Kurs KGHM jest pod wpływem huraganu optymizmu. Spółka 13 maja pokazała wyniki za pierwszy kwartał, które solidnie przebiły rynkowy konsensus, udowadniając, że w krajowych kopalniach drzemie potężna operacyjna siła. To, co dzieje się jednak na samym wykresie, to już czysty kosmos. Od początku roku kurs wystrzelił o 33%, a jeśli spojrzymy na ostatnie dwanaście miesięcy, mówimy o rajdzie rzędu blisko 200%. To tempo, które potrafi zawrócić w głowie nawet najbardziej opanowanym graczom, szczególnie gdy fundamenty podkręca hossa na surowcach.

Przyznaję bez bicia – na ten moment KGHM w moim portfelu nie gości, choć od dłuższego czasu obserwuję go z taką samą mieszanką podziwu, co frustracji z powodu uciekającego pociągu. Miedź i srebro biją właśnie historyczne rekordy, co przy obecnej efektywności spółki tworzy niemal idealny scenariusz inwestycyjny. I tu pojawia się mój główny dylemat: czy to wciąż atrakcyjny moment na wejście w trend, który ma szansę na kontynuację, czy może na tę imprezę po prostu się spóźniłem? Zachodzę w głowę, co teraz zrobić, bo choć kusi mnie, by w końcu kliknąć „kupuj”, to historia uczy, że po tak spektakularnych wzrostach chłodna głowa jest cenniejsza niż najdroższa uncja srebra.