Jego majątek jest wyceniany na 20 mld dolarów, co czyni go najbogatszym Arabem i jednym z najbogatszych ludzi na świecie. A gdy „Forbes” wycenił go, jego zdaniem, zbyt nisko, pozwał wydawcę prestiżowego magazynu do sądu… za zniesławienie.
Uwielbia przepych. Ma samolot wzorowany na Air Force One, do którego wstawił królewski tron. Do niego należy też jeden z największych prywatnych jachtów na świecie. W Rijadzie mieszka w pałacu wzniesionym za 130 mln dolarów, do wykończenia którego użyto 1500 ton włoskiego marmuru. Z kranów nie płynie może Johnny Walker, ale są pozłacane.
Z drugiej strony, jest największym filantropem w Arabii Saudyjskiej i wziętym działaczem na rzecz praw kobiet. Podobnie jak jego czwarta, była już żona, zwana „Zbuntowaną księżniczką”, młodsza o 30 lat Amira. To m.in. dzięki nim Anna Lewandowska po przenosinach do Rijadu będzie mogła swobodnie prowadzić samochód.
ZOBACZ WIDEO: Spojrzał prosto w kamerę. Słowa do „Lewego” obiegną cały świat
Element strategii
Choć futbol przyciąga podobne postacie, Al-Walid ibn Talal ibn Abd al-Aziz Al Su’ud dotąd nie ogrzewał się w blasku jupiterów piłkarskich stadionów. Za ściągnięcie Cristiano Ronaldo do Arabii Saudyjskiej i wpompowanie w rodzimy i nie tylko futbol miliardów petrodolarów odpowiadał dotąd Fundusz Inwestycji Publicznych (PIF).
Na jego czele stoi kontrowersyjny następca tronu, dla niektórych nawet uzurpator – Muhammad ibn Salman. Inwestycja w sport to element państwowej strategii „Wizja 2030”. MBS wykorzystuje futbol do sportwashingu, czyli ocieplania wizerunku. Swojego, jak i kraju.
Do PIF należy m.in. Newcastle United, a na przełomie 2022 i 2023 roku ibn Salman nakazał nacjonalizację czterech największych klubów w kraju: Al-Ahli, Al-Ittihad, Al-Nassr i Al-Hilal właśnie. Fundusz, którego kapitał szacuje się na 900 mld dolarów, ale tak naprawdę jest nieograniczony, biorąc pod uwagę bogactwo kraju, nabył 75 proc. akcji saudyjskiej wielkiej „czwórki”. I zaczął ściągać do Arabii Saudyjskiej gwiazdy z Europy. CR7 był kostką, która ruszyła domino.
O tym, na co przeznaczone są pieniądze PIF, decyduje osobiście ibn Salman. Premier, książę koronny, aktualnie człowiek numer jeden w państwie i jeden z najważniejszych przywódców nie tylko Bliskiego Wschodu, ale całego współczesnego świata.
Na zdjęciu: Muhammad ibn Salman i Władimir Putin w 2023 roku
Wszystko zostaje w rodzinie
Zatem gdy w kwietniu gruchnęła wiadomość, że PIF sprzedał 70 proc. udziałów w Al-Hilal, na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że to zła informacja dla najbardziej utytułowanego klubu w Arabii Saudyjskiej. Gdy spojrzymy jednak na to, kto przejął kontrolę nad 21-krotnym mistrzem kraju, dostrzeżemy, że Al-Hilal trafiło w dobre ręce. Kurek z pieniędzmi nie zostanie przykręcony. Wręcz przeciwnie, petrodolary mogą płynąć z większym ciśnieniem i to ze złotych kranów.
Książę Al-Walid to nie tylko najbogatszy Arab, ale też zdeklarowany fan Al-Hilal. Posiada złote członkostwo klubu. Wspierał Al-Hilal już wcześniej, ale nie taką skalę, jak będzie teraz. Od 2023 roku jego Kingdom Holding Company jest sponsorem tytularnym stadionu Al Hilal – obiektu wzniesionego w pół roku za blisko 300 mln euro. W 2024 roku dorzucił do klubowej kasy 70 mln dolarów, a w styczniu tego roku w całości pokrył koszty sprowadzenia z Al-Ittihad Karima Benzemy.
