[REKLAMA]

Ten tekst pochodzi z serwisu Sestry.euDzięki twojemu wsparciu możemy tworzyć więcej wartościowych treści i rozwijać naszą społeczność. Dołącz do nas na Patronite!

Jak twierdzi obrończyni praw człowieka Ludmiła Guseinowa, szefowa organizacji pozarządowej „Numo, siostry!”, około 80 proc. kobiet i mężczyzn w niewoli doświadcza przemocy seksualnej, a praktycznie wszyscy są poddawani torturom.

A za każdą historią kryje się czyjeś dzieciństwo bez mamy, lata bólu i codzienne oczekiwanie.

Po tym, jak w 2019 r. bojownicy DNR zatrzymali Natalię Wlasową i oskarżyli ją o współpracę z ukraińskimi służbami specjalnymi, była przetrzymywana w więzieniu „Izolacja” w Doniecku, następnie przeniesiono ją do tamtejszego aresztu śledczego, a stamtąd — do aresztu śledczego w Rostowie nad Donem. W grudniu 2024 r. w Rosji odbyła się „rozprawa” Natalii.

Podczas sfabrykowanego procesu zeznawała o torturach i gwałtach, ale rosyjski „wymiar sprawiedliwości” oczywiście to zignorował.

Natalię przewieziono do Woroneża, a później do Samary. Sestry udało się porozmawiać z byłymi więźniarkami Kremla, które przebywały w celi z Natalią. A także z córką uwięzionej.

Pamiętam oczy mamy… i jej piękny głos

— Jaką mamę pamiętam? — wspomina 11-letnia Julia. — W momencie naszego rozstania miałam zaledwie cztery lata, więc teraz w głowie mam tylko fragmenty. Pamiętam jej czarne włosy, oczy… i bardzo piękny głos.

W ciągu tych siedmiu lat rozłąki miałam szczęście kilka razy porozmawiać z mamą przez telefon. Te rozmowy dodawały mi sił. Mama za każdym razem obiecywała, że jeszcze będziemy razem — będziemy się przytulać, całować i cieszyć.

Pytała też, jak mi idzie w szkole, z jakimi przedmiotami mam trudności i dlaczego. To były zwykłe rozmowy mamy z dzieckiem. Pewnego dnia z więzienia wyszła przyjaciółka mamy, z którą dzieliła celę. Przekazała mi bluzkę mamy.

Nosiłam ją, trzymałam przy sobie, wąchałam, bo pachniała mamą. To był jedyny sposób, by poczuć, że jest blisko

Czasami mama czytała mi bajki. Niestety, nie trwało to długo, a z czasem telefony ustały.

Kiedy pytają mnie, o czym marzę, myślę tylko o tym, żeby moja mama wróciła. Dla mnie to najważniejsze. Bardzo za nią tęsknię…

Julia w czerwonej bluzce swojej mamy. Obok Ludmiła Guseinowa (po prawej) i Natalia Szyło

Julia w czerwonej bluzce swojej mamy. Obok Ludmiła Guseinowa (po prawej) i Natalia SzyłoPartner Sestry

Anatoliivna, na pewno stąd wyjdziemy. Nie trać nadziei

— Aby nas rozróżniać, w celi nazywano nas różnie: ją — Natalia, a mnie — Anatoliivna — opowiada Natalia Szylo, która przebywała w celi z Natalią Własovą na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy. Została uwolniona z niewoli wiosną ubiegłego roku, po czterech latach uwięzienia.

— Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Natalię, od razu pomyślałam — jaka piękna kobieta! W tym momencie siedziała już w więzieniu dwa lata. Spędziłyśmy razem prawie 21 miesięcy i bardzo się zbliżyłyśmy. Natalia opowiadała o strasznych rzeczach — o „Izolacji” i torturach, które tam na niej stosowano. Widziałam blizny na jej nogach po torturach.

Natalia opowiadała, że rozbierano ją, wiązano taśmą klejącą, oblewano wodą i podłączano prąd. Mówiła:

„Otwieram oczy — a moja twarz jest pokryta zaschniętą krwią”

Zamykali ją też w tak zwanej „szklance”. To małe kamienne pomieszczenie, nazywane też „kamiennym workiem”. Nie mogła tam nawet normalnie siedzieć. Opowiadała, że było tam tak zimno, że nie czuła nóg. W rogu zamiast toalety stało wiadro, żeby nie wyprowadzać osoby do toalety. Całkowita izolacja.

Mówiła, że wybijano jej zęby, wyrywano włosy. A o niektórych rzeczach Natalia milczała… Tym bardziej, że w tamtych warunkach cały czas istniało ryzyko, że ktoś cię podsłuchuje. Wszystkie starałyśmy się nie zadawać sobie zbędnych pytań, aby nie zmuszać drugiej osoby do ponownego przeżywania tego, co przeszła. To niepisana zasada — nie zagłębiać się w cudzy ból bardziej, niż dana osoba jest gotowa opowiedzieć.

