Nie było jeszcze zbyt wielu dobrych dni dla tzw. koalicji czarno-czerwonej w Berlinie. Od nieudanej pierwszej tury wyborów kanclerza w maju 2025 r. po niemal rozpad koalicji po spotkaniu w Villa Borsig cztery tygodnie temu: CDU, CSU i SPD przez pierwszy rok niemal nieustannie prezentowały desperacki obraz rządu, który nie był w stanie sprostać wyzwaniom obecnej sytuacji w kluczowych obszarach polityki.
Nie było to wytworem wyobraźni pochopnych komentatorów i zrzędliwych użytkowników mediów społecznościowych, że w całym kraju powstało wrażenie, iż ta koalicja może rozpaść się znacznie szybciej niż jej nieszczęsna poprzedniczka, koalicja sygnalizacji świetlnej, zwana również koalicją czerwono-zielono-żółtą.
W tym kontekście wtorek, kiedy to późnym wieczorem przedstawiciele koalicji zebrali się w Urzędzie Kanclerza i szukali wyjścia z czarno-czerwonej nędzy, był jednym z lepszych dni tego sojuszu rządowego. Friedrich Merz (CDU), Lars Klingbeil (SPD) i Markus Soeder (CSU) zapewnili tego wieczoru sobie i swoim współpracownikom trochę oddechu.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to ta chwila oddechu stanie się przełomem. Jeśli nie, pozostanie tylko odroczeniem egzekucji, które wygaśnie najpóźniej jesienią wraz z wyborami do parlamentów krajów związkowych w Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie. Koalicja czarno-czerwona jeszcze nic nie wygrała. Przed Niemcami stoi lato decyzji.
W związku z tym komunikaty i komentarze następnego dnia były ostrożne. Nic nie było ogłaszane z wielką pompą, nie wyznacza się też żadnych czerwonych linii. Nieliczne istotne ustalenia z poprzedniego wieczoru były przekazywane obu frakcjom w Bundestagu pocztą elektroniczną i SMS-ami. Dodatek energetyczny w wysokości 1000 euro (ok. 4 tys. zł), który pracodawcy mogliby wypłacić swoim pracownikom bez konieczności płacenia podatków i składek przez obie strony, został ostatecznie odrzucony. Była to przewidywalna decyzja po piątkowym „nie” Bundesratu, ale jasno pokazuje, że koalicja wciąż jest w stanie korygować błędy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przywódcy trzech partii rządowych uzgodnili, że w przyszłym roku opłata za emisję dwutlenku węgla nie wzrośnie, co w obliczu przewidywalnego, utrzymującego się kryzysu cen energii byłoby jedynie kroplą w morzu potrzeb. Szef frakcji CSU Alexander Hoffmann dał ponadto do zrozumienia w Redaktionsnetzwerk Deutschland (RND), że obowiązująca obecnie przez dwa miesiące „zniżka na paliwo” mogłaby zostać utrzymana również po czerwcu. Koalicjanci wiedzą, że jesienią wyborcy będą oceniać partie rządzące również na podstawie odczuwalnych krótkoterminowych ulg, a nie tylko na podstawie powstania wielkiego, popieranego przez wszystkie strony planu reform.
To, że tak obszerny program ma zostać opracowany w krótkim czasie, do przerwy letniej, w ramach wspólnych wysiłków, jest z pewnością najważniejszą wiadomością, która pojawiła się we wtorek wieczorem. Na razie pozostaje to jednak jedynie deklaracją. Chęć trwałego uregulowania kwestii podatku dochodowego, emerytur, biurokracji i ordynacji podatkowej w ciągu kilku miesięcy, pod znaczną presją czasu i bez destrukcyjnych sporów, to ambitny eksperyment polityczny.
