Czy klasyczne dzieła mogą dziś angażować publiczność, która funkcjonuje w czasach rozproszonej uwagi, uproszczonych narracji i krótkich, efemerycznych form? To było pytanie, które postawili sobie Marek Kondrat, Radosław Drabik, Maciej Kawalski oraz Łukasz Poniński, uczestnicy panelu „Wielkie historie z Polski: między lokalnością a uniwersalnością” na tegorocznej edycji Impactu. Odpowiedź uczestników była krótka: tak.

Najlepszym tego przykładem jest „Lalka”. Jak zauważyła prowadząca go Ewelina Witenberg z TVN24, kultowa powieść Bolesława Prusa zyskała już ogromny rozgłos na świecie — została przetłumaczona na ponad 40 języków i trafiła do widzów na różnych kontynentach. Wkrótce pojawi się jednak w odsłonie, jakiej jeszcze nie było.

— Nowe technologie pozwoliły stworzyć ujęcia, których inaczej być może nie bylibyśmy w stanie stworzyć. Oglądając Wokulskiego na Syberii, praktycznie można poczuć chłód bijący z ekranu, równie wiarygodny efekt dają ujęcia z lotu balonem czy Paryża. Normalnie stracilibyśmy na to mnóstwo czasu i pieniędzy. W studiu Extended Reality (XR) trwało to kilka godzin — mówi Maciej Kawalski, reżyser i współscenarzysta „Lalki”.

Zgadza się z tym również Łukasz Poniński, koproducent filmu. Oraz Marek Kondrat, który dla roli Ignacego Rzeckiego wrócił specjalnie po 15 latach przerwy w aktorstwie. Podejście do kręcenia produkcji filmowych i ich realizacja zmieniały się na jego oczach.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

— W pierwszym filmie, w którym zagrałem, w 1961 r., światła rozrzarzały się godzinami. Dziś wystarczą sekundy. Operatorzy nie komunikują się na głos, rozpraszając aktorów, nie kręci się już na kosztownych taśmach — zauważa. Technologia poszła do przodu, ale nie zmienia się rola samego wykonawcy. Nadal jest na scenie dla widza — dodaje.

Dlaczego potrzebna jest kolejna adaptacja „Lalki”? Ponieważ, zdaniem Radosława Drabika, producenta filmu z Gigant Films, potrzebują jej sami widzowie. — To było moje marzenie po czasie pandemii COVID-19. Chciałem dać im impuls do tego, by wyszli z domów i wrócili do wspólnego przeżywania kultury, do czegoś, na czym się wychowaliśmy. To bardzo socjalizujące doświadczenie.

Sam utwór, zdaniem Kondrata, jest ponadczasowy i uniwersalny — i zdecydowanie wart szerszego rozgłosu, także poza granicami.

— Zrobiliśmy film, który jest piękny, opowiada o czymś ważnym. Podobnie odczują to widzowie — zapewnia.

Radosław Drabik przekonuje, że dzięki nowoczesnym rozwiązaniom film trafi do znacznie szerszego grona, niż mógłby, gdyby realizowany był tradycyjnymi metodami. — To bardzo polskie dzieło, ale jestem pewien, że widzowie poza granicami Polski też odczują emocje bliskie Polakom — zapewnia.

— Chcieliśmy stworzyć coś, co za 30 lat nadal będziecie mieli w głowach — dodaje Maciej Kawalski.

Niepublikowany wcześniej fragment filmu, wyświetlony przedpremierowo na tegorocznej edycji Impactu, pozwala stwierdzić, że na pewno będzie to produkcja dotąd niespotykana. Na resztę wniosków trzeba poczekać do 30 września.

Zobacz więcej relacji z Impact’26