Nigdy nie widziałam, żeby Natalia płakała. Rozmawiałam z nią w okresie, kiedy trwały tak zwane procesy sądowe. W rzeczywistości była to tylko formalność, ponieważ zarzuty nie miały realnych podstaw.

W wolnym czasie w celi Natalia rysowała, uprawiała jogę. Z wykształcenia jest psychologiem i to było widać. Nie pozwalała sobie ani nam na załamanie, była oparciem dla wszystkich w celi.

Pewnego razu nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Natalia podeszła, objęła mnie: „Anatoliivno, na pewno wyjdziemy. Nie poddawaj się”. Nie rozumiałam, skąd czerpie siłę, by mnie wspierać, skoro sama jest w jeszcze gorszej sytuacji.

Kiedyś obliczałyśmy powierzchnię celi. Wyszło nam dziesięć metrów kwadratowych na czternaście osób. W celi był stół i wbudowane ławki, tak zwana „strefa”. Była toaleta, ale bez normalnej wentylacji. Nie było w ogóle wyciągu. Mieszkaliśmy przy otwartych oknach przez cały rok. Latem było nieznośnie gorąco, zimą — nieznośnie zimno. Podłoga — betonowa.

Spaliśmy na dwupoziomowych metalowych pryczach, materac był cienki, praktycznie na gołym żelazie. Z wodą też było ciężko. Raz na trzy dni pozwalano nam ją nabrać. Kąpiel była raz na 1-2 tygodnie.

Natalia często opowiadała o swojej rodzinie, nauce, pracy. O córce mówiła szczególnie czule i wzruszająco. Rozłąka z nią stała się dla niej największym bólem.

Julia, córka Natalii, przypomina, że jej mama musi zostać uwolniona z niewoli. Obok — Natalia Szyło

Julia, córka Natalii, przypomina, że jej mama musi zostać uwolniona z niewoli. Obok — Natalia SzyłoPartner Sestry

„Nie zapominajcie o nas”

— Wszyscy marzyliśmy o wolności i możliwości przytulenia naszych dzieci — wspomina Julia Dwornyczko, która spędziła w niewoli rok i siedem miesięcy — również po oskarżeniu o szpiegostwo.

— Natalię spotkałam w areszcie śledczym w Doniecku po „Izolacji”. Siedziałyśmy razem aż do mojego zwolnienia. Nawet na wymianę mnie odprowadzała.

W dniu naszego poznania Natalia powiedziała: „Wszystko będzie dobrze, będą wymiany, na pewno nas wymienią”. W mojej obecności ani razu nie popadła w rozpacz.

Ciągle mówiła o swojej córce. Martwiła się: czy Julia ją pamięta, jak dorasta bez niej.

W celi oprócz nas mieszkały pluskwy, karaluchy, panowały tam fatalne warunki sanitarne. W takich warunkach jest ciężko fizycznie.

Administracja mówiła, że „nie zasługujemy na świeże powietrze”. Czasami zamykali „karmnik” w drzwiach i w ogóle nie pozwalali nam normalnie oddychać

Mimo to Natalka zawsze starała się bronić naszych praw. Potrafiła zapukać do drzwi i powiedzieć, że my też jesteśmy ludźmi i należy nas traktować po ludzku.

Karmiono nas tak zwanym „barszczem”, a w rzeczywistości — wodą z kiszoną, zgniłą kapustą, czasami — z jednym zgniłym ziemniakiem. Zdarzało się, że nie dawali nam nawet chleba. Zabierali go ci, którzy roznosili jedzenie — również więźniowie, ale skazani za przestępstwa kryminalne. Nie lubili nas, bo byliśmy „Ukraińcami”.

Natalia ciągle miała bóle pleców i nóg. Przed uwięzieniem miała już operacje nóg, usuwano jej żylaki, więc potrzebowała specjalnej odzieży uciskowej, ale tam oczywiście nic takiego nie było. Jej zęby były zniszczone przez bicie i tortury.

Nie mieliśmy dostępu do lekarzy. Jeśli ktoś przychodził na prośbę, to mówił: „Nic nie mogę zrobić”. Wszystko, co mogli dać, to aspiryna, paracetamol lub ibuprofen. Jeśli z domu przesyłano leki — leczyliśmy się. Jeśli nie — czekaliśmy, aż samo minie.

Jeśli chodzi o tortury… Stosowano je głównie w „Izolacji”.

