Piotr Milowański, sekretarz generalny PiS, a także rzecznik i wicerzecznik partii: Rafał Bochenek i Mateusz Kurzajewski. Do zespołu dołączył też Sławomir Cenckiewicz — stało się to tuż po rezygnacji z funkcji szefa BBN-u. Są także byli sztabowcy kampanii Karola Nawrockiego: posłowie Andrzej Śliwka oraz Jan Kanthak.

Swoich ludzi — słyszymy w PiS — do sztabu delegował także Mateusz Morawiecki. Były premier oficjalnie zarzeka się, że sercem i płucami wspiera kandydata PiS na premiera, ale jego działania w partii odbierane są jako sabotaż kampanii Czarnka. Morawiecki do pomocy wysłał dwóch swoich harcerzy: Janusza Cieszyńskiego oraz Łukasza Schreibera.

Sztab zebrał się w ubiegły czwartek i szybko — słyszymy w PiS — zamienił się w kolejny pokaz walki frakcji. Głównym bohaterem spotkania miał zostać poseł Łukasz Schreiber, który zaatakował sposób prowadzenia kampanii Czarnka. Jak słyszymy, uznał, że do takiej pracy są potrzebne osoby młode i niczym nieobciążone. I zaproponował, że sam napisze program, który tę kampanię uzdrowi.

„To już jakieś kuriozum”

— Rozbroił wszystkich tą propozycją — słyszymy w PiS. — Kto jak kto, ale Łukasz Schreiber, który zgłasza się na spin doktora, żeby poprawić wizerunek kampanii to już jakieś kuriozum — mówi nam jeden z polityków PiS.

— Łukasz nie uchodzi w partii za wzór konserwatywnych cnót — komentuje powściągliwie inny jego kolega z poselskich ław.

Za rządów PiS Łukasz Schreiber pełnił funkcję ministra-członka rady ministrów w drugim gabinecie Mateusza Morawieckiego. Dziś jest szefem struktur partii w okręgu bydgoskim. Ale głośniej niż o jego politycznych dokonaniach w ostatnich latach bywało za sprawą jego życiowych perypetii. Tabloidy rozpisywały się szeroko najpierw o jego związku z żoną Marianną, później o ich głośnym rozstaniu, a następnie o partnerach byłej żony i jego nowym małżeństwie.

„Poszli do sztabu Czarnka trochę na przeszpiegi”

— Schreiber i Cieszyński poszli do sztabu Czarnka trochę na przeszpiegi, trochę, żeby rozwalać pracę reszty, której zależy na tym, by kampania szła dobrze. Na razie widać, że Schreiber rozbraja sam sztab — racząc żartować — słyszymy od kolejnego rozmówcy z PiS.

Jednak od polityków, którym bliżej do Mateusza Morawieckiego, słyszymy, że ratowanie kampanii jest potrzebne. Skarżą się, że sondaże, zamiast rosnąć, uparcie stoją w miejscu, a pozyskiwanie — jak zapowiadał to Czarnek — wyborców od konkurentów z prawicy na nic się nie zdaje.

— Pewna refleksja jest potrzebna. Dostajemy po nosie za rzekome rozbijanie PiS-u, bo próbujemy poprzez stowarzyszenia pozyskiwać wyborców z centrum, a widać, że strategia tego „drugiego płuca” wcale nie jest lepsza — mówi jeden z harcerzy Mateusza Morawieckiego.

Kije w szprychach kampanii Czarnka

Z tym że kampania nie idzie tak, jak powinna, o dziwo zgadza się także część maślarzy. Ale twierdzą przy tym, że „kij w szprychy” wkłada im jak nie Morawiecki to Ziobro. Ucieczka byłego ministra sprawiedliwości na Węgry a ostatnio do USA jest wizerunkowym problemem dla PiS. Politycy tej partii, z wyjątkiem ziobrystów śmiejących się wszystkim w twarz, unikają komentowania zachowania jednego z wiceprezesów partii. Ziobro, który niegdyś twierdził, że w naszym kraju „nie ma świętych krów” postawił się ponad wymiarem sprawiedliwości, którym niedawno kierował. PiS-owi trudno wytłumaczyć się z tej strategii. Niektórzy, jak były premier, nawet nie próbują.

— Nie ułatwia nam to działań, jesteśmy w bardzo trudnym położeniu, ponieważ widzę nastrój w internecie — tak skomentował wyjazd Zbigniewa Ziobry do USA Mateusz Morawiecki. Były premier zaznaczył jednak, że „to są indywidualne decyzje pana ministra”.

PiS podzielony jest także w sprawie kryptowalut. Na osobiste życzenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego powstał projekt ustawy, który zakazuje obrotu kryptowalutami w Polsce. W sprawę było zaangażowane wąskie grono polityków, stąd pomysł wywołał wewnątrz partii konsternację. Zwłaszcza że wcześniej PiS popierał bardziej liberalne pomysły uregulowania rynku kryptowalut zaproponowane przez prezydenta Nawrockiego.

— Mieliśmy być jak dwa płuca, a jesteśmy jak dwie nogi, jedna idzie w prawo, druga w lewo, aż zrobimy szpagat i się to wszystko rozleci — nie kryje irytacji jeden z posłów PiS opisujący sytuację wewnątrz ugrupowania.

„Tusk może otwierać szampana”

Sytuacja ta jest bardzo napięta, choć jeszcze niedawno wydawało się, że prezesowi udało się uspokoić nastroje. Jarosław Kaczyński podczas rozmów najpierw z Mateuszem Morawieckim u Adama Bielana, a potem z byłym premierem i Przemysławem Czarnkiem starał się ustabilizować kurs łodzi pod banderą PiS. Wewnątrz partii słyszymy jednak, że frakcja harcerzy wciąż gra na przesilenie, a maślarze nie pozostają jej dłużni.

— Prezes ma swoją cierpliwość. Nagiął się, żeby pozwolić Morawieckiemu robić swoje, ale jemu i jego obozowi ciągle mało. Wkrótce prezes może powiedzieć: granica została przekroczona — mówi nasz rozmówca z PiS.

— I wtedy? — dopytujemy.

— Rozpadamy się. Tusk może otwierać szampana — kwituje polityk PiS.

Jednym z impulsów do rozpadu może być zaciąg członków do stowarzyszenia stworzonego przez Mateusza Morawieckiego. Prezes pozwolił im działać w ramach partii, a nieprzychylni pomysłowi maślarze mówili, że projekt został „zawieszony”. Stowarzyszenie — słyszymy od harcerzy — jest w trakcie rejestracji. — Kiedy tylko ten proces zostanie zakończony, rozpocznie się przyjmowanie członków — mówi bliski współpracownik Morawieckiego.