Polska podpisała z Komisją Europejską umowę w sprawie finansowania zbrojeń z instrumentu SAFE. 30 maja mija termin zawierania umów w formule pojedynczej (single procurement), to jest realizowanych przez tylko jedno państwo. Po tym terminie pojawia się obowiązek zamówień wspólnych, z co najmniej jednym innym państwem UE. Rząd chce do tego czasu zawrzeć jak najwięcej kontraktów zbrojeniowych. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo W ramach programu mamy otrzymać nawet 43,7 mld euro (ok. 185 mld zł) w niskooprocentowanych pożyczkach. Ale program wymusza na polskim przemyśle zbrojeniowym ogromne przeskalowanie produkcji w 2026 r. O zagrożenia z tym związane pytany był Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych, podczas forum Impact 2026.
Wiceminister był zdania, że nie należy skupiać się na problemach. — Jest potrzeba, chodzi o bezpieczeństwo, rozwój gospodarczy. Są możliwości. To co, mamy się rozpłakać, że nagle zrobimy za dużo? Nie! Maszeruj albo giń — przekonywał.
„Zatrudnimy więcej ludzi”
Wiceminister podkreślił, że SAFE przyniesie „tsunami pieniędzy i umów” w przemyśle obronnym każdego kraju, który bierze udział w programie, a polska zbrojeniówka jest gotowa, by sprostać wyzwaniu.
— Chcemy przeskalować produkcję? To zatrudnimy więcej ludzi — mówił.
Gołota podkreślał, że chociaż zakłady zbrojeniowe idą w kierunku automatyzacji, na wielu odcinkach nadal konieczna jest praca ludzka. Jako przykład podał Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne „Belma”.
— Tam na produkcji siedzą i robią precyzyjną robotę młode kobiety. Jeśli będzie trzeba, to będziemy dotrudniać, to w ogóle nie jest problem — przekonywał.
— Gdyby pan był na produkcji Pioruna — zwrócił się do prowadzącego rozmowę Artura Józefiaka — to widziałby pan, że jest cała gama rzeczy, których nie da się zrobić inaczej niż ręcznie. Podobnie przy produkcji rakiet Patriot. Część rzeczy da się zautomatyzować, ale wiele precyzyjnej pracy musi wykonywać człowiek — tłumaczył. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Wiedźmin Geralt nie bił się na gołe pięści, lecz miał dwa miecze. Ktoś mu te miecze wykuł. I my też wykujemy nasze miecze. Damy radę. Jeśli sami w siebie nie uwierzymy, to kto ma uwierzyć? — mówił Gołota.
Wiceminister przyznał, że istnieje problem skalowania, ale stwierdził jednocześnie, że „wojsko nie przestanie raptem zamawiać sprzętu za 2–3 lata”. Zapewnił, że już dziś pojawiają się potencjalne zamówienia na uzbrojenie z Polski ze strony kilku krajów europejskich.
Przebudowujemy samolot w czasie lotu
Prowadzący spotkanie Artur Józefiak zwrócił uwagę, że Ukraina radzi sobie z rosyjską inwazją dzięki zdolnościom adaptacyjnym, „zwinności” swojego przemysłu zbrojeniowego, podczas gdy w Polsce nadal obowiązują stare procedury zakupowe, które toczą się miesiącami. Wiceminister Gołota przyznał, że „procedury zamówień rzeczywiście należałoby upraszczać”. — Chociaż NIK ma na tę kwestię inny pogląd — zaznaczył.
W Ukrainie, jak podkreślił, decyzje dotyczące potrzeb zapadają nie na poziomie szefa sztabu, lecz nawet szefów pododdziałów, co zapewnia dynamiczną współpracę zbrojeniówki z wojskiem. Ale, jak zaznaczył, to, że w Polsce wygląda to inaczej, nie powinno być przyczynkiem do krytyki.
— Mówię „nie” samobiczowaniu. Ani my, ani żadne państwo NATO nie jest na tym poziomie. Nie jesteśmy w stanie wojny, więc na razie nie ma potrzeby improwizowania — mówił.
Wiceminister przyznał, że przykład ukraiński pokazuje zalety większej elastyczności w podejściu do produkcji uzbrojenia, ale jednocześnie stwierdził, że pewne procedury muszą być zachowane, bo wiele firm chce obecnie wejść do przemysłu zbrojeniowego, widząc w nim nową przestrzeń do zarabiania pieniędzy. — A ten sprzęt nie ma leżeć na półce, tylko musi wytrzymywać bardzo trudne warunki — zaznaczył.
Powiedział również, że nadal niewystarczająca jest obecność firm z sektora IT w przemyśle zbrojeniowym. — My ten problem szybko zidentyfikowaliśmy, został zbudowany departament, który ma przesiewać te technologie, które mogą być skierowane do wojska — powiedział.
— Przebudowujemy samolot w trakcie lotu. Tak jest i tak będzie. Jeśli ktoś myśli, że mamy czas, żeby wylądować i sobie wszystko naprawić, to nie, nie mamy tego czasu — powiedział wiceminister.