Rząd próbuje teraz opanować sytuację i reagować na rozwój wydarzeń, jednocześnie podkreślając, że decyzja ta nie podważa bezpieczeństwa Polski.
— powiedział w czwartek wieczorem na antenie TVN24 wiceminister obrony Paweł Zalewski.
Trudno jednak było ukryć, że ruch Stanów Zjednoczonych całkowicie zaskoczył polskie władze.
Nie było jasne, dlaczego Pete Hegseth odwołał wysłanie 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii — zwłaszcza że jednostka rozpoczęła już przygotowania do wyjazdu do Europy. Pełniący obowiązki rzecznika Pentagonu Joel Valdez zapewniał jednak, że nie była to „nagła decyzja podjęta w ostatniej chwili”.
Donald Trump wielokrotnie wyrażał złość i frustrację wobec europejskich sojuszników z powodu ich niewystarczającego wsparcia w wojnie z Iranem.
Jednocześnie Hegseth wcześniej określał Polskę mianem „wzorowego sojusznika” ze względu na wydatki na obronność — najwyższe w całym NATO.
Karol Nawrocki i Donald TrumpSAUL LOEB/AFP/EAST NEWS / East News
Choć polska scena polityczna jest głęboko podzielona, panuje szeroka zgoda co do tego, że obecność amerykańskich wojsk ma kluczowe znaczenie dla obrony Polski przed Rosją.
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że po pojawieniu się informacji o anulowaniu rozmieszczenia wojsk rozmawiał zarówno z Donaldem Tuskiem, jak i z Karolem Nawrockim. W czwartek wieczorem odbył także rozmowę z amerykańskim generałem Alexusem Grynkewichem — dowódcą sił USA w Europie oraz naczelnym dowódcą sił sojuszniczych NATO w Europie.
Jesteśmy w stałym kontakcie ze stroną amerykańską. Polska jest lojalnym sojusznikiem, który wypełnia wszystkie zobowiązania wynikające z Traktatu Północnoatlantyckiego. Na obronność przeznaczamy niemal 5 proc. PKB
— powiedział Kosiniak-Kamysz w czwartek w polskim Sejmie.
Władysław Kosiniak-Kamysz, Pete HegsethMarcin Obara / PAP
Polscy urzędnicy przekonywali, że anulowanie tej konkretnej misji nie oznacza osłabienia szerszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w obronę Europy.
Nie mam żadnych wątpliwości co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Polski
— powiedział w piątek w polskiej telewizji Tomasz Siemoniak, były minister obrony, a obecnie koordynator służb specjalnych.
Jednak działania Stanów Zjednoczonych coraz bardziej dezorientują europejskich sojuszników.
„Nie ma żadnego sensu karać Polski”Na początku miesiąca Pentagon potwierdził, że USA wycofają 5 tys. żołnierzy z baz wojskowych w Niemczech, realizując tym samym groźbę Donalda Trumpa po sporze z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem dotyczącym wojny z Iranem. Trump ostrzegł później, że Pentagon może „ograniczyć liczebność wojsk znacznie bardziej niż o 5 tys.”.
Polska, podobnie jak Rumunia i państwa bałtyckie, liczy na to, że część żołnierzy wycofywanych z Niemiec zostanie przeniesiona właśnie na wschodnią flankę NATO. Nadal jednak nie wiadomo, czy pozostaną oni w Europie, czy wrócą do Stanów Zjednoczonych.
W ubiegłym tygodniu Donald Trump powiedział, że „być może” przeniesie amerykańskie wojska do Polski.
Mam świetne relacje z prezydentem. Więc to jest możliwe
— stwierdził.
Jednocześnie Trump podważał amerykańskie zobowiązania wynikające z artykułu 5 NATO dotyczącego wspólnej obrony, a także groził aneksją Grenlandii.
Oana Lungescu, była rzeczniczka NATO i ekspertka Royal United Services Institute, powiedziała, że choć wciąż nie wiadomo, czy decyzja dotycząca Polski jest bezpośrednio związana z wycofywaniem wojsk z Niemiec, to — jak określiła — „chaotyczne i nieskoordynowane decyzje administracji Trumpa” mogą zrażać europejskich sojuszników i jednocześnie ośmielać Władimira Putina.
Nie ma żadnego sensu karać Polski, która jest wręcz modelowym przykładem inwestowania w obronność i w dużej mierze wspiera amerykańską politykę
— powiedziała.
„Chciałbym uspokoić wszystkich zaniepokojonych”
W Polsce na stałe stacjonuje ok. 500 amerykańskich żołnierzy — między innymi w bazie wsparcia marynarki wojennej w Redzikowie, obsługującej amerykański system obrony przeciwrakietowej; w dowództwie V Korpusu Armii USA w Poznaniu, koordynującym działania amerykańskich wojsk lądowych rozmieszczonych w Europie; a także w garnizonach zapewniających wsparcie infrastrukturalne.
Dodatkowo przez Polskę regularnie rotacyjnie przewija się nawet 10 tys. amerykańskich żołnierzy.
Z najnowszych sondaży wynika, że większość Polaków popiera obecność amerykańskiej bazy wojskowej na terytorium kraju, co wyróżnia Polskę na tle wielu innych państw europejskich.
Kolejne polskie rządy od lat zabiegały o zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w kraju — dlatego decyzja Pete’a Hegsetha była dla Warszawy tak dużym zaskoczeniem.
Krzysztof Bosak, lider skrajnie prawicowej Konfederacji, skrytykował to, co nazwał „wewnętrznym chaosem i utratą wiarygodności przez naszego najważniejszego sojusznika”. W rozmowie z polskim radiem stwierdził, że niespodziewana decyzja „nie buduje wiarygodności”.
Mimo tych wątpliwości rząd nadal utrzymuje, że nie ma powodów do paniki.
Chciałbym uspokoić wszystkich zaniepokojonych. Liczba amerykańskich żołnierzy w Polsce się nie zmniejsza. Pracujemy nad zwiększeniem zarówno liczebności, jak i możliwości operacyjnych wojsk USA stacjonujących w Polsce
— powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.