Artur Gac, Interia: Czytałeś materiał w naszym portalu, dotyczący twojego położenia w kontekście oczekiwanego debiutu w seniorskiej reprezentacji Polski?
Fabian Urbański: Oczywiście. Widziałem, widziałem…
Chciałbyś już jeździć na kadrę, czy na tyle masz bliską relację z trenerami klubowymi, że bardziej ich zdania się słuchasz?
– Ja w stu procentach mam zaufanie do trenerów. Oczywiście oni podejmują ostatnią decyzję. Jeżeli ich decyzją jest, że lepiej teraz dla mnie, by zostać w klubie i trenować, to ja tak robię. Jak widać po wynikach, to później przekłada się w sukcesy. Jednocześnie na pewno w krótkim czasie będę chciał jeszcze w tym roku pojechać na międzynarodowe turnieje. Tego nie da się uniknąć, bo igrzyska są za moment. Jednak potrzebujemy czasu, by powoli do tego dążyć. Na razie się rozwijam, jak widać w jak najlepsze. Niemniej, jak mówię, niedługo na pewno pojedziemy na kadrę czy turniej międzynarodowy.
Czyli masz świadomość, że musi być taka naturalna kolej rzeczy, by trenerowi nie zniknąć z radarów? By w którymś momencie nie uznał, że skoro nie ma cię na kadrze, to musi stawiać na tych, którzy są dostępni.
– Oczywiście, ja z trenerami też jestem tego zdania. Tylko po prostu na razie jest też koniec szkoły, na której się skupiam. Trenuję dwa razy dziennie, więc nie mam w Szczecinie problemów z tym, że nie mogę się dobrze przygotować. Tutaj przygotowuję się najlepiej. Czekamy i niedługo pojedziemy na turniej.
Masz założoną konkretną perspektywę, kiedy miałbyś się na kadrze seniorów pojawić?
– Nie mam. Na razie plan jest taki, by pojechać na młodzieżowe mistrzostwa Polski. I to jest mój główny cel, do którego przygotowuję się w klubie. A później zobaczymy, co będzie. Usiądziemy, porozmawiamy na spokojnie. My też lubimy podejmować decyzje na chłodno, nic na gorąco. Więc po mistrzostwach Polski porozmawiamy, co później.
– Na pewno trenerzy wiedzą, że jest bardzo mało czasu do igrzysk olimpijskich, a trzeba się do nich przygotować jak najlepiej. Więc na razie pewnie bazujemy na zaufaniu i zostajemy u siebie, ale w niedługim czasie z pewnością ruszymy na kadrę. Ja dopiero co wszedłem w wiek seniora i wydaje mi się, że klubowi trenerzy chcą mnie jak najlepiej przygotować. Oni wiedzą, że najlepiej mnie do tego przygotują.
Rozmawiając z trenerem Patrykiem Tkaczykiem zrozumiałem, że między wami jest szczególna więź, wypracowana latami bliskiej współpracy. Dobrze to interpretuję?
– No tak. Widać to po sukcesach.
Ty w gronie opiekunów Skorpiona Szczecin czujesz się mega komfortowo?
– Zdecydowanie. Jestem tu od dziecka, przyprowadził mnie do tego klubu tata. Nawet niedawno znalazłem moją jedną z pierwszych walk. Oczywiście z trenerem Patrykiem w narożniku, który był ze mną na mistrzostwach Europy i świata.
Trener Tkaczyk wspominał, że jako 8-latka zaczął cię zabierać do Niemiec na Bundesligę, gdzie przy okazji meczów toczyłeś walki pokazowe. Tym samym, nim zmierzyłeś się z pierwszym Polakiem, miałeś na koncie 10 pojedynków międzynarodowych.
– Tak musiało być, ponieważ w tym wieku w Polsce nie można było boksować. Dopiero później to się zmieniło. Więc tak było, naboksowałem się tam na początku swojej kariery. Wiadomo, że dla takiego dziecka to trochę strach, więc jak stałem się młodzikiem, już byłem psychicznie bardziej nastawiony na to wszystko, z czym wiąże się boks.
Przypominasz sobie jedną, konkretną walkę, za dzieciaczka?
