Piotr Wołosik: Selekcjonerzy reprezentacji narodowych rozesłali wstępne powołania do piłkarzy, którzy mają szanse wziąć udział w zbliżających się mistrzostwach świata.
Radosław Kałużny: Naszych kadrowiczów ominęła ta ceremonia, ale przeszła obok nosa również panu i pańskim kolegom po fachu, którzy chętnie produkowaliby teksty, kto znajdzie się w reprezentacji, a kto mundial obejrzy w telewizji. Wspomniałem już, że nadchodzące mistrzostwa średnio mnie grzeją. Przede wszystkim dlatego, że nie ma naszych, po drugie, za stary jestem, żeby wstawać w środku nocy albo bladym świtem na oglądanie Iranu z Nową Zelandią czy Jordanii z Algierią. Nie wiem jak pan, ale ja mam pewien przesyt piłki, bo jest tyle rozgrywek, tyle meczów, że człowiek zwariowałby, gdyby miał wszystko obejrzeć. A ostatnio mam takie zezowate szczęście, że trafiam na takie spotkania, po których idzie oczy sobie wydłubać. (śmiech)
Kałużny: Termalica — Legia w minioną niedzielę. Nie wiem, co za diabeł mnie podkusił, żeby to sobie zrobić i obejrzeć. Ale doprecyzuję — to Legia odwaliła taką chałturę, że w skali 1–10 daję jej mocną dwójkę. W tym wszystkim najśmieszniejsze, a może najstraszniejsze jest to, że Legii udało się wygrać ze zdecydowanie lepszą Termalicą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wołosik: Trener Marek Papszun tak to skomentował: „Dla mnie jest ważne, że gdy przychodziłem do Legii, drużyna była na 18. miejscu, a dzisiaj na ósmym. I to jest dla mnie kluczowe. A reszta to już krok po kroku. A jeżeli z tego wyszliśmy, to myślę, że jako drużyna, jako klub powinniśmy być mocniejsi. Trzeba też wyciągnąć wnioski na przyszłość i po prostu iść do przodu, rozwijać się. Raczej udało nam się już utrzymać, a to wcale nie było takie oczywiste i proste, biorąc pod uwagę, w jakiej sytuacji ja zespół zastałem i jak wygląda dzisiaj liga”. Gdyby w podsumowaniu sezonu Ekstraklasy znalazła się kategoria „Najbrzydziej grająca drużyna”, Legia miałaby spore szanse na triumf. Nie kojarzę ani jednego porywającego meczu w jej wykonaniu wiosną. Są za to inne kategorie, a zwycięzców poznamy w trakcie Gali Ekstraklasy. Kto pana zdaniem zasłużył na tytuł trenera sezonu?
Kałużny: Niels Frederiksen, pod warunkiem że dowiezie z Lechem mistrzostwo Polski. Nie wierzę, by ono im się wymknęło, chociaż fajnie, że Jagiellonia ograła w środę Raków, czym pewnie troszkę Lecha postraszyła i podtrzymała emocje w wyścigu o złoto. Termin, w którym mnie pan przepytuje, nie jest najszczęśliwszy, bo w kilku kategoriach od końcowych wyników zależy ocena sezonu. Także ta z najlepszym szkoleniowcem. Jeżeli Lech przewaliłby tytuł, duński trener nie powinien znaleźć się w czołowej dziesiątce, a numerem jeden zostać Adrian Siemieniec. (śmiech)
Wołosik: Bramkarz?
Kałużny: Tu pójdę trochę pod prąd, też ze względu na moment. Jeżeli Korona Kielce się utrzyma, to moim wyborem będzie Xavier Dziekoński, jeżeli nie — trudno wręczyć nagrodę przedstawicielowi zespołu, który ostatecznie sezon spartolił i spadł. Mimo wszystko gra Dziekońskiego często mi się podobała. Chłopak nabrał doświadczenia, a nawet zrobił się zadziorą. Takich lubię. No i ratował Koronie tyłek.
WOŁOSIK: Obrońca?
Kałużny: Wojciech Mońka z Lecha Poznań. Do młodzieży świat należy! 19-latek po sezonie powinien wyjechać z naszej ligi, żeby zdobywać doświadczenie piętro wyżej — w dobrej europejskiej lidze. Środkowych obrońców reprezentacji to my musimy szukać i kreować, bo non stop na tej pozycji u nas biednie.
Wołosik: Pomocnik?
Kałużny: Jesus Imaz. Magik. I pomyśleć, że Jaga przechwyciła go z Wisły Kraków za jakieś grosze, choć jeśli dobrze pamiętam, Wisła była wówczas potrzebująca i każdy pieniądz ratował jej życie. Hiszpan został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii naszej Ekstraklasy. Jeżeli Imaz nie zostanie najlepszym pomocnikiem Ekstraklasy, wybaczę to kapitule, czy komu tam, pod warunkiem że uhonorują go najlepszym zawodnikiem sezonu.
Wołosik: Napastnik?
Kałużny: Tomaš Bobček z Lechii Gdańsk. Natłukł goli, wiele efektownych i ma — jak to się mówi — potężny jak na Ekstraklasę potencjał sprzedażowy. Po sezonie zapewne chętny się na niego znajdzie, chociaż w razie spadku Lechii Bobček zapewne rozczarowany opuści Gdańsk.