KRZYSZTOF KAWA: Mecz z Jagiellonią zakończył się porażką nie za trzy, ale za cztery punkty, bo po wygranej 2:1 w Białymstoku, Raków przegrał u siebie 0:2 i bezpośredni bilans ma teraz gorszy. Wróciły w Częstochowie minorowe nastroje, jakie zapanowały po porażce w finale Pucharu Polski?
ARTUR PŁATEK: Oczywiście, patrząc w tabelę, zdajemy sobie sprawę z konsekwencji tej przegranej. Ekstraklasa jest jednak w tym sezonie bardzo wyrównana i nieobliczalna. Historia piłki już nie takie sytuacje widziała i wierzę, że dopóki piłka jest w grze, wciąż mamy szanse. W środowym meczu nawet przy stanie 2:0 dla Jagiellonii cały czas zespół dążył do zdobycia chociaż jednej bramki i było to bardzo budujące.
Tyle że Raków został z niczym. Jagiellonii wystarczą dwa remisy, by zamknąć wam drogę do obrony tytułu wicemistrza Polski i występów w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.
Zespół rozegrał bardzo dobry mecz, stworzył wiele sytuacji stuprocentowych, współczynnik xG mieliśmy zapewne na najlepszym poziomie od początku rundy. Jagiellonia tylu okazji nie miała i ponieśliśmy porażkę, na jaką drużyna nie zasłużyła. Nie dostaje się punktów za wrażenia artystyczne. Zrobimy jednak wszystko, żeby kolejne dwa mecze wygrać i dopiero wtedy zobaczymy, na jakim miejscu w tabeli wylądujemy.
Porażka nie osłabiła entuzjazmu właściciela klubu do trenera Dawida Kroczka, którego zadaniem było wygrać wszystkie cztery mecze do końca sezonu?
Musiałby pan o to zapytać samego właściciela. Wszyscy dostrzegamy, że ten zespół idzie do przodu. Widzimy energię i szanse, jakie tworzy na boisku. W meczu z Jagiellonią po prostu zawiodła skuteczność. To była główna przyczyna porażki. Naprawdę nie wiem, jak piłka nie wpadła do bramki po strzałach Patryka Makucha czy Stratosa Svarnasa, nie mówiąc o sytuacji Oskara Repki.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jasne, zawsze są detale, które można poprawić. Bramka, jaką straciliśmy na 0:1, pewnie nie powinna się nam przytrafić. Tak samo, jak bramka na 0:2. Jagiellonia nas wypunktowała tak, jak myśmy ją wypunktowali jesienią w Białymstoku. W piłce nie jesteśmy w stanie niczego zaprogramować, ale patrzę na ewolucję zespołu w ostatnich meczach i uważam, że można na tym dalej budować.
Co ze zdrowiem Lamine Diaby-Fadigi, który doznał urazu mięśnia dwugłowego tuż po rozpoczęciu spotkania?
Diagnozowanie kontuzji jeszcze trwa, ale na niedzielny mecz do Gliwic na pewno nie pojedzie.
Paweł Dawidowicz niewypałem transferowym? „Nie zgadzam się!”
Czy z perspektywy wyników drużyny w spotkaniach z Koroną (2:0) i Jagiellonią (0:2) zwolnienie trenera Łukasza Tomczyka uważa pan za słuszny ruch?
Zostaniemy rozliczeni z tego za jakiś czas. W piłce niekiedy trzeba dokonywać trudnych decyzji, a decyzja ze zwolnieniem trenera Tomczyka była bardzo trudna. Jednak na końcu zawsze najważniejszy jest klub. Nie pojedyncze osoby, nie zawodnicy, lecz klub jest wartością nadrzędną. Myślę, że właśnie tym była ta decyzja podyktowana. Chodziło o to, żeby dać zespołowi impuls. Widzimy po dwóch meczach, że impuls przyszedł, choć niestety w środę przegraliśmy na własne życzenie.
Prezes Wojciech Cygan mówił przed finałem Pucharu Polski, że trenera Tomczyka będzie można rozliczać z pracy najwcześniej po letnim oknie transferowym. Zgodzi się pan z tym, że zimowe okno w ogóle mu nie pomogło? Isak Brusberg nie prezentuje dużej jakości, Mitja Ilenič, który przyszedł z New York City, w ogóle nie gra, a Paweł Dawidowicz okazał się niewypałem.
Zgadzam się ze słowami prezesa Cygana, a z drugiej strony nie zgadzam się z pana słowami odnośnie tego, że jeden czy drugi zawodnik jest niewypałem. By kogoś ocenić, to ten ktoś musi grać. Paweł Dawidowicz jest zawodnikiem o wysokiej jakości, a to, że teraz Dawid Kroczek go nie wystawia, jest tylko i wyłącznie decyzją trenerską. Pozyskując go, wiedzieliśmy, że może mieć problemy z kontuzjami, bo to mu się często przydarzało, ale w tych meczach, w których grał, spisywał się dobrze.
„Wielu zawodników było niezadowolonych”
Mówiąc o niewypale, miałem właśnie na myśli to, że trener Tomczyk rzadko mógł na niego liczyć — albo w ogóle był poza kadrą, albo wychodził na boisko i po jakimś czasie musiał je opuścić. Inni nowi zawodnicy też słabo pomagali.
