Ukrywał się, próbował mylić tropySzymon L. wpadł w domu własnych rodziców. O sprawie jako pierwsza poinformowała szczecińska Gazeta Wyborcza. Policjanci już od dłuższego czasu deptali prawnikowi po piętach. Przypomnijmy, że za szczecińskim prawnikiem w marcu wystawiony został list gończy.
— On czuł nasz oddech od samego początku, stąd pewne działania. Jak widać, nieskuteczne — mówi Onetowi podkom. Piotr Jaworski, rzecznik KWP w Szczecinie.
W ostatnich dniach faktycznie adwokat próbował zmylić śledczych. Do sieci trafiły nawet jego zdjęcia z wycieczki rowerowej po Gibraltarze. Szymon L. uśmiecha się na nich z charakterystycznym gestem kciuka uniesionego w górę. Zdjęcia trafiły na profil „Kryminalny Szczecin”, który od dłuższego czasu opisuje kłopoty byłego już adwokata z prawem.
Zdjęcia okazały się fałszywe. Wiele wskazuje na to, że wygenerował je sam Szymon L., by właśnie zmylić śledczych. Nie były jednak najlepszej jakości. Wpadł w Szczecinie, w domu własnych rodziców. — Był bardzo zaskoczony naszą wizytą — mówią policjanci.
„To są lata. Na dziś oni go nam nie wydadzą”. Prawnik o ucieczce Ziobry do USA
Szymon L. w trakcie swojego procesu dużo mówił o swoich zasługach i pracy. O tym, że egzamin adwokacki zdał najlepiej ze wszystkich. Podkreślał, że pochodzi z „wybitnej rodziny”.
Faktycznie, rodzicom byłego już (został wykreślony z listy adwokatów) adwokata nie można odmówić zasług. Ojciec Szymona L. to światowej klasy genetyk i onkolog. Matką jest profesor ekonomii, była doradczyni Leszka Balcerowicza, a później nawet minister finansów w okresie pierwszego rządu PiS.
Oszustwa, wyłudzenia
Sam Szymon L. w ślady rodziców nie poszedł. Prokuratura zarzucała mu szereg przestępstw. Od części z nich został uniewinniony, inne potwierdził prawomocny wyrok sądowy.
Szczeciński prawnik przez lata prowadził własną kancelarię i obsługiwał klientów w sprawach karnych. Jak ustalili śledczy, w tym samym czasie wykorzystywał swoją pozycję, przekonując klientów, że dzięki kontaktom w policji i wymiarze sprawiedliwości jest w stanie „załatwiać” decyzje procesowe. W rzeczywistości były to — według prokuratury — fałszywe obietnice, za które przyjmował pieniądze. W niektórych przypadkach chodziło o dziesiątki tysięcy złotych w zamian za rzekome umorzenie spraw czy złagodzenie konsekwencji karnych.
Sprawa ujawniła również inne wątki. Śledczy zarzucili adwokatowi m.in. utrudnianie postępowań i wynoszenie z aresztu tzw. grypsów, które przekazywał dalej na zewnątrz. W pierwszej instancji sąd skazał go na 7 lat więzienia i zakaz wykonywania zawodu, wskazując na szczególny ciężar naruszeń dokonanych przez osobę zaufania publicznego. Po apelacji wyrok został obniżony — prawomocnie do 4 lat pozbawienia wolności.
Do więzienia trafił też były oficer policji, który pomagał Szymonowi L. Marek Z. po odejściu ze służby był aktywnym komentatorem w mediach, wypowiadał się m.in. o bezpieczeństwie drogowym oraz sprawach kryminalnych.
Podczas procesu sądowego Szymon L. mówił o sobie jako o „prawniku z pierwszych stron gazet”, a zarzuty nazwał spiskiem. Przekonywał, że zarzuty o powoływanie się na wpływy są „absurdalne”, ponieważ „nigdy nie wykorzystał przyjaźni jego matki ze Zbigniewem Ziobro ani własnej z Marcinem Romanowskim”.
Szymon L. trafił do Aresztu Śledczego w Szczecinie. W zakładzie karnym spędzi w sumie cztery lata.