W teorii powinniśmy zobaczyć dziś naprawdę ciekawy mecz Ekstraklasy. Górnik musiał wygrać, żeby zachować szanse na mistrzostwo, albo przynajmniej przybliżyć się do zajęcia 2. miejsca, które w tym sezonie daje kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Arka Gdynia musiała wygrać, jeżeli chciała zbliżyć się do utrzymania w Ekstraklasie. A jak było?
Zobacz wideo Marcin Komenda: „Uważam, że zrobiliśmy dobrą robotę”
Arka podejmowała Górnik. Tak wyglądał pierwszy środowy mecz Ekstraklasy
Było słabo, nawet bardzo słabo, ale zaczęło się całkiem nieźle. Na początku spotkania mocno atakowała Arka, ale gospodarze szybko wytracili ten impet. W kolejnych minutach atakował głównie Górnik, ale brakowało konkretów – najwięcej zagrożenia goście sprawiali po strzałach z dystansu, aktywny w ataku był też Maksym Chłań. Ostatecznie w pierwszej połowie zobaczyliśmy tylko jedno celne uderzenie, a remis 0:0 był wynikiem oddającym przebieg spotkania.
Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie. Znów to Arka ruszyła do ataku i od razu stworzyła sobie dobrą okazję do zdobycia bramki, ale Marcel Łubik dobrze interweniował po strzale Dawida Kocyły.
Niestety druga połowa wciąż była bardziej wyrobem piłkopodobnym, niż meczem piłkarskim. Na boisku nie działo się nic ciekawego. Cierpieli komentatorzy, kibice na stadionie i przed telewizorami, ale chyba również piłkarze.
W 81. minucie Górnik trafił po rzucie rożnym w poprzeczkę. Sędzia uznał w tej sytuacji, że Sondre Liseth faulował bramkarza, więc ewentualny gol i tak nie zostałby uznany.
W samej końcówce meczu skompromitował się Sebastian Kerk. Zawodnik gospodarzy dwa razy znalazł się w stuprocentowej sytuacji i obie zmarnował. Najpierw trafił w obrońcę, a następnie strzelił prosto w Marcela Łubika.
Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 0:0. Obu drużynom punkt nic nie daje. Górnik nie zostanie już mistrzem Polski, ale wciąż może zająć 2. miejsce w tabeli. Arka Gdynia traci trzy punkty do bezpiecznego miejsca w tabeli i jeżeli chce się utrzymać w lidze, to musi w poniedziałek wygrać z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza.