Gdy tylko poznaliśmy plan gier, wszyscy kibice na Foro Italico mogli odliczać godziny do wielkiego hitu z udziałem Igi Świątek. Wydawało się niemal pewne, że jej rywalką będzie Jelena Rybakina, czyli bezsprzecznie najlepsza tenisistka pierwszych miesięcy 2026 r. Ale ci, którzy opuszczali rzymskie trybuny na koniec dnia, mogli tylko przecierać oczy ze zdumienia.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Tego wyniku WTA w Rzymie nie przewidział chyba nikt

Elina Switolina, pomimo poważnych kłopotów w pierwszym secie, wspięła się na wyżyny swoich umiejętności i pokazała, dlaczego należy do czołowej dziesiątki kobiecego tenisa. Pokonała Jelenę Rybakinę, choć w tym sezonie udawało się to tylko nielicznym zawodniczkom. I to właśnie Ukrainka zmierzy się z Polką w meczu o wielki finał turnieju WTA rangi 1000.

I nie ulega wątpliwości, że jest to dla Igi Świątek bardzo dobra wiadomość. Jelena Rybakina nie jest tą samą zawodniczką, która nie była w stanie zagrozić Polce podczas turnieju w Cincinnati w ubiegłym roku.

Dziś Rybakina to bezsprzecznie najlepsza tenisistka trwającego sezonu, liderka rankingu Race, która ma realne szanse, by zagrozić Arynie Sabalence i odebrać jej miano pierwszej rakiety świata. Możliwe, że uczyni to już w trakcie Rolanda Garrosa. Perspektywa gry z taką przeciwniczką to niełatwa przeprawa. Ale dziś wiemy już, że Świątek jej uniknie.

Nie będzie powtórki z Indian Wells. To inna Iga Świątek

Niezależnie od tego, że Elina Switolina potrafiła wykorzystać nerwy naszej reprezentantki podczas ostatniego Indian Wells, wciąż to nie ona będzie faworytką w rywalizacji z Igą Świątek w takiej formie, jak w spotkaniu z Jessicą Pegulą. Jeśli mistrzyni Wimbledonu powtórzy tę dyspozycję, może czuć się bardzo pewna siebie przed meczem o pierwszy finał w tym sezonie.

We wspomnianym meczu z Ukrainką w Kalifornii Świątek jakby nie była sobą. O powtórce raczej nie może być mowy, nie w turnieju, w trakcie którego Polka wygląda na korcie najlepiej od wielu miesięcy. I choć oczywiście nie można odbierać Elinie Switolinie szans na awans, to prawdopodobnie będzie to wymagało od niej wejścia na jeszcze wyższy poziom niż w spotkaniu z Rybakiną.

A stawka jest ogromna. Dziś trzeba powiedzieć to wprost: Iga Świątek jest największą faworytką do sięgnięcia po tytuł w Rzymie. Tutejsze korty zna jak własną kieszeń, wygrywała tu finały już trzykrotnie, ale duże znaczenie ma też fakt, że w drabince nie została już żadna z dwóch wyżej rozstawionych tenisistek. Obecnie to Polka musi poradzić sobie z największymi oczekiwaniami.

Ale przecież z tym zazwyczaj nie miała problemów. Efekty współpracy z Francisco Roigiem widać gołym okiem; potrafił on przekonać Igę Świątek do tego, czego nie potrafił jej wpoić Wim Fissette. Hiszpan chce, by jego podopieczna grała jak niegdyś Rafael Nadal, docierając do każdej piłki i zamęczając przeciwniczki długością wymian. Zalążki tej strategii było widać już w Stuttgarcie i Madrycie, a Rzym przynosi pierwszy imponujący rezultat.

Co najważniejsze: trzecia rakieta świata nie spieszy się podczas wymian, nie wykonuje nieprzemyślanych, nieprzygotowanych uderzeń, zadając zabójcze ciosy dopiero wtedy, kiedy jest w pełni pewna, że przyniosą oczekiwany rezultat. I dzięki temu już dziś czeka ją walka o wielki finał turnieju na Foro Italico.

Zadanie na pewno nie będzie łatwe. Ale patrząc na dyspozycję Polki z ostatnich trzech meczów, nazwanie jej faworytką do podniesienia pucharu w sobotnim finale jest w pełni uzasadnione.