Jacek Krzynówek to futbolowy produkt „made in Poland”, a jednak zahartowany i na dobre ukształtowany grą w Bundeslidze. Transfer z Bełchatowa do Norymbergi był pozytywnym przełomem w jego karierze; lata spędzone w bundesligowych drużynach zrobiły z niego piłkarskiego Niemca w jak najlepszych tego określenia znaczeniu.
Zawsze solidny, doskonale przygotowany fizycznie, z owszem, nienaganną techniką, ale przede wszystkim z wytrzymałością, z karnością taktyczną, z przestrzeganiem zasad i z pilnowaniem porządku, bo wiadomo, że w Bundeslidze ordnung to podstawa. Gdybyśmy nie znali młodego Krzynówka z naszych ligowych boisk, łatwo dalibyśmy się nabrać, że on to po zachodniej stronie Odry się wychowywał i uczył się tam grać w piłkę aż do dorosłości. A tu nawet nie o nabieranie chodzi, tylko o czystą logikę i kojarzenie faktów. No kto by w tę jego piłkarską niemieckość nie uwierzył?!
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Jacek Krzynówek błyszczał w Bayerze Leverkusen
Pierwszy raz do kadry narodowej (za selekcjonera Janusza Wójcika) trafił jeszcze jako polski ligowiec, ale potem długo już w Bełchatowie nie zabawił, bo tym bardziej stał się atrakcyjnym kąskiem transferowym. Zresztą debiut Krzynówka w reprezentacji Polski był swego rodzaju niespodzianką i jednak ciekawostką. Chyba tylko on sam i jego bliscy wierzyli, że jest to start do dużej kariery. Wielu było obiecujących piłkarzy, ale niewielu zdołało się przebić. A on nie został rozpoznany jako nadzwyczajny talent, który kasował konkurencję już w juniorach. O nie, do osiemnastki biegał zasadniczo po B-klasowych trawnikach i gdzie mu tam do głowy mogło przyjść, że stanie się tak poważnym piłkarzem. Tak bywa. Lekkie opóźnienie w przedstawieniu się światu miał też Robert Lewandowski, który z kraju wyjechał dopiero w wieku 22 lat, a Krzynówek był rok starszy, no i nie był filarem mistrza Polski, jak w przypadku Lewego.
W Niemczech niepozorny chłopak zaczynał na drugim poziomie rozgrywkowym. Poznali się na nim fachowcy tacy jak charyzmatyczny Klaus Augenthaler. Gdy został trenerem Bayeru Leverkusen, pamiętał o podopiecznym z 1. FC Nürnberg, ściągnął go do Aptekarzy. To był świetny czas Krzynówka, który zaznaczył przepięknym golem z dystansu w meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Bayer wygrał aż 3:0, a Krzynówek nie dość, że otworzył wynik, to miał jeszcze asystę. Było o nim bardzo głośno. Pękaliśmy z dumy, że mamy takiego rodaka w Niemczech. Kibice go docenili — znalazł się na 9. miejscu Plebiscytu Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca Polski w 2004 r.
Jacek Krzynówek w barwach reprezentacji PolskiIrek Dorozanski / Edytor.net / Newspix.pl / newspix.pl
Jacek Krzynówek bohaterem meczu z Portugalią na Estadio da Luz
Sprawdzamy jego liczby z 1. Bundesligi — 178 meczów, 24 gole, 32 asysty. W reprezentacji kraju — 96 występów, 15 goli, 24 asysty. Do tego udział w dwóch mundialach (2002, 2006) i w Euro 2008. Zapamiętamy go z nerwowej szarży w starciu z Koreą Południową (0:2) na początku spotkania. Jeżeli wtedy trafiłby do siatki, może byłoby zwycięstwo i zupełnie inna azjatycka historia drużyny Jerzego Engela. A tak, przeżyliśmy ogromne rozczarowanie.
Strzelał bezcenne wyjazdowe gole z Austrią (3:1) i z Walią (3:2) w el. MŚ 2006. No i to jego niesamowite trafienie z 30 metrów dające Polsce remis w starciu z Portugalią (2:2) na Estadio da Luz w el. Euro 2008, kiedy piłka odbiła się od słupka i od niefortunnie interweniującego bramkarza Ricardo! Polska oszalała z radości, a selekcjoner Luiz Felipe Scolari nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
Jacek Krzynówek jako zawodnik Hannover 96Cyfrasport/Agencja Przegląd Sportowy / newspix.pl
Nigdy nie zapomnimy też o przepięknej bramce „Krzynka” w meczu towarzyskim, lecz o szczególnym ciężarze, bo w Moskwie. Przegrywaliśmy z Rosją już 0:2 i Jacek kropnął fenomenalnie, przywracając nadzieje na dobry wynik. Potem wyrównał Jakub Błaszczykowski. Stojący przy linii bocznej Leo Beenhakker wymownie bił brawo — w tamtym momencie musiał zrozumieć, co się dzieje w sercach Polaków, gdy grają z Ruskimi.
Ostatni raz w reprezentacji Krzynówek zagrał w tym fatalnym meczu ze Słowenią (0:3), który zakończył też misję Beenhakkera. Krzynówek miał 33 lata, więc za mało, żeby już się z kadrą żegnać. Grał w Hannover 96, ciągle w 1. Bundeslidze, ale doznał poważnej kontuzji kolana. Po paru miesiącach leczenia uznał, że czas kończyć karierę. Gdyby nie problemy zdrowotne, meczów z orzełkiem na piersi miałby zdecydowanie ponad setkę, bo można by było się zakładać, że szykujący drużynę do Euro 2012 Franciszek Smuda chciałby mieć w odwodzie tak doświadczonego zawodnika.
Jacek Krzynówek podczas meczu legend Polska – Niemcy w 2025 r.MARCIN GOLBA NEWSPIX.PL/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Jacek Krzynówek nigdy nie lubił szumu medialnego, po prostu źle się w nim czuł, dlatego ten lekki dystans do nas ciągle zachowuje, ale czasem stanie przed kamerą, wystąpi w okolicznościowym meczu. W najbliższych dniach znowu musi być gotowy na lekkie wzmożenie. Z pewnością doskonale to rozumie, bo w końcu 50 lat kończy się jeden raz w życiu. Drogi Jacku, sto lat!