Kibice Wisły już udowodnili, że ich miejscem w stu procentach jest Ekstraklasa. Z wypełnionym po brzegi stadionem przy Reymonta z miejsca wskakują do ścisłej czołówki w Ekstraklasie. No i — mówię to z lekkim przymrużeniem oka — Mariusz Jop udowodnił, że i kumpel Tomasza Frankowskiego, który został trenerem piłkarskim, może odnieść sukces, bo z tym do tej pory było u nich różnie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Z awansem Białej Gwiazdy zbiegła się rocznica mojego, niecodziennego wyczynu — strzelenia czterech goli w meczu. Miało to miejsce 26 lat temu, właśnie w barwach Wisły. Z 17 golami zostałem wicekrólem strzelców sezonu 1999/2000. Może dogoniłbym Adama Kompałę, który skończył z 19 bramkami, ale w trakcie tamtych rozgrywek przez chwilę byłem przez Wisłę zawieszony — ponoć za brak zaangażowania. Z Górnikiem Zabrze, w którym występował Adam Kompała, wygraliśmy 6:3. Potrzebowałem nieco ponad 50 minut, by strzelić cztery gole Andrzejowi Bledzewskiemu, a oddałem w sumie pięć strzałów. Michał Probierz, który wówczas grał wtedy w Górniku, po latach wspominał, że z niepokojem usłyszał, jak po którymś golu powiedziałem do Maćka Żurawskiego, partnera z ataku:

„Żuraw, dawaj dziesięć im wpier…limy!”. Tamten mecz dał mi wiele satysfakcji, bo to było po kilku spotkaniach bez gola i kibice powoli zaczęli mi to wypominać. Niektórzy sugerowali trenerowi, by posadził mnie na ławce. A w przerwie Adam Nawałka nakręcał mnie do zdobycia pięciu goli. Wyrównałbym wówczas rekord Kazimierza Kmiecika (kiedyś tyle strzelił Lechowi Poznań). Cóż, nie wyszło.

Skoro dziś o Wiśle i strzelaniu — chciałbym odnieść się do poniższego fragmentu mojego tekstu w „Przeglądzie Sportowym” sprzed kilku miesięcy.

„Pozostając w hiszpańskim klimacie, formę odzyskał Angel Rodado, gwiazda pierwszoligowej Wisły Kraków. Czy podobnie, jak Imaz i Romanczuk napastnik Wisły już zapracował na miano legendy klubu? Uważam, że nie. Doceniam jego osiągnięcia strzeleckie, ale wszystkie bramki zdobył na zapleczu ekstraklasy. Chciałbym go w niej zobaczyć i chyba stanie się to w końcu faktem, bo Wisła jest na dobrej drodze, by po kilku latach zimowania w pierwszej lidze w końcu się od niej uwolnić. Dzisiejsza Wisła, która pod batutą trenera Mariusza Jopa lideruje budzie nie mniejsze emocje, niż wówczas, gdy występowała w ekstraklasie. Co do Rodado — uznawanie go za legendę jest prawem kibica wiślaków, ale osobiście uważam to za przesadę. Przypuszczam, że Hiszpan poradziłby sobie grając piętro wyżej, ale czy powtórzyłby swoje pierwszoligowe statystyki? Krok po kroku. Najpierw awans, później weryfikacja Rodado przez ekstraklasowe towarzystwo”.

Teraz przed Hiszpanem nowe wzywanie. Absolutnie nie umniejszałem jego osiągnięć na pierwszoligowym poziomie, bo sztuką jest zdobycie mnóstwa goli także na takim odcinku. Na zapleczu Ekstraklasy Rodado zbudował sobie markę, a przede wszystkim wielce utożsamił się z Wisłą i rozkochał w sobie kibiców.

Chciałbym go widzieć w „pierwszoligowej” dyspozycji i skuteczności na poziomie Ekstraklasy. Idealny szlak wytyczył Jesus Imaz, były wiślak, który po tym, gdy trafił do Jagiellonii Białystok uzbierał w jej barwach niemal setkę goli, stając się najskuteczniejszym obcokrajowcem w dziejach ligi.

Niech Angel Rodado wali jak z armaty na chwałę Wisły, a po zakończeniu kariery dołączy do panteonu legend Białej Gwiazdy — Henryka Reymana, Kazimierza Kmiecika, czy Macieja Żurawskiego.