„Żony nie dali, żonę wzięłam sobie sama” — czytamy na jednym z transparentów kwietniowego protestu przed kancelarią szefa rządu.
Queerowo potraktowany szlagier Krzysztofa Krawczyka jest obywatelskim głosem sprzeciwu wobec politycznej gry na przeczekanie.
Oto w listopadzie 2025 r. koalicja 15 października próbuje odsunąć od siebie odpowiedzialność za realizację europejskiego wyroku. Ten jasno nakazuje, że zawarte za granicą małżeństwo pozostaje nim także w Polsce, kraju Unii Europejskiej, której jesteśmy członkiem od 2004 r.
Moment to dla władzy wyjątkowo pechowy. Po przegranych wyborach prezydenckich, które miały być formalnością, a okazały się boleśnie oblanym sprawdzianem, trwają próby flirtowania z prawicowym elektoratem.
Zdjęcie ilustracyjneoneinchpunch / Shutterstock
Cichną obietnice społeczne z okresu kampanii w 2023 r.: realne uregulowanie wpływów Kościoła na państwo, przyznanie kobietom prawa do decydowania o własnych ciałach, obowiązkowe edukowanie młodych ludzi z wiedzy o seksualności jako podstawy indywidualnego bezpieczeństwa, a nie rzekomej „seksualizacji”.
W końcu w koszu ląduje również przygotowany we współpracy z organizacjami działającymi na rzecz społeczności LGBT+ projekt związków partnerskich. Do ich wprowadzenia premier wyrażał gotowość w 2011 r. 15 lat później nie potrafi powtórzyć nazwy „kompromisowej”, mocno okrojonej alternatywy — ustawy o statusie osoby najbliższej [nadal w pracach komisji nadzwyczajnej].
Kiedy Wojewódzkie Sądy Administracyjne i Naczelny Sąd Administracyjny uznają prawo kolejnych par jednopłciowych do transkrypcji aktów małżeństwa [orzekając: Polska jest zobowiązana do poszanowania prawa do życia prywatnego i rodzinnego par jednopłciowych, niezależnie od ich miejsca zamieszkania czy obywatelstwa], rząd, według nieoficjalnych doniesień, chce traktować te sprawy na zasadzie pojedynczych wyjątków, a nie trwałej zmiany urzędowej.
Teraz, po rzeczonych przeprosinach premiera, Ministerstwo Cyfryzacji — ustala OKO.press — proponuje stołecznym urzędnikom wpisywanie do aktów małżeństwa wyłącznie danych pierwszego małżonka. Dane drugiej osoby resort chce umieszczać w polu „adnotacje”, co, poza kontrowersyjną symboliką, stawia pod znakiem zapytania skuteczną identyfikację.
To samo ministerstwo przygotowało co prawda odpowiednią nowelizację rozporządzenia dotyczącą wzorów aktów stanu cywilnego, ale do jej wprowadzenia w życie brakuje zgody szefa MSWiA, Marcina Kierwińskiego.
Donald Tusk i Marcin KierwińskiTomasz Gzell / PAP
Dziś Krzysztof Gawkowski, minister cyfryzacji z Nowej Lewicy — jak piszą na łamach OKO.press Anton Ambroziak i Angelika Pitoń — ma sprzeciwiać się wpisywaniu danych drugiego mężczyzny do rubryki „kobieta”, uznając to za „uwłaczające”.
Partyjna koleżanka ministra Gawkowskiego, Katarzyna Kotula, eks-ministra ds. równości, aktualnie w roli pełnomocniczki rządu ds. równości, zapewnia o tymczasowości rozwiązania do czasu wprowadzenia kluczowego rozporządzenia.
