Iga Świątek (3. WTA) i Elina Switolina (Ukraina, 10. WTA) mogły być zniecierpliwione, bo swój mecz miały rozpocząć nie wcześniej niż o godz. 20.30. Tymczasem z powodu deszczu i przedłużającego się poprzedniego meczu na korcie centralnym – Danił Miedwiediew (Rosja, 9. ATP) – Martin Landaluce (Hiszpania, 94. ATP) – ostatecznie wyszły na kort niemal dwie godziny później, tuż przed 22.30. 

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”

Iga Świątek przegrała półfinał w Rzymie

– Switolina zyskała bardzo dużo pewności siebie po tej piłce, fruwa, dokładnie wie, gdzie ma się znaleźć na korcie, świetnie przewiduje – mówiła Klaudia Jans-Ignacik przy prowadzeniu 3:1 Ukrainki. Komentatorka Canal+Sport miała na myśli wymianę w trzecim gemie przy stanie 30:30, kiedy Polka całkowicie dominowała, miała rywalkę prawie na łopatkach. Niestety popełniła błąd i niesamowita obrona Switoliny została nagrodzona. 

W piątym gemie stało się coś niesamowitego. Switolina popełniła trzy z rzędu podwójne błędy serwisowe i została przełamana. Ukrainka w wymianach na początku meczu praktycznie się nie myliła, ale miała duży problem z serwisem. 

Świątek niestety też miała swoje kłopoty. Popełniała za dużo niewymuszonych błędów, zwłaszcza z forhendu. Fatalnie zagrała zwłaszcza w 8. gemie i została przełamana do zera. Ukrainka, grająca momentami na świetnym poziomie, głównie w obronie (kapitalnie czytała grę), serwowała, by wygrać seta. Switolina obroniła dwa break pointy, ale przy trzecim Polka świetnie zaatakowała z forhendu i przegrywała tylko 4:5. Świątek wciąż się jednak myliła. I właśnie po 24. niewymuszonym błędzie (Ukrainka miała dwa razy mniej – 12.) przegrała pierwszego seta 4:6. 

– Nie da się praktycznie wygrać seta, gdy się robi aż tyle błędów – mówił słusznie Żelisław Żyżyński, komentator Canal+Sport. 

To Switolina, triumfatorka turnieju w latach 2017 i 2018, była bliżej finału. Zupełnie inny plan miała Świątek, która fantastycznie zaczęła drugiego seta, od podwójnego przełamania i prowadzenia 3:0. Polka, co najważniejsze, wreszcie ograniczyła niewymuszone błędy. Ukrainka miała mały kryzys, zwłaszcza na forhendzie. Świątek pewnie utrzymała przewagę i wygrała 6:2. Miała w tym secie tylko siedem niewymuszonych błędów, przy 15 rywalki i jednego winnera więcej (9-8).

Już w pierwszym gemie trzeciego seta Switolina obroniła aż trzy break pointy. Mało tego w drugim gemie, przy podaniu Polki, przegrywała 0:30, ale zdobyła cztery punkty z rzędu, m.in. dzięki dwóm kapitalnym returnom. To jednak nie był koniec jej ważnych punktów, bo w trzecim gemie znów obroniła break pointa i prowadziła 3:0. A Świątek? Znów myliła się na potęgę, raziła niewymuszonymi błędami. Tak też było, gdy pojawiła się szansa przy wyniku 4:2. Wtedy Polka miała piłkę na rakiecie na przełamanie. I co? Wyrzuciła piłkę w aut z forhendu.  

Świątek w 8. gemie obroniła piłkę meczową. Po chwili pojawiła się druga, oczywiście po niewymuszonym błędzie sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych. Ukrainka tym razem zaatakowała returnem i cieszyła się z wygranej. 

Zobacz także: Coco Gauff wycofała się z debla w Rzymie. Oto powód

Switolina w finale w Rzymie zmierzy się z Coco Gauff, która pokonała 6:4, 6:3 rewelację imprezy – Rumunkę Sorane Cirsteę (27. WTA). Dla Amerykanki to drugi finał z rzędu. Rok temu przegrała 4:6, 2:6 z Włoszką Jasmine Paolini (13. WTA). 

Półfinał w Rzymie: Iga Świątek – Elina Switolina 4:6, 6:2, 2:6