– Nie, ponieważ tego było dużo i tak naprawdę co chwilę. Niemniej na pewno mam z tym związane ogólne wspomnienia.
Ostatnio zrobiłeś furorę w Polskiej Lidze Boksu, wygrywając do jednej bramki z 26-letnim Ukraińcem Petro Lakockim. Dotąd postrachem kategorii 80 kg, niepokonanym w 15 walkach, który został praktycznie ośmieszony przez ciebie, czyli młodziana. Jak wiele dało ci to zwycięstwo?
– Gdybyśmy z trenerami nie byli pewni siebie i wygranej, to jeszcze pewnie nie wyszlibyśmy do takiej walki. Miałem w głowie, że Petro jest bardzo mocnym zawodnikiem i trzeba będzie bardzo uważać, ale trzeba zaryzykować i w końcu przekroczyć granicę. Tak samo jak wcześniej z Niemcem Walterem. Czułem, że po prostu jestem gotowy. I wiedziałem, że walka tak musi wyglądać, jeśli cały czas będę skupiony. Dlatego ruszyliśmy na to wyzwanie pewni siebie.
A co się dzieje w głowie tak młodego zawodnika, gdy już od kogoś takiego, jak Lakocki, odczujesz jeden czy dwa ciosy? Na szybko pojawia się myśl: „kurcze, to już waży, to nie są przelewki”?
– W samej walce o tym nie myślałem, ale gdy obejrzałem sobie ten pojedynek, to było widać fizyczność i dojrzałość seniorską po stronie rywala. Dlatego tym bardziej czuję, że już jestem gotowy. A co dopiero będzie za dwa lata… Nie mogę się doczekać!
Podoba ci się perspektywa trenera Dylaka, którą w rozmowie ze mną zarysował? On też podkreślił, że chciałby być bardzo ostrożny, żeby cię nie spalić i od razu nie wrzucić na zbyt wysokiego konia. A dopiero w kolejnym roku, gdy zaczną się kwalifikacje olimpijskie, naturalnie przyszłyby konfrontacje z najlepszymi.
– Ja też myślę, że dogadam się z trenerem Dylakiem. Zresztą już z nim rozmawiałem i wie, jak to wygląda. Porozumiemy się, tylko po prostu potrzebujemy trochę cierpliwości i czasu, a będą z tego złote góry.
Ciebie perspektywa wspólnej pracy z Damianem Durkaczem, mimo różnicy kategorii, ale z uwagi na podobny styl boksowania, też dodatkowo nakręca? Uważasz, że byłoby to dla ciebie korzystne?
– Na pewno. Damian Durkacz jest bardzo mocnym zawodnikiem, elitą seniorskiej kadry i światowej, bo zdobywa medale. Z pewnością nie mogę doczekać się, gdy zacznę też z nim trenować, ale wiadomo, że Damian jest trochę lżejszy, więc nie patrzę na niego jak na przeciwnika, tylko kolegę z kadry.
Mówimy tutaj o wspólnej pracy zadaniowej.
– Właśnie. Razem moglibyśmy sobie pomóc, by dążyć do najwyższych celów.
To na koniec jeszcze doprecyzuj te „złote góry”. Celem jest kwalifikacja na igrzyska w Los Angeles, a tam walka o każdy medal?
– O pełną pulę. Zawsze walczymy o wszystko, co najlepsze. Czyli oczywiście o złoty medal.
Życzę ci dalej tak harmonijnego rozwoju, obyś tylko w żadnym momencie jako ten nowy Andrzej Gołota, zauważony przez legendę polskiej wagi ciężkiej, nie „odleciał”. Bo jeśli taka pokusa cię pokona, będzie to pierwszy krok do sportowego piekła.
– Wiadomo. Już od kadeta ludzie z wielu stron mi powtarzają, żebym nie zachłysnął się wynikami. Spokojnie, my mamy cel i plan na siebie. Ja czuję, że to jest dopiero początek. I olimpiada też będzie dopiero początkiem wielkiej kariery. Na razie jesteśmy cierpliwi i robimy to, co do nas należy.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl

Fabian UrbańskiPolski Związek BokserskiPUSTE
Andrzej Gołota przed Suzuki Boxing Night 29. WIDEOINTERIA.TVINTERIA.TV
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
