Lechia, która plasuje się na 16. pozycji, jest poważnie zagrożona degradacją. Gdańszczanie znaleźli się w strefie spadkowej za sprawą fatalnych ostatnich wyników — w pięciu kolejnych meczach wywalczyli zaledwie punkt.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Trener Lechii: padły mocne słowa, na Legię będą zmiany
Szczególnie istotne dla układu tabeli było spotkanie w poprzedniej kolejce na wyjeździe z także kiepsko radzącym sobie Widzewem. Gdańszczanie, głównie za sprawą tragicznej pierwszej połowy, ulegli 1:3, dzięki czemu Łodzianie awansowali na 14. miejsce.
— Nie jest to miła sytuacja, że znajdujemy się w strefie spadkowej, jednak na pewno nie możemy sami sobie współczuć. W tym tygodniu przeprowadziliśmy wiele trudnych i ciężkich rozmów, padły mocne słowa. Rozmawialiśmy o wielu aspektach, każdy powiedział, co mu leży na sercu i wierzę, że będą one produktywne. To jednak nie czas na same gadanie, bo wszyscy rozumiemy, że potrzebujemy czynów — powiedział w piątek na konferencji prasowej w Gdańsku Carver.
Legia zapewniła już sobie utrzymanie, jednak angielski szkoleniowiec nie spodziewa się z tego tytułu taryfy ulgowej ze strony rywali.
— Czasami jest tak, że jak osiągnęło się główny cel, i to przed końcem sezonu, to jest się zrelaksowanym i często myśli się o wakacjach. Patrząc na Legię i jak w tej rundzie wygląda, to na pewno nie będą zrelaksowani i przyjadą do Gdańska po zwycięstwo. Oni też są pod stałą presją, są wobec nich wielkie wymagania oraz oczekiwania i na pewno nie odpuszczą — ocenił.
Trener biało-zielonych uważa, że niedzielnej potyczce, która rozpocznie się o godz. 17.30, Lechia musi być najlepszą wersją siebie, aby pokonać stołeczną drużynę.
— W tym tygodniu widać było wielką rywalizację na treningach i na pewno będą pewne zmiany w składzie. Jest presja, ale od pierwszego dnia, w którym pojawiłem się w Gdańsku, musimy mierzyć się z presją. Nasi zawodnicy są do tego przyzwyczajeni i wierzę, że damy sobie radę — dodał.
Na pewno dobrą informacją dla gospodarzy jest to, że w konfrontacji z Legią będzie mógł zagrać Iwan Żelizko. Ukraiński defensywny pomocnik otrzymał co prawda w ostatniej konfrontacji z Widzewem czwartą żółtą kartkę, jednak po odwołaniu gdańszczan została ona anulowana.
Żelizko jest drugim snajperem Lechii — ma na koncie siedem bramek, wszystkie zdobył strzałami zza pola karnego. Trafił do siatki nie tylko w meczu z Widzewem, ale także w listopadzie w Warszawie w pierwszym spotkaniu z Legią, które zakończyło się remisem 2:2.
— Fajnie, że mieliśmy w ogóle ostatnio jakieś dobre informacje. Iwanowi kamień z serca spadł, bo widać było, że wczoraj bardzo dobrze trenował — zapewnił.
Angielski szkoleniowiec zdradził, że ma w zespole sporo problemów kadrowych.
— Nadal kontuzjowani są Wjunnyk i Kurminowski, a dopiero w czwartek treningi rozpoczął Cirković, który bardzo źle się czuł. I wczoraj też nie wyglądał najlepiej — podkreślił.
Mecz Lechii z Legią powinno obejrzeć 35 tys. kibiców. To będzie druga w tym sezonie frekwencja na Polsat Plus Arenie Gdańsk. Najwięcej widzów — 37500 — zjawiło się pod koniec sierpnia na derbowej potyczce z Arką Gdynia (1:0).
— To będzie wielki mecz, także z tego względu, że wiemy, z kim gramy, ale także, dla kogo gramy. Nasi kibice są niesamowici, wiele razy to pokazywali i teraz na pewno jeszcze bardziej będą nas wspierać — podsumował.
Niedzielne spotkanie rozegrane zostanie na nowej murawie. Poprzednia, na którą zresztą Carver często narzekał, została zdjęta po ostatnim koncercie Enrique Iglesiasa, natomiast nowa zostanie wyłożona tylko na mecz z Legią. W środę zaplanowano bowiem kolejne wydarzenie — występ Dawida Podsiadło.
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa