Rodzinny wyjazd do Dominikany miał trwać tylko tydzień i zakończyć się powrotem do Pittsburgha, jednak szybko doszło do tragedii. Carolyn Russel kilka dni po przylocie nagle ciężko zachorowała i trafiła do szpitala w Punta Cana. Jak informuje „Daily Mail”, przyczyną mógł być nagły skok cukru w organizmie, który doprowadził do poważnego pogorszenia stanu zdrowia.

W szpitalu doszło do zatrzymania krążenia, a kobieta została podłączona do respiratora. Dwie krewne, Patricia Powell i Norma Bryant, pozostały przy niej na Dominikanie, podczas gdy reszta rodziny wróciła do USA.

Przez prawie dwa tygodnie szukały możliwości transportu medycznego do amerykańskiej placówki, jednak pojawiały się trudności, w tym brak odpowiedniego sprzętu i bariery językowe w szpitalu.

Bliscy relacjonują, że po konsultacjach z firmami medycznego transportu lotniczego oszacowano koszt na ok. 55 tys. dol., ponieważ kobieta nie miała ubezpieczenia zdrowotnego.

Rodzina uruchomiła zbiórkę w internecie, by pokryć wydatki związane najpierw z ewakuacją, a po śmierci – ze sprowadzeniem ciała do domu.

Powell opisała też pierwsze niepokojące symptomy. – Pojechaliśmy na wycieczkę, żeby zobaczyć małpki, a w drodze powrotnej zwymiotowała – relacjonowała WPXI. W kolejnych dniach stan Carolyn nie poprawiał się, a w szpitalu doszło do drugiego zatrzymania krążenia. Kobieta zmarła 12 maja we wtorek rano czasu lokalnego.

Po śmierci Carolyn Russel cel zbiórki pieniędzy został zmieniony na pokrycie kosztów repatriacji zwłok, czyli transportu ciała do kraju. Rodzina poinformowała na stronie zbiórki, że nadal potrzebuje wsparcia finansowego.

W rozmowie z WPXI rodzina mówiła też o ograniczonej pomocy ze strony amerykańskiej placówki konsularnej w Punta Cana, gdzie otrzymali głównie numery do firm zajmujących się transportem medycznym. Sprawa organizacji transportu ciała nadal nie jest w pełni wyjaśniona.