Aż do 13 maja musiała czekać Legia Warszawa na zapewnienie sobie ligowego bytu na przyszły sezon. O utrzymaniu „Wojskowych” w Ekstraklasie zadecydował bezbramkowy remis w meczu Arka Gdynia – Górnik Zabrze.
Na końcowym etapie rozgrywek stołeczna ekipa zazwyczaj walczy o najwyższe cele. W tym roku jest inaczej. Dopiero na niecałe dwa tygodnie przed finiszem w Warszawie odetchnęli z ulgą.
Legia zalicza rozczarowujący sezon. Do rundy wiosennej Ekstraklasy przystąpiła urzędując w strefie spadkowej. Marek Papszun obejmując zespół stanął więc od razu przed trudnym wyzwaniem podźwignięcia go z dna.
Teraz można powiedzieć, że ta sztuka mu się udała. Za jego kadencji „Wojskowi” tylko dwukrotnie schodzili z boiska pokonani i regularnie punktowali. Straty z pierwszej części kampanii sprawiły jednak, że na zapewnienie sobie ligowego bytu musieli długo czekać.
Popularne
13 maja sprawa się wyjaśniła. Arka Gdynia bezbramkowo zremisowała z Górnikiem Zabrze i straciła szansę na wyprzedzenie drużyny z Warszawy w tabeli na dwa spotkania przed końcem rozgrywek.
Legia ma na swoim koncie 43 punkty, podczas gdy drużyna z Trójmiasta zgromadziła ich 36. Najniżej notowaną ekipą, która może jeszcze dogonić piłkarzy Papszuna, jest 16. Lechia Gdańsk, z którą „Wojskowi” zagrają w niedzielę, ale nawet komplet oczek „Biało-Zielonych” nic nie zmieni.
Dorobek zespołu ze stolicy mogą wyrównać również zagrożone spadkiem Widzew Łódź lub Korona Kielce, które spotkają się w 33. kolejce, ale mają negatywny bilans bezpośrednich potyczek.
Były szkoleniowiec Rakowa Częstochowa może zatem wpisać pierwszy sukces w Warszawie do swojego CV. W nadchodzących rozgrywkach oczekiwania będą jednak większe.