Według rosyjskich i ukraińskich kanałów w serwisie Telegram eksplozje rozpoczęły się około godziny drugiej w nocy z 14 na 15 maja. Celem ataku była rafineria należąca do koncernu Rosnieft. Zakład należy do największych przedsiębiorstw rafineryjnych w Rosji. Jego moce produkcyjne sięgają około 17 mln ton ropy rocznie. Produkowane są tam m.in. benzyna, olej napędowy, paliwo lotnicze oraz surowce petrochemiczne.

Władze obwodu riazańskiego oficjalnie potwierdziły atak. Gubernator Paweł Małkow poinformował, że to tylko szczątki drona spadły na teren jednego z zakładów przemysłowych. Według rosyjskich władz uszkodzone zostały także dwa budynki mieszkalne. Zginęły trzy osoby, a 12 zostało rannych, w tym dzieci. Mieszkańców części budynków ewakuowano.

Nie wiedzieli, że wszystko słychać. „Masz jakieś problemy ze mną?”

Atak na Riazań (leży około 800 km od Ukrainy) był najprawdopodobniej odpowiedzią na wcześniejsze rosyjskie uderzenie na Kijów. W nocy z 13 na 14 maja Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków dronowych i rakietowych ostatnich miesięcy. Według ukraińskich władz nad Ukrainę skierowano ok. 1500 dronów i rakiet. W samym Kijowie rannych zostało około 50 cywilów, w tym dzieci. Ratownicy informowali o dziesiątkach uratowanych spod gruzów mieszkańców. Do rana 15 maja potwierdzono śmierć 24 osób, w tym trojga dzieci.

Wojna dronów nabiera rozpędu

Ukraińskie media zwracają uwagę, że charakter wojny szybko się zmienia. Coraz większą rolę po obu stronach odgrywają masowe uderzenia dronowe – zarówno dalekiego zasięgu, jak i tanie drony FPV wykorzystywane bezpośrednio na froncie.

Na antenie ukraińskiej telewizji Kyiv24 szef sztabu dywizjonu rozpoznania artyleryjskiego Gwardii Narodowej Ukrainy Ihor Jaremenko ocenił, że ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliwuje nawet dwa tysiące rosyjskich dronów dziennie. Według wojskowego Rosja intensywnie rozwija także zaplecze operatorów bezzałogowców i szkoli nawet 200 tys. osób do obsługi systemów dronowych.

Jak podkreślał Jaremenko, Ukraina również zwiększa produkcję i wykorzystanie dronów. Bezzałogowce pozwalają Ukraińcom kontrolować szlaki logistyczne rosyjskiej armii, utrudniać dostawy sprzętu oraz ewakuację rannych.

„Rosja musi liczyć się z poważnymi stratami”

Płk rez. Piotr Lewandowski, analityk wojskowy i były uczestnik misji zagranicznych, zwraca uwagę, że część danych podawanych przez strony konfliktu jest trudna do niezależnej weryfikacji. Jego zdaniem jednak skala produkcji dronów i rozwój wojsk bezzałogowych są dziś faktem. – Zarówno Rosja, jak i Ukraina są już w stanie produkować tysiące dronów dziennie, także dronów przechwytujących, czyli polujących na inne bezzałogowce. Rozwijane są również masowo kadry operatorów – ocenia Lewandowski.

Trujące powietrze, ropa ulicy, wezwanie do ewakuacji. Po trzecim ataku sam Putin zabrał głos

Trujące powietrze, ropa ulicy, wezwanie do ewakuacji. Po trzecim ataku sam Putin zabrał głos

Rozmówca WP wskazuje, że wojna coraz bardziej przypomina wymianę falowych ataków dronowych. Jego zdaniem szczególnie istotne stają się ukraińskie drony dalekiego zasięgu uderzające w rosyjską infrastrukturę energetyczną i przemysłową.

– Kluczowe znaczenie ma dziś powtarzalność uderzeń na rosyjską infrastrukturę. Rosja musi liczyć się z coraz poważniejszymi stratami infrastrukturalnymi. Problem zaczyna się wtedy, gdy uderzenia są regularne i powtarzalne. Wtedy nawet duże państwo zaczyna odczuwać realne koszty wojny w infrastrukturze i gospodarce – podkreśla Lewandowski.

Mit rosyjskiej tarczy pęka. Tuapse płonie, Ust-Ługa stoi

Mit rosyjskiej tarczy pęka. Tuapse płonie, Ust-Ługa stoi

Według płk Lewandowskiego doświadczenia wojny w Ukrainie są również ważnym ostrzeżeniem dla państw NATO, w tym Polski. – Polska i większość krajów NATO nadal nie mają rozwiniętych systemów zdolnych do odpierania masowych ataków dronowych. Tymczasem Rosja i Ukraina stworzyły już coś, co można nazwać wojskami dronowymi wraz z ich zapleczem. Mają zarówno produkcję tysięcy tanich bezzałogowców, jak i ogromne rzesze operatorów – ocenia analityk.

Jak podkreśla, w warunkach pokoju niezwykle trudno byłoby stworzyć i utrzymywać podobne siły. – Drony są produkowane tysiącami i praktycznie od razu zużywane na froncie, a nie magazynowane. Operatorzy przechodzą ciągłe szkolenia i zdobywają doświadczenie bojowe. Tego typu wysiłek bardzo trudno jest naśladować w czasie pokoju – zaznacza analityk.

– Polska musi stawiać na systemy dalekiego zasięgu, ale nieoparte na rakietach kosztujących miliony. Potrzebne są środki, które można produkować masowo i które łączą w sobie cechy dronów oraz rakiet – ocenia płk. Piotr Lewandowski.

Zdaniem wojskowego analityka obecnie na wojnie trwa przede wszystkim „wymiana ciosów” przy użyciu dronów i uderzeń dalekiego zasięgu. Ekspert zauważa jednak, że Rosja nie rozpoczęła jeszcze ofensywy czy ataku wiosenno-letniego. – Obie strony konfliktu są wyczerpane. Wiele doniesień i analiz wskazuje, że to może być ostatni rok wojny w obecnej skali. Do czasu rozpoczęcia rosyjskiej ofensywy lądowej Ukraina będzie prawdopodobnie zwiększać liczbę ataków dalekiego zasięgu – podsumowuje.