Na przykład rozbierano kobietę, kładziono ją na stole, przywiązywano i robiono z nią, co chcieli, bo nie mogła się bronić

Obecnie pracuję z psychologiem. Ale wydaje mi się, że to trauma na całe życie.

Kiedy siedziałam w autobusie w drodze na wymianę i dano mi telefon, żebym zadzwoniła do dzieci, wciąż myślałam, że to sen. Potem pojawiło się uczucie, jakby dano mi drugą szansę na życie.

Kiedy wyszłam na wolność, przez pierwszy czas tylko rozglądałam się dookoła. W celi cały czas widzisz ten sam obraz — jak zmienia się drzewo za kratami: to jest zielone, potem żółte, a potem nagie. Na wolności kolory stają się jaśniejsze.

Kiedy Natalia odprowadzała mnie na wymianę, poprosiła: „Nie zapominajcie o nas”.

I ja też chcę, żeby cały świat pamiętał o tych, którzy cierpią bez powodu. Że Rosjanie okrutnie znęcają się nad ukraińskimi kobietami.

Chciałabym, żeby świat zareagował. Bo kiedy ludzie są zjednoczeni i wywierają presję z różnych stron, wtedy mają siłę.

Ukraińskim kobietom wymyśla się te same zarzuty – szpiegostwo, terroryzm, ekstremizm. Natalię Szyło witają na dworcu w Kijowie Ludmiłą Guseinowai Julia Dworniczenko

Ukraińskim kobietom wymyśla się te same zarzuty – szpiegostwo, terroryzm, ekstremizm. Natalię Szyło witają na dworcu w Kijowie Ludmiłą Guseinowai Julia DworniczenkoPartner Sestry

Straciliśmy kontakt z Natalią

— W ostatnich latach dostrzegam niepokojącą tendencję: kobiety z terytoriów okupowanych wywozi się do Rosji, gdzie są nielegalnie skazywane, przetrzymywane, przenoszone do różnych kolonii, przez co niezwykle trudno jest nam je znaleźć i ustalić, gdzie się znajdują — mówi Ludmiła Guseinowa, która również spędziła ponad trzy lata w rosyjskiej niewoli i doświadczyła tortur oraz przemocy seksualnej, a po uwolnieniu w 2022 roku założyła inicjatywę „Numo, siostry!” i wraz z zespołem wspiera kobiety uwięzione, byłe więźniarki oraz ich rodziny.

— Jako jeden z najbardziej bolesnych przykładów zawsze i wszędzie przytaczam historię Natalii Włosowej. Obecnie przebywa ona w obwodzie rostowskim i oczekuje na transport, a my bardzo się obawiamy, że mogą ją przenieść jeszcze dalej, być może na Syberię. Faktycznie straciliśmy z nią kontakt.

Podczas procesu w Rostowie w sali była osoba, która mogła zarejestrować, jak Natalka opowiadała o strasznych torturach, jakim ją poddawano, o przemocy. Że po tych znęcaniach prosiła nawet, by ją zastrzelono podczas próby ucieczki, ale odmówiono jej, bo „musi cierpieć”. I nie mogę przestać myśleć, że być może właśnie z powodu tych zeznań skazano ją na tak surowy wyrok — 18 lat.

I to w sytuacji, gdy ma małe dziecko. Nasza organizacja opiekuje się Julią, ale nie możemy zastąpić jej mamy. Julia codziennie czeka i doskonale zdaje sobie sprawę, że to właśnie Rosjanie pozbawili ją dzieciństwa u boku matki.

Przed Nowym Rokiem chcieliśmy zrobić Julii niespodziankę i powiedzieliśmy: „Pojedziemy do centrum handlowego, wybierzesz sobie tam wszystko, co zechcesz”. A ona odpowiedziała: „Chcę mamę”.

Organizujemy akcje na rzecz kobiet-jeńców wojennych. Jednak oprócz rozgłosu, który również ma znaczenie, potrzebna jest wola polityczna i uwzględnienie kobiet na rzeczywistych listach do wymiany.

Ponieważ wszystkie struktury zajmujące się wymianami działają tylko wtedy, gdy istnieje presja — międzynarodowa, publiczna, stała

Mamy listę prawie czterdziestu kobiet, które już zidentyfikowaliśmy i wiemy, gdzie się znajdują. Przekazaliśmy te listy do Kancelarii Prezydenta, Centrum Koordynacji, Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Apele te zostały również przekazane Papieżowi, do Biura Białego Domu i tak dalej.

Nawet teraz, po dwunastu latach wojny, na terytoriach okupowanych regularnie zatrzymuje się ludzi za nieposłuszeństwo i sprzeciw wobec okupacji. Jednak wciąż nie mówi się o tym wystarczająco głośno. Nie mamy prawa zapomnieć o tych kobietach.

Zdjęcia z prywatnych archiwów