Do zakończenia kobiecej części Internazionale d’Italia zostały jeszcze tylko trzy spotkania – dwa w grze podwójnej oraz jedno w pojedynczej. Po świetnych spotkaniach z Naomi Osaką i Jessicą Pegulą Iga Świątek stała się główną kandydatką do kolejnego triumfu na Foro Italico, zwłaszcza wobec porażek Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny. Tyle że pogromczyni tej ostatniej, Elina Switolina, okazała się też za mocna dla naszej reprezentantki. 33 minuty po północy z czwartku na piątek niemiecka arbiter Miriam Bley ogłosiła końcowy triumf Ukrainki: 6:4, 2:6, 6:2.
Iga może już ruszyć więc do Paryża – tam przez kilka dni przygotowywać się będzie do French Open, w przyszły czwartek pozna swoją ścieżkę. W Rzymie zaś turniej dobiega już końca. A Miriam Bley, która przecież prowadziła też słynny finał Igi na Wimbledonie – i jej zwycięstwo 6:0, 6:0 z Amandą Anisimovą – dziś też ruszyła do pracy.
Na Campo Centrale Niemka prowadziła spotkanie też decydujące o miejscu w finale, ale gry podwójnej. W nim zaś najlepszy obecnie duet świata – Katerina Siniakova/Taylor Townsend – był zdecydowanym faworytem w potyczce z Cristiną Bucsą i Nicole Melichar-Martinez.
WTA 1000 w Rzymie. Kolejna sensacja na Campo Centrale. Liderka rankingu nie zagta w finale
Na piątek zaplanowano bowiem półfinały nie tylko w męskim singlu, ale też w kobiecym deblu. Ciekawiej zapowiadało się to wieczorne: Mirry Andriejewej i Diany Sznajder przeciwko Jessice Peguli i Storm Hunter.
W starciu rozpoczynającym zmagania na Campo Centrale grały zaś: liderka i wiceliderka światowego rankingu (Katerina Siniakova i Taylor Townsend) przeciwko weterance Nicole Melichar-Martinez i Cristinie Bucsie, która niedawno wróciła do gry po wyleczeniu kontuzji. Bukmacherzy szanse tych drugich widzieli znacznie niżej niż te, które dawali Switolinie w starciu ze Świątek. I też się pomylili.

Katerina Siniakova i Taylor TownsendMatthew Stockman/Getty ImagesAFP
Czesko-amerykański duet wygrał aż 17 ostatnich spotkań, w to wliczały się tytuły WTA 1000 w Indian Wells, Miami i Madrycie. Siniakova z Townsend zdominowały rywalizację w tourze, ich sukces w Rzymie nikogo by nie zdziwił. Czeszka zaś jeszcze nigdy tu nie wygrała, najlepszym wynikiem był półfinał siedem lat temu. Wtedy, w parze z Barborą Krejcikovą, przegrały mecz o finał z Ashleigh Barty i Wiktorią Azarenką.
W pierwszym secie najważniejszy okazał się gem otwarcia. Serwowała Townsend, było już 40-30, po świetnym ataku spod siatki Siniakovej. Później jednak Bucsa zaskoczyła Czeszkę przy próbie zbiegnięcia na drugą stronę, a w decydującym punkcie Taylor zagrała bekhendem w siatkę. I doszło do przełamania, które wtedy nie wydawało się jednak niczym szczególnym. A tymczasem do końca partii kolejne już nie nastąpiło. To zaś oznaczało, że Bucsa i Melichar-Martinez wygrały 6:4.
W drugim secie role się początkowo odwróciły – w drugim gemie, przy serwisie Bucsy, też był stan równowagi. Decydowała jedna akcja, mocno wiało. Po ataku Townsend na ciało Melichar-Martinez doszło do przełamania, za chwilę było już 3:0 dla faworytek.
I doszło do zaskakującego zwrotu akcji – pięć kolejnych gemów padło łupem zawodniczek, na które tu niewielu stawiało. A później Bucsa i Melichar-Martinez dokończyły sprawę. Po 83 minutach Miriam Bley ogłosiła triumf duetu rozstawionego z „7” – skończyło się na 6:4, 6:4.
Finał odbędzie się w niedzielę.
- Świątek wyrzucona z turnieju. Nagle ogłasza. Chce powrotu i podaje 3 powody
- Smutna prawda o Idze Świątek. „Każda z TOP 10 może z nią wygrać”

Katerina Siniakova i Taylor TownsendArtur Widak/Nur PhotoAFP

Cristina BucsaWILLIAM WEST / AFPAFP
Katarzyna Wenerska: Gra z najlepszymi drużynami na świecie jest dla nas plusemPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