To był „wolny” transfer, ale nie darmowy. Laureat Złotej Piłki 2022 otrzymał słony bonus za podpis, a Al-Walid wypłaca mu ponad 2 mln dolarów. Tygodniowo. Teraz podobną pensję klub zaproponował Robertowi Lewandowskiemu. Więcej TUTAJ. Książę ma gest. Za dotarcie do ćwierćfinału Klubowych Mistrzostw Świata 2025 wypłacił piłkarzom po ćwierć miliona euro na głowę.
Al-Hilal to pierwszy saudyjski klub, udziałów w którym pozbył się PIF, ale wszystko zostało w rodzinie. Nie tylko dlatego, że PIF posiada 17 proc. akcji stworzonej przez Al-Walida blisko pół wieku temu Kingdom Holding Company. 71-letni miliarder to bowiem członek rodziny królewskiej.
Jest wnukiem Ibn Sauda, twórcy państwa saudyjskiego i pierwszego króla Arabii Saudyjskiej, oraz Rijada as-Sulha, pierwszego premiera niepodległego Libanu. Z takimi przodkami był genetycznie „obciążony” do odniesienia sukcesu. Jego kuzyni postawili na politykę, a Al-Walid chciał się sprawdzić w biznesie.
Na zdjęciu: książę Al-Walid / fot. GettyImages
Arabski Warren Buffett
Twierdzi, że majątku, trawersując Jana Pawła z „1670”, nie odziedziczył sam. Jest (i lubi być) nazywany „arabskim Warrenem Buffettem”. Podobnie jak on, stworzył swoje finansowe imperium niemal od zera. Prominentni dziadkowie zmarli, zanim przyszedł na świat. Ojciec był ministrem finansów Arabii Saudyjskiej, ale na początku lat 60. został zmuszony do emigracji ze względu na swoje liberalne poglądy w kwestiach obyczajowych.
Przyszły krezus Zatoki wychował się z matką w Libanie, ale średnie wykształcenie odebrał w szkole wojskowej w Rijadzie, a na studia udał się do Kalifornii. Do ojczyzny wrócił w 1979 roku, gdy trwał wielki boom naftowy. Jego fortuna nie wyrosła jednak na wydobyciu ropy. Przynajmniej nie bezpośrednio.
Był pośrednikiem reprezentującym zagraniczne firmy, które chciały inwestować w Arabii Saudyjskiej. Nie tylko w przemysł naftowy. Prowizję nie zawsze pobierał w gotówce. Zdarzało się, że wolał udziały w tych firmach. Pozyskane w ten sposób środki lokował w nieruchomościach, które stały się fundamentem jego fortuny. Potem zaczął inwestować w hotele i sektor bankowy,
Momentem zwrotnym była współpraca z południowokoreańską firmą budowlaną, która wygrała opiewający na 8 mln dolarów kontrakt na budowę koszar w akademii wojskowej w Rijadzie. To otworzyło mu drzwi do innej ligi.
Rodzinna legenda mówi, że wystartował, mając 30 tys. dolarów od ojca, a po kilku miesiącach musiał wziąć pożyczkę w wysokości 300 tys. pod zastaw domu. Jest podawana w wątpliwość, ale trudno ją zweryfikować. Podobne znaki zapytania stawiane są przy interesie życia, który zbił w 1991 roku.
Wyłożył wtedy blisko 800 mln dolarów na akcje Citibank. Amerykanie potrzebowali wsparcia po nieudanych inwestycjach i z pomocą przyszedł 35-letni książę. Cieniem na jego legendzie self-made mana kładą się jednak niejasności ws. pochodzenia środków na tę inwestycję. Dziennikarskie śledztwo wykazało, że od początku działalności biznesowej w 1980 roku nie był w stanie zgromadzić majątku pozwalającego mu dekadę później zainwestować taką kwotę.
Na zdjęciu: książę Al-Walid / fot. GettyImages
Książę upadłych aniołów
Nie budzi jednak wątpliwości za to jego zmysł do inwestycji i pomnażania majątku. To drugi powód, dla którego jest nazywany „arabskim Buffetem”. – Ukształtowały mnie beduińska roztropność i arabska smykałka do interesów – powtarza pytany o swój sukces. Półtorej dekady później jego akcje Citibanku były warte 10 mld dolarów. To była jego przepustka do grona najbogatszych ludzi na świecie.