„Właściwy sygnał”
W środę padło jednak kilka przedwczesnych pochwał. Powściągliwych, biorąc pod uwagę niestabilną sytuację, w jakiej znajduje się obecny rząd federalny. Tak więc Olaf Lies (SPD), premier Dolnej Saksonii, wyraził przed komisją koalicyjną swój „szacunek” za to, „że wycofuje się teraz tę decyzję, czyli dodatek energetyczny. Tak powinno być”.
Lies, który przed spotkaniem w Berlinie opowiadał się za większym zaangażowaniem pracodawców, pracowników i krajów związkowych w plany reform rządu federalnego, słusznie dostrzega „właściwy sygnał” w zapowiedzi komisji koalicyjnej, że na początku czerwca chce spotkać się z partnerami społecznymi w celu przeprowadzenia „bezpośredniego dialogu”. Również przewodniczący senatu Bremy Andreas Bovenschulte pochwalił decyzję, „że partnerzy społeczni zasiadają teraz przy stole, gdy koalicja omawia niezbędne reformy”.
Biorąc pod uwagę gwizdy i okrzyki niezadowolenia, z jakimi musiał się zmierzyć kanclerz Merz podczas Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych a także śmiech, z jakim spotkała się minister pracy Barbel Bas (SPD) podczas spotkania z okazji Dnia Pracodawców ten format rozmów raczej nie będzie łatwy.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przemawia podczas kongresu Niemieckiej Konfederacji Związków Zawodowych w Berlinie, 12 maja 2026 r.Sean Gallup / Getty Images
Lies z Dolnej Saksonii podchodzi jednak do tego z optymizmem. — Jesteśmy przekonani, że uda nam się znaleźć rozwiązania dla wszystkich stojących przed nami wyzwań. Dotyczy to zarówno nadchodzących reform społecznych, jak i niezbędnej reformy podatkowej — stwierdził. Jednocześnie opowiada się on za tym, „aby kraje związkowe były ściśle zaangażowane w dalsze rozmowy w celu zapewnienia niezbędnej większości w Bundesracie, izbie wyższej parlamentu Niemiec, reprezentującej interesy krajów związkowych.
Stosunki między rządem federalnym a krajami związkowymi, a także relacje z gminami borykającymi się ze znacznymi trudnościami finansowymi, będą kolejnym tematem, którym przywódcy koalicji CDU/CSU i SPD będą musieli się zająć w nadchodzących tygodniach.
Konferencja szefów rządów krajów związkowych z kanclerzem federalnym 25 czerwca będzie kolejną datą decydującą o ewentualnym sukcesie reform koalicji CDU/CSU i SPD oraz o dalszym funkcjonowaniu rządu federalnego.
Zamiast jesieni reform, zima rozczarowań
Znacznie bardziej sceptycznie niż Lies czy Bovenschulte wypowiedziała się współprzewodnicząca opozycyjnej frakcji Zielonych w Bundestagu, Britta Hasselmann. — Uważam, że to tragedia, ponieważ ten rząd sprawuje władzę już od roku, a my jesteśmy świadkami ciągłych zapowiedzi. Jesień reform zamieniła się w zimę rozczarowań, a wiosną koalicja, a przede wszystkim sam kanclerz, będą się nad sobą użalać — powiedziała w wywiadzie dla stacji telewizyjnej Phoenix.
Przedstawiciele niemieckiej gospodarki z zadowoleniem przyjęli plan reform rządzącej koalicji. — To dobrze, że koalicja uzgodniła konkretny proces pracy — uważa Helena Melnikow, dyrektor generalna Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHK). Jej zdaniem dla Niemiec kluczowe znaczenie ma to, „aby szybko powstał kompleksowy pakiet reform, przynoszący odczuwalne ulgi dla obywateli i przedsiębiorstw”.
W podobnym tonie wypowiedział się prezes Izby Rzemieślniczej Jorg Dittrich. W jego ocenie koalicja „dobrze postąpiła, nie podejmując kolejnych nieprzemyślanych, pochopnych decyzji, lecz uzgadniając proces prac, w ramach którego nadchodzące reformy mają być starannie przygotowane”.