Pytany o to przez Onet dr Kamil Stępniak, specjalista z zakresu prawa konstytucyjnego i wykładowca akademicki, wskazuje na naruszenie zasady równości:
Paradoksalnie ministerstwo dostrzegło problem godnościowy, nie chcąc wpisywać drugiego z małżonków niezgodnie z płcią. Jednakże nie podjęto refleksji, że umieszczając męża lub żonę w adnotacjach, można dopuścić się różnicowania sytuacji podmiotów znajdujących się w takiej samej sytuacji prawnej. Trzeba pamiętać, że równość wobec prawa musi być realizowana także podczas stosowania prawa, a nie tylko jego stanowienia.
Dr Stępniak podkreśla: — Państwo musi rozwiązać tę sprawę nie w sposób doraźny, lecz docelowy, z poszanowaniem praw człowieka. Potrzebujemy nowelizacji prawa, ustanowienia odpowiednich procedur, a także nowych wzorów aktów stanu cywilnego, nad którymi prace toczą się od początku roku. Dochodzimy do memicznej sytuacji, którą można opatrzyć podpisem: normalnie wypełnione akty stanu cywilnego są dla heteroseksualnych, dla homoseksualnych możemy zaproponować dopisek w polu „adnotacje”. Co być może byłoby zabawne, gdyby nie było nieludzkie.
Ze strony części społeczności LGBT+, po chwili optymizmu, słychać sprzeciw: nie jesteśmy adnotacją.
Zamiast formalnego porządku mamy widmo pogłębienia chaosu prawnego i ciąg dalszy dzielenia społeczeństwa na równych i równiejszych. Z rodzącym się retorycznie pytaniem: jak długo jeszcze?
Zdjęcie ilustracyjneM.Moira / Shutterstock
Tymczasem ignorowanie lub relatywizowanie wyroków sądów wiąże się z ogromnymi konsekwencjami. Nie chodzi jedynie o równe prawa albo ich brak, lecz o poszanowanie zasad praworządności, które niegdysiejszy przewodniczący Rady Europejskiej niesie na sztandarach.
Moment przeprosin Donalda Tuska wydaje się nieprzypadkowy. Z co najmniej dwóch powodów.
Po pierwsze premier chce najwyraźniej zatrzeć fatalne wrażenie po kontrowersyjnej refleksji z listopada 2025 r., kiedy po wyroku TSUE nakazującym Polsce kłopotliwą dla siebie transkrypcję stwierdził, że „nie jest tak, że UE może nam cokolwiek w tej kwestii narzucić”.
A przecież obecna koalicja oskarża prawicę o propagowanie antyunijnych nastrojów w szczególnie niestabilnych dla Europy i jej bezpieczeństwa czasach. Z kolei argument o praworządności jako fundamencie funkcjonowania demokratycznego państwa rząd wyciąga w kierunku ściganego listem gończym Zbigniewa Ziobry. Po drugie władza działa tak, jak dyktują jej sondaże. W tych najnowszych Lewica utrzymuje przewagę nad resztą pomniejszych koalicjantów — wewnętrznie skłóconą Polską 2050 i konserwatywnym PSL-em.
Dlatego do przeprosin premiera podchodzę z rezerwą i brakiem wiary w szlachetność tego gestu.
Nie widzę w tym szczerej próby zrozumienia rozgoryczonych ludzi — wiecznie skazywanych na łaskę państwa dorosłych obywatelek i obywateli, podatniczek i podatników, w tym też mnie.
Na razie wydaje mi się to jedynie powierzchownie i wyrywkowo definiującą pojęcie równości wykalkulowaną grą decydentów. Sugeruje ona wdzięczność za rozwiązania prawne przygotowane na politycznym kolanie oraz wprowadzane z nieskrywanym oporem.
W przemówieniu premiera padają słowa „godność” i „prawa człowieka”.
I na słowach ciągle się kończy.
***
Ministerstwo Cyfryzacji nie odpowiedziało na pytania Onetu dotyczące tego, jak konkretnie będą wyglądały polskie transkrypcje aktów małżeństwa dla par jednopłciowych.
Fundacja Basta na 17 maja, w Światowy Dzień Walki z Homofobią, zapowiada kolejny protest w tej sprawie.