Jeszcze mocniej wszedł w branżę hotelarską, skupując najbardziej luksusowe hotele i cieci na świecie. Następnie inwestował w media i nowoczesne technologie. Kingdom Holding Company jest akcjonariuszem X.corp i SpaceXAI Elona Muska. Miał też akcje Mety, Ubera czy Apple’a.
Nos czasem go jednak zawodził. Pod koniec XX wieku, gdy Apple było pogrążone w najgłębszym kryzysie, sukcesywnie skupował jego udziały. Doszedł do 15 proc., ale pozbył się ich w 2005 roku, przed największą hossą firmy z Cupertino. Gdyby je zatrzymał, w połowie pierwszej dekady XXI wieku stałby się najbogatszym człowiekiem świata.
Jego wizytówką jest przejmowanie znanych, solidnych, ale przeżywających trudności marek, którym pozwala odbić się od dna, a następnie sprzedaje z zyskiem. Dlatego w świecie inwestorów nazywa się go „Księciem upadłych aniołów”. Swobodę w takim działaniu dają mu wolne środki, które szacuje się na ok. 3 mld dolarów.
Książę przepychu
Na liście swoich dobrych uczynków ma także pomoc Donaldowi Trumpowi. Gdy w latach 80. i 90. obecny prezydent Stanów Zjednoczonych przeżywał problemy finansowe, Al-Walid odkupił od niego 42 proc. udziałów w nowojorskim hotelu Plaza (tym, w którym rozgościł się „Kevin sam w Nowym Jorku”) i legendarny jacht, który w filmie „Nigdy nie mów nigdy” „zagrał” latający spodek głównego antagonisty Jamesa Bonda.
Licząca blisko 86 metrów „Księżniczka Trumpa”, którą Al-Walid przechrzcił na Kingdom 5KR, swego czasu była najdłuższym prywatnym statkiem na świecie. W 2010 roku Al-Walid za pół miliarda dolarów stworzył sobie na jego podobiznę nowy jacht: New Kingdom 5KR.
Umiłowanie do przepychu to jeden z jego znaków rozpoznawczych. Na co dzień przemieszcza się po świecie prywatnym Boeingiem 747 wzorowanym na Air Force One prezydenta USA. Z tym że wyposażył go w tron. Jako pierwszy kupił Airbusa A380, największy pasażerski samolot na świecie.
Od 2013 roku wznosi w rodzinnej Dżuddzie Jeddah Tower – wieżę, która ma być najwyższym budynkiem na świecie. Pierwszym przekraczającym kilometr wysokości. A samochody kolekcjonuje jak kilkulatek resorówki. Ma ich setki, a każdy model podobno zdublowany. Kilka z pozłacaną karoserią. Podstarzały Richie Rich, o ile pamiętacie tę bajkę. Pośród najbardziej luksusowych i unikatowych egzemplarzy ma też dwa Daewoo Tico, które kupił, gdy nabył akcje tej koreańskiej firmy.
Zamiłowanie ma nie tylko do luksusu, ale i samego siebie. Liczący 420 pokoi pałac w Rijadzie zdobią obok dzieł sztuki także setki jego zdjęć: portretów i ujęć w towarzystwie najważniejszych i najbogatszych ludzi na świecie. Lubi też bywać na salonach. Był m.in. gościem na ślubie Kate Middleton z księciem Williamem.
Na zdjęciu: księżna Amira, książę Karol i książę Al-Walid w 2011 roku / fot. GettyImages
Wśród znajomych miał też Trumpa, ale ich drogi rozeszły się podczas kampanii prezydenckiej obecnego POTUS-a w 2017 roku. Trump zapowiedział wówczas wprowadzenie zakazu wjazdu do USA dla muzułmanów. „Jesteś hańbą dla republikanów i dla całej Ameryki” – napisał Al-Walid na Twitterze.
Trump odpowiedział w swoim stylu: „Głupiutki książę chciałby kontrolować amerykańskich polityków za pieniądze swojego tatusia”. Dla Al-Walida, który kreuje się na człowieka, który doszedł do fortuny sam, to potwarz. Dziś głównym sojusznikiem prezydenta USA w Rijadzie jest bezwzględny ibn Salman.
