Pierwsza połowa meczu nie była emocjonująca. Fragmentami przeważała Pogoń Szczecin, później odpowiedziało KGHM Zagłębie Lubin, ale brakowało strzałów celnych. Druga połowa również nie zapowiadała przełomu, ale cierpliwa Pogoń doczekała się gola na 1:0 – ważnego, ponieważ dającego utrzymanie w PKO Ekstraklasie. Hussein Ali pokonał Jasmina Buricia uderzeniem ze środka pola karnego pod poprzeczkę. To trafienie dało komplet punktów i utrzymanie Portowcom.

– Wspaniałe uczucie zapewnić sobie ekstraklasę na kolejny sezon. Do tego czasu, po wcześniejszych zwycięstwach, tylko przybliżaliśmy się do celu. To szalony sezon w szalonej lidze. Wspaniale jest pozostać w lidze dla wszystkich, którzy wspierają nas w Szczecinie. Nie przychodziłem tu, żeby walczyć o utrzymanie. Zamykamy pewien rozdział i rozpoczynamy nowy rozdział gry o coś więcej – mówi Thomas Thomasberg na konferencji prasowej.

– W Danii zdobywałem medale, Puchar Danii, a Pogoń to jest klub, który nie ma żadnego trofeum. Chcę go dać Pogoni, ponieważ jestem bardzo pozytywnie zaskoczony zaangażowaniem całego miasta w ten klub – dodaje Duńczyk.

ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

– Trenowaliśmy grę przeciwko niskiemu blokowi Zagłębia przez cały tydzień. Próbowaliśmy cierpliwie atakować, żeby postarać się o tego decydującego gola, a jednocześnie zabezpieczyć się w obronie. Nie jestem do końca zadowolony z pierwszej części, ale po przerwie udało się rozstrzygnąć mecz. Nie spodziewałem się, że akurat Ali strzeli tego gola, ale on buduje pewność siebie – podsumowuje trener.

Miedziowi nie zaprezentowali się na miarę zespołu walczącego o awans do eliminacji europejskich pucharów. Schowali się w głębokiej obronie i nie przeprowadzali groźnych kontr. Dopiero w doliczonym czasie pojawiła się szansa na doprowadzenie do remisu, ale Tomasz Makowski nie pokonał strzałem z rzutu wolnego Valentina Cojocaru.

– Pogoń była lepsza od początku meczu, a my nie byliśmy sobą. Nie zagraliśmy zgodnie z założeniami, przez co utrudnialiśmy sobie zadanie. Jedyne zagrożenie stwarzaliśmy po stałych fragmentach gry i generalnie wyglądało to bardzo słabo. Miała na to wpływ kontuzja Jakuba Kolana. Trzeba pochwalić Jana Biegańskiego, który przyszedł do szatni i powiedział, że jest mu przykro za to zderzenie z początku meczu – mówi trener Leszek Ojrzyński.

– Wyglądaliśmy jak zatruci na boisku. Aż popełniliśmy cztery błędy w jednej akcji przy golu Pogoni. O jeden za dużo, który spowodował stracę bramki. Nie popisaliśmy się. Próbowaliśmy jeszcze gonić „na aferę”, ale nic nie wskóraliśmy. Przegraliśmy mecz i żegnamy się w zły sposób z naszym stadionem. Nie jesteśmy z siebie zadowoleni po takim meczu – kwituje Ojrzyński.