Być może niepotrzebnie ściągnęliśmy zimą kilku zawodników. Może trzeba było zachować taką kadrę, jaką mieliśmy jesienią, z mniejszą liczbą piłkarzy. Wiosną czekały nas jednak występy na trzech frontach i uznaliśmy, że powinniśmy zbudować głębię składu. Gdy jednak wrócili po kontuzjach Ivi Lopez i Zoran Arsenić, a następnie Erick Otieno i Władysław Koczerhin, to okazało się, że kadra jest bardzo szeroka.
Wielu zawodników było niezadowolonych z tego, że nie są brani pod uwagę przy ustalaniu składu. To był problem, z którym zderzył się trener Tomczyk. Miał za dużo zawodników do dyspozycji. To młody trener, który wciąż się uczy. Być może należało zapewnić mu mniejszą kadrę, by każdy zawodnik czuł się potrzebny.
Chcieliśmy poszerzyć zespół o młodych zawodników, którzy będą przygotowywani do gry w pełnym wymiarze na przyszłość, a na razie będą dawać drużynie impulsy. Stąd transfery Isaka Brusberga i Abrahama Ojo, akurat oni wchodzili i jakieś impulsy na boisku dawali, choć teraz leczą kontuzje. Wypożyczyliśmy Mitję Ilenicia, który regularnie występował w drużynie z Nowego Jorku i w reprezentacji Słowenii, bo miał być impulsem dla Ameyawa. Nie stał się nim, bo nie dostał szansy.
Trener Rakowa Łukasz Tomczyk został zwolniony po finale STS Pucharu PolskiHUGO WIECKOWSKI / 058SPORT.PL/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Jakiego rodzaju kontuzję odniósł Brusberg?
Miał problemy z przeciążeniem pleców. To chłopak bardzo szczupły, jeszcze o nieukształtowanej sylwetce, i jego organizm zareagował na obciążenia po cięższych treningach.
Władysław Koczerhin na dłużej w Rakowie
Latem odejdą Ivi Lopez, Zoran Arsenić i Paweł Dawidowicz. Ktoś jeszcze?
Za wcześnie na takie dywagacje. Mamy przed sobą jeszcze dwa mecze i na nich się skupiamy.
Kontrakt przedłużył Kacper Trelowski, więc obsada bramki na przyszły sezon jest zapewniona. Nową umowę zawarł także 21-letni stoper Jerzy Napieraj, o którym mówi się, że ma zostać następcą Arsenicia.
To jest chłopak, który najpierw będzie wypożyczony, by grać i nabierać doświadczenia. To jest inwestycja przyszłościowa, chcemy, żeby na razie zbierał minuty na poziomie I lub II ligi.
Raków zdecydował się też na przedłużenie kontraktu z Władysławem Koczerhinem. Wygląda to na dobry ruch.
Umowa jest zawarta na rok z opcją przedłużenia o 12 miesięcy. Wiemy, jaka jest jakość Koczerhina i jak dobre mecze u nas rozgrywał, ale wiemy też, jak ciężkiej kontuzji doznał przed sezonem. On chciał zostać, myśmy też chcieli, żeby u nas grał. Negocjacje trochę trwały, ale zakończyły się pomyślnie i wierzę, że „Koczi” zostanie z nami na następne dwa lata.
Władysław Koczerhin i nowy trener Rakowa Dawid KroczekPAWEL PIOTROWSKI/400mm.pl / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Oliwier Kwiatkowski między Wisłą Kraków a Rakowem
Czy przekonanie Oliwiera Kwiatkowskiego z Polonii Bytom do transferu byłoby prostsze, gdyby Łukasz Tomczyk nadal był trenerem Rakowa?
Wiadomo, że jeśli zawodnik u danego trenera debiutował, albo z nim wcześniej pracował, to o taki ruch łatwiej. Nie chodzi tylko o przypadek Oliwiera, ale i o każdego innego zawodnika. To jednak wcale nie oznacza, że będzie łatwiej zabiegać o pozyskanie takiego gracza.
Sławomir Peszko widział Kwiatkowskiego w Wieczystej, ale skoro Wojciech Kwiecień przenosi pieniądze do Wisły, to plany związane z tym zawodnikiem uległy zmianie i teraz zabiega o niego drugi z krakowskich klubów. To poważny rywal dla Rakowa.
Często jest tak, że rywalizacja o zawodników, których chcemy pozyskać, jest równie emocjonująca jak rywalizacja na boisku.
Środkowy napastnik Milos Pantović z Panathinaikosu Ateny też jest na liście Rakowa?
Byliśmy bardzo zainteresowani pozyskaniem Milosa przed rokiem, gdy był jeszcze zawodnikiem Backi Topola, ale w letnim oknie Panathinaikos przebił naszą ofertę i to tyle w tym temacie.
Pan, jako doradca zarządu Rakowa ds. sportowych, podpisał umowę na rok z dwuletnią opcją. Dostał pan już informację, czy właściciel klubu podjął decyzję o jej przedłużeniu?
Na razie nie znam decyzji właściciela. Wykonuję swoją pracę do dnia obowiązywania umowy, czyli do 30 czerwca, a co będzie dalej, to zobaczymy. Tak jak wcześniej powiedziałem, najważniejsze dla nas są teraz dwa najbliższe mecze, by zająć jak najwyższą pozycję w Ekstraklasie, a wszelkie decyzje będą ogłaszane po sezonie.