Najbogatszy więzień świata
O makiawelicznych zapędach kuzyna przekonał się sam Al-Walid. W przeciwieństwie do najbliższej rodziny, Al-Walid poświecił się biznesowi. Polityka go nie interesowała, ale polityka zainteresowała się nim i stał się „najbogatszym więźniem na świecie”. Na przełomie 2017 i 2018 roku został „osadzony” w hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie. Został tam, podobnie jak kilkudziesięciu innych członków rodziny królewskiej, zwabiony przez ibn Salmana.
Ambitny książę, mimo że jest synem obecnego króla, nie jest pierwszy w kolejce do tronu. Następcą powinien być przyrodni brat obecnego władcy, ale ojciec utorował mu drogę do przejęcia schedy. A on sam uważa na to, by nikt go z tej ścieżki nie strącił. Uwięzienie na początku listopada 2017 roku kilkudziesięciu najbogatszych i najbardziej wpływowych Saudyjczyków tłumaczono akcją antykorupcyjną, ale według ekspertów od Bliskiego Wschodu, był to kolejny element konsolidacji władzy.
Po przejęciu kontroli nad aparatem przymusu i bezpieczeństwa państwa, które były kontrolowane przez inną gałąź dynastii Saudów, ibn Salman przeszedł do politycznej czystki i zastraszenia nieprzychylnych mu członków rozległej rodziny królewskiej, związanych z poprzednim władcą Abd Allahem.
A Al-Walid, bratanek poprzedniego króla i wnuk twórcy saudyjskiego państwa, do jego ulubieńców nie należy. Komisja antykorupcyjna, na czele której stanął sam ibn Salman, zarzuciła najbogatszemu Arabowi pranie brudnych pieniędzy, wyłudzanie publicznych funduszy i korumpowanie urzędników. Jego majątek został zamrożony, a groziła mu konfiskata sporej części prywatnego majątku.
Al-Walid, podobnie jak większość internowanych, po trzech miesiącach izolacji, miał się wykupić – według nieoficjalnych informacji – oddaniem 6 mld dolarów do budżetu państwa. Ta historia pozwala snuć domysły na temat tego, czy bin Salman teraz w podobny sposób „zachęcił” kuzyna do zainwestowania w akcje Al-Hilal blisko 400 mln dolarów.
Filantrop ludziom
Niechęć księcia koronnego do Al-Walida jest trudna do zrozumienia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mają wspólną wizję przyszłości Arabii Saudyjskiej. Zarówno pod względem obyczajowym, jak i gospodarczym. Bin Salman chce uniezależnić kraj od zysków z ropy naftowej. Al-Walid, który nie zbił majątku na „czarnym złocie”, od czterech dekad korzysta z dywersyfikacji źródeł dochodu.
Ibn Salman luzuje normy społeczne. Chce „umiarkowanego Islamu”. Chciałby, żeby Saudyjki mogły znaczyć więcej w społeczeństwie, tymczasem Al-Walid dopominał się o to od dekad. I sam dawał przykład. W jego Kingdom Holding Company większość personelu, także kierowniczego, stanowią kobiety. Był też mecenasem Hanadi Zakarii – pierwszej Saudyjki-pilotki.
Do 2018 roku Arabia Saudyjska była jedynym krajem na świecie, w którym kobiety nie mogły prowadzić samochodu. Dzięki kampanii m.in. Al-Walida i jego czwartej, byłej już żony Amiry zakaz ten został zniesiony.
Zarzuty postawione mu przez bin Salmana w 2017 roku zachwiały nieco jego reputacją człowieka o złotym sercu. Szacuje się, że od początku swojej biznesowej działalności na czele dobroczynne rozdał ponad 4 mld dolarów.
– Filantropia to fundament mojej wiary – tłumaczy. Przez swoją fundację Al-Waleed Philanthropies, którą kieruje Amira, rozdysponował pomoc do 60 krajów na całym świecie. Wspiera nie tylko najuboższych. Sfinansował wystawę sztuki islamskiej w Luwrze, powołanie katedr islamistyki na uniwersytetach w Edynburgu, Cambridge czy Harvardzie i powstanie katedr amerykanistyki i europeistyki na uniwersytetach na Bliskim Wschodzie.
Maciej Kmita, dziennikarz WP